Maciej Kowalski jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w zielonej branży.

Firmę HemPoland sprzedał do Kanady za 100 mln złotych. Aktualnie prowadzi Kombinat Konopny i po raz kolejny przeszedł do konopnej historii bijąc rekord crowdfundingu zbierając w około 40 minut 4,2 mln złotych.

Czego nie wiecie o Maćku Kowalskim i jakie są kulisy jego sukcesu? Zapraszam do słuchania lub czytania.

Podoba Ci się to, co robię?

Wesprzyj Otwieramy Oczy!

Otwieramy Oczy to projekt stricte aktywistyczny. Żadna z platform, na której jestem nie pozwala mi zarabiać. Nie to zresztą jest moim priorytetem. Jest nim pomoc chorym, pokazywanie innowacyjnej drogi biznesowej ludziom, czy otwieranie oczu sceptykom. Często wyjeżdżam w celach aktywistycznych, realizuję projekty i wkładam w to wszystko mnóstwo czasu. Środki finansowe są mi potrzebne, żebym mógł po prostu dalej działać lub robić to jeszcze mocniej. Jeśli podoba Ci się to, co robię i korzystasz regularnie z moich materiałów, będę niesamowicie wdzięczny za pomoc w rozwoju Otwieramy Oczy, co jest jednoznaczne ze wzrostem świadomości społecznej.

 

Podcast do czytania

MateuszCześć Maciek. Dzięki za przyjęcie zaproszenia. Fajnie, że w końcu udało nam się złapać. Nastoletni bądź nienastoletni Maciek ma pierwszy raz styczność z konopiami. Jak długo po tym stwierdza, że ta roślina jest rzeczą, której chce poświęcić swoje życie zawodowe?

Maciek: Cześć Mateusz. To jest ciekawe pytanie i rzadko zadawane przez dziennikarzy, bo w takiej kategorii Cię właśnie rozpatruję dzisiaj. A odpowiedź jest dość nietypowa, bo to nie jest tak, że najpierw miałem styczność z rośliną a później, po jakimś czasie stwierdziłem, że to jest to. Właśnie to było na odwrót. Ja najpierw dowiedziałem się o tych wszystkich fajnych rzeczach, o tym jak niefajną rzeczą jest prohibicja i ogólnie o substancjach psychoaktywnych na całym tym świecie. Temat mnie zafascynował w wieku 16 lat. A styczność z samą marihuaną miałem trochę później, gdzieś tak koło 17 roku życia. To nie jest tak, że jestem ziomalem-jaraczem, któremu gdzieś tam mózg zlasowało zioło, nic innego już nie widziałem i stwierdziłem, że w to pójdę. Tylko odwrotnie. Nie będę robił z siebie nie wiadomo kogo robił, że to naukowe zainteresowanie. Wiadomo, że dla 16-, 17-latka najciekawszą rzeczą jest fakt, że to używka. Na pewno wtedy bardziej interesowało mnie THC niż CBD czy budowlanka czy tekstylia. Taka była kolejność, dosyć nietypowa.

– Szczególnie, że zakazali w tamtych czasach posiadania.

 Tak. Stamtąd się wzięły pierwsze sygnały. Zakazali jak miałem 16 lat. Wtedy właśnie słuchasz w tym radio czy telewizji, że zakazali, ale właściwie czego? Jak pojawiły się te pierwsze, kretyńskie teorie, że marihuana wciąga. Mnie w narkotyki wciągnęła prohibicja. Może gdyby Marian Krzaklewski nie zrobił wtedy tej szopki to może siedziałbym teraz w banku albo byłbym urzędnikiem. Właściwie to powinienem mu dziękować.

– Myślę, że ma to jakiś sens. Ciekawe podejście, ponieważ wiele ludzi z tej branży (przynajmniej ja) zaczynało od rekreacyjnego używania. Dopiero później się dowiedziałem, że można z tego zrobić coś więcej. Jak wyglądała taka droga od zainteresowania konopiami do momentu otwarcia HemPoland?

SŁUCHAJ LUB CZYTAJ TEŻ: #17 Konopie wchodzą na salony

– Mam nadzieję, że niedługo będziemy mówić o Kombinacie Konopnym jako największej firmie konopnej w Polsce. Myślę, że już niewiele brakuje do tego- rok, dwa myślę. Jeżeli chodzi o historię, powiedzmy 18 lat, najpierw był portal Hyperreal czyli takie miejsce, gdzie w Internecie spotykają się wszyscy ćpuni wyklęci. Od etapu bycia czytelnikiem tego portalu do administratora, redaktora minął rok, może dwa. Utworzyłem ten serwis z ludźmi, z którymi mam kontakt do tej pory. Z wieloma z nich pracuję, są to barwne postaci, które mają ciekawe życiorysy. Wracając do Hyperreal, zaczęło się właśnie od tego. To było miejsce, w którym można było się dowiedzieć czegoś. Nie było źródeł informacji na temat substancji psychoaktywnych. Z tego czytania Hyperreala nagle w kilkanaście miesięcy zacząłem pisać, potem zostałem administratorem. Pisałem z kilkoma, kilkunastoma osobami. Część z nich nadal w tym siedzi, część poszła w inne ścieżki. Bardzo ciekawi ludzie, barwne postaci, które robią w życiu ciekawe rzeczy. Tam też poznałem kilka osób, z którymi założyliśmy gazetę konopną SPLIFF. To był rok 2005. W międzyczasie też było zaangażowanie w ruch Canaba czyli coś co poprzedzało stworzenie Wolnych Konopi, mało sformalizowany ruch na rzecz legalizacji marihuany. Spontanicznie stworzony, cholera wie przez kogo. Gazeta SPLIFF to było tak naprawdę coś, co stało się moją pracą. Powiedzmy, że zacząłem robić to na zasadach etatowych. Wprawdzie za jakieś tam grosze. Z mediów w tej chwili jest ciężko się utrzymać, wtedy też było ciężko się utrzymać. Niemniej jednak, ta gazeta była przełomem historycznym, bo razem z kilkorgiem osób na przykład Wojtkiem Skórą (Tołdim), Tomkiem Obarą (Gotą), Andrzejem Dołeckim rozkręciliśmy gazetę, która dotyczyła tylko i wyłącznie konopi. Teraz dla mnie fascynującą rzeczą jest to, że mogłem po 15 latach od założenia tego, usłyszeć od jednego inwestora, akcjonariusza Kombinatu Konopnego, że on się ze mną spotkał te „naście” lat temu jak dałem mu SPLIFF’a gdzieś na ulicy i on zaczął o tym czytać i się w to wkręcił. Że to nie tylko walenie z wiadra, ale też inne, ciekawe rzeczy związane z konopiami.  Wiadomo, gazeta nie spowoduje, że ludzie przeczytają o legalizacji marihuany i będą za nią. To niestety tak nie działa, ale ta praca spowodowała, że z roku na rok troszeczkę więcej ludzi się dowiadywało o tym. Nawet jeżeli reagowali w negatywny sposób, to znaczy „O matko, jak to legalizacja marihuany! Przecież to skandal” to kiedy usłyszeli o tym raz, drugi, piąty to w końcu zaczęli się oswajać z tą myślą. Nie chce oczywiście robić z siebie niewiadomo kogo, bo wtedy robiła to masa ludzi, nie tylko ja. Wtedy ten ruch, ta grupa ludzi spowodowała, że zaczęto o tej sprawie mówić. SPLIFF’a prowadziłem czasem z krótszymi, czasem dłuższymi przerwami około 8 lat. Byłem redaktorem naczelnym, pisałem, prowadziłem gazetę od strony redakcyjnej. Tołdi zajmował się organizacją, żeby to miało ręce i nogi, sprzedawał powierzchnię reklamową. Przechodząc już do tego przemysłowego wykorzystania konopi, gdzieś tam na początku poprzedniej dekady czyli 2011/2013, mnie jako redaktora zaczął interesować temat wykorzystania przemysłowego konopi. Zacząłem o tym pisać, razem z Wojtkiem robiliśmy spotkania z ludźmi, szkolenia, postawiliśmy jakąś małą ściankę. Ludzie zaczęli się z nami kontaktować. Uważali, że to świetny temat, ale chcieliby uzyskać jakieś konkrety. Oczekiwali jakiś fajnych, konkretnych artykułów. W Internecie wpisując konopie to ratują one świat, można zastąpić ropę naftową, gdyby tylko coś tam… gdyby ktoś to zrobił. Ale większość tych ziomeczków, którzy tak mówią to nie garnie się do roboty. Wymigują się, że pewnie rząd Stanów Zjednoczonych tego by zakazał i jak tylko się zajmiesz tym to wywiozą cię do lasu. A tak naprawdę nikt tego nie robi, więc tego nie ma. Porównując się do postaci historycznych, to było jak popłynięcie do Ameryki. To nie było jakoś szczególnie skomplikowane, wystarczyło wsiąść w statek i popłynąć. Ale nikt wcześniej tego nie zrobił, to znaczy niby Wikingowie, ale nieważne. Nie ma jakiś barier obiektywnych, żeby tego tematu nie ruszać. Więc my się tym zajęliśmy, ja się tym zainteresowałem. W 2014 roku, po roku bujania się z urzędnikami dostałem pozwolenie na skup konopi włóknistych. To był taki moment, w którym zabrakło mi wymówek. Do tej pory fajnie było być tym, który pisze, że konopie by uratowały świat. Napiszesz sobie fajny tekścik, ludzie sobie poczytają, pokiwają głowami, poklepiemy się po ramionach, że to świetnie, ale w sumie to nic z tego nie wynika. Jak dostałem to zezwolenie to trochę przebijania głową muru było, ponieważ była taka patologiczna sytuacja, że aby dostać zezwolenie, musiałeś mieć wypis z rejestru pierwszych przetwórców słomy konopnej, który nie istniał. Idziesz do Urzędu Marszałkowskiego i mówisz: dzień dobry, poproszę zezwolenie na skup a pani urzędnik mówi: dobrze, to poproszę wniosek, opłatę skarbową, formalne rzeczy i wypis z rejestru. Ja mówię: nie mam wypisu z rejestru, bo rejestr nie istnieje. Urzędnik rozkłada ręce i mówi, że dałby to zezwolenie, ale formalnie potrzebuje tego wypisu. No i dupa. Ostatecznie po wielu pismach, męczenia buły, udawaniu upierdliwego petenta, w Ministerstwie Rolnictwa jakaś światła osoba wydała opinię, że jeżeli rejestr nie istnieje to podlegli urzędnicy nie mają prawa go wymagać. W ten sposób, ta jedna, mądra decyzja urzędnika otworzyła rynek. To spowodowało, że nie tylko Państwowy Instytut może uprawiać konopie, bo tylko Instytut w Szczecinie mógł, bo co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie, ty musisz mieć zezwolenie a ty nie musisz, ale wszyscy mogli. W 2014 roku dostałem zezwolenie i to był moment, w którym: no dobra będę o tym dalej pisać czy może wezmę i to zrobię? O rolnictwie wtedy wiedziałem, że jest ciągnik i są krówki i coś tam się uprawia. Kompletna noga, nic nie wiedziałem o rolnictwie. Stwierdziłem, że założę firmę rolniczą, bo czemu by nie. Nie wymagało to głęboko przemyślanego planu czy jakiejś strategii, że w Excelu sobie rozpisałem plan biznesowy czy coś. Tylko zrobiłem to na hura, na głęboką wodę się rzuciłem. Zgłosiło się mniej więcej 30 rolników, którzy byli zainteresowani uprawą. Zgłosiło się dużo więcej, ale 30 zgodziło się na warunki, które proponowałem, które niekoniecznie były super korzystne dla rolnika, ale to było jedyne na co mogłem sobie pozwolić. Kontraktacja, zobowiązanie się do skupu i długie terminy płatności. Nie miałem kapitału, więc ustaliłem, że rolnik wyhoduje, da mi ten surowiec. Ja miałem 60 dni, aby go sprzedać, dostać pieniądze i zapłacić rolnikowi. Taki był pomysł. Oczywiście w bólach, ale się udało. Z tych 30 rolników było razem 150 hektarów. Z czego 1 rolniczka to było aż 100 hektarów. Tak na prawdę to była jedyna osoba, która tak jak ja rzuciła się na głęboką wodę. Cała reszta sprawdzała sobie po kilka hektarów. To między innymi zadecydowało o tym, że moja firma została założona w Elblągu, bo ta rolniczka była z Elbląga. Ja z Elblągiem nie miałem nic wspólnego, ja jestem z Trójmiasta, później mieszkałem w Brukseli, Wielkiej Brytanii, Kenii, z Elblągiem w każdym razie nic mnie nie łączyło. Drugi czynnik to był park technologiczny w Elblągu. Parki technologiczne w Gdyni, Gdańsku, Wrocławiu działają bardzo prężnie. Ten w Elblągu niekoniecznie. Niewiele się dzieje w Elblągu gospodarczo. Więc jak ktoś przyszedł i odwracał ten trend demograficzny, że zamiast uciekać to on przyjeżdża i chce zakładać firmę w Elblągu to zostaliśmy bardzo fajnie potraktowani. Bardzo nam pomagano, administracja miejska nam pomagała nawet. Urząd Skarbowy był nam przychylny. Niesamowite w Polsce, ale da się. Ja bardzo zachęcam, aby na te mniejsze miejscowości spojrzeć przychylnym okiem, bo Polska to nie tylko Warszawa i Wrocław. Jest masa fajnych miejsc, gdzie można odnieść sukces i gdzie jest troszeczkę łatwiej. I tak firma stanęła na nogi. W pierwszych momentach mieliśmy kilka osób. Próbowałem pozyskać pieniądze od inwestorów, wszyscy mnie spuszczali na drzewo, bo gdzie tam ćpuny i narkotyki w Polsce. Na szczęście udało się paru znajomych namówić, żeby jakimś tam kapitałem zasilili. No i kurde zadziałało to! Zaskoczyło, w ciągu dwóch lat od założenia mieliśmy funkcjonującą linię technologiczną, mieliśmy fajny zespół, mieliśmy klientów i mieliśmy produkt, który wyprzedzał o dwa poziomy standardy, które wówczas były dostępne na rynku. Olejki CBD już wtedy były na rynku, ale wyglądały jak pasta do butów. Były produkowane w strasznych warunkach, coś tam może leczyły ale więcej chorób generowały. Koncepcja była taka, że produkujemy i w wiadrach wysyłamy do klienta i to on wprowadza na rynek. Pewne zawiłości spowodowały, że zdecydowałem się w 2016 roku założyć własną markę czyli sprzedawaliśmy w detalu. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Produkt został bardzo dobrze przyjęty, nie tylko w Polsce, ale w innych krajach europejskich. To dało mi wiarę w siebie, ponieważ polski produkt, robiony pod Elblągiem może być do Szwajcarii, Holandii sprowadzany jako produkt wysokiej jakości, czyli nie tylko my możemy od Szwajcarów brać zegarki i scyzoryki, ale w drugą stronę też. Wysyłać im coś, nie dlatego, że coś jest tanie, tylko dlatego, że jest najlepsze. Szwajcar nie patrzy na cenę jakoś szczególnie, on chce kupić najlepsze i wybierał polskie. Firma w szybkim tempie rozrosła się do 50 a później 100 osób. Stała się już prężnie działającym przedsiębiorstwem. To nie jest w skali kraju duża firma, o dużych firmach mówi się w skali powyżej 500 osób. Dla mnie to była duża firma, jeżeli chodzi o rynek konopny. Co tam jest teraz? Nie wiem, mnie tam nie ma od 2 lat. Kilka dni temu minęły 2 lata odkąd się dowiedziałem, że zostałem odwołany z funkcji prezesa. W międzyczasie był epizod, bo przeskoczyłem, w sumie nie epizod a duży rozdział pod tytułem ,,Sprzedaż firmy do Kanady”.

– Dlaczego w ogóle postanowiłeś sprzedać firmę skoro prężnie działała, wszystko się kręciło? Jaki był powód?

– Przez jakiś czas, kilkukrotnie szukaliśmy jakiegoś potencjalnego inwestora, finansowego czy branżowego, który spowodowałby, że byśmy się jeszcze szybciej rozwijali, bo konkurencja nie spała. W Kanadzie się pojawiła decyzja Justina Trudeau’a, że otwiera rynek rekreacyjny co spowodowało napływ setek milionów czy miliardów dolarów do branży. Wtedy pomyśleliśmy, że może poszukamy kogoś takiego. Po kilku rozmowach stwierdziliśmy jednak, że nie, nie chcemy mieć z tymi ludźmi nic do czynienia. To byli głównie finansiści. Temat zamknęliśmy, schowaliśmy. Kilka miesięcy później, dokładnie na Walentynki w 2018 roku, przyjechał do nas Kanadyjczyk z firmy, która sama nas znalazła. Oni mieli do wydania pieniądze i chcieli coś kupić sobie w Europie. Zrobili sobie taki casting, przejrzeli firmy, postawili chłopców na telefonie i powiedzieli: zadzwońcie do każdej konopnej firmy w Europie. Oni dzwonili, 90% firm odwalili po pierwszym telefonie, bo się nie mogli dodzwonić albo po prostu ściema. Później z tych firm, które sobie wybrali, zrobili jakąś większą analizę i wybrali kilkanaście firm do których po prostu pojechali. Przyjechali do nas w lutym. Pogadaliśmy sobie, stwierdziłem, że w sumie spoko goście i to z branży, bo wcześniej wcześniejsze rozmowy były z finansistami, którzy mają fundusze inwestycyjne, co robią śrubki, węgiel, konopie, więc nic nie wiedzieli na ten temat. A tutaj przyszła firma konopna, więc zaciekawiliśmy się troszeczkę. Czasem warto jest być częścią czegoś większego, bo do tej pory firma była w 80% moja. Pomyślałem, że może nie warto jest być 80-cio procentowym właścicielem małego ciasteczka, tylko paroprocentowcem większego przedsiębiorstwa. To miało ręce i nogi. Pewna obawa była, że my tutaj się fajnie rozwijamy, ale przyjdą międzynarodowe koncerny i nas zjedzą. Jeżeli boisz się być zjedzonym to jest w tym jakaś logika, żeby podczepić się pod coś większego i samemu być zjadającym a nie zjadanym. Te rozmowy w dość dynamiczny sposób w maju się zakończyły. Ustaliliśmy warunki finansowe i wtedy oni postawili takie ultimatum: albo sprzedajesz całą firmę albo wcale czyli nie jesteśmy wspólnikami pół na pół tylko sprzedajesz całą firmę. Pierwotnie miałem stać się udziałowcem, współwłaścicielem tej kanadyjskiej firmy. Teoretycznie tak jest, bo ja mam tam 1 czy 2% tej kanadyjskiej firmy, ale ona w międzyczasie straciła 95% wartości. Takie średnie pocieszenie w sumie. Ratuję się przed bankructwem jak mogę, co chwilę biorę pieniądze od kolegów i pcham dalej. Ale to jakby mniej istotne. Ten późniejszy proces sprawdzania trwał kilka miesięcy. A w październiku 2018 roku firma została realnie sprzedana, czyli w 100% właścicielem HemPoland stał się koncern kanadyjski. Ja zacząłem snuć plany inwestycyjne, my jako udziałowcy dostaliśmy jakieś tam środki. O to głównie chodziło, aby spółka została zasilona funduszami, bo my rozwijaliśmy się tak szybko jak na to pozwalały pieniądze. Ja czułem się dławiony ciągle tym czynnikiem finansowym, bo chciałem się jeszcze szybciej rozwijać. Miała wpłynąć czy wpłynęła, już nie pamiętam, do opinii publicznej ta informacja, ale dużo pieniędzy wtedy wypłynęło do spółki. Zacząłem wtedy realizować plany jakieś tam rozwojowe, ale bardzo szybko się okazało, że Kanadyjczycy mają inne plany. Tak jak dla mnie oczywistym było, że tak jak ja rozwinąłem tę firmę, zbudowałem ją do takiego etapu to jestem wartościowym składnikiem tej firmy czyli inwestując w firmę, inwestowali we mnie wedle logiki. Okazało się, że logika tam niekoniecznie pierwsze skrzypce grała, więc zostałem pożegnany. Nie chcę wchodzić w szczegóły jak to wyglądało, bo też nie mogę. Było to dokładnie 2 lata i 2 dni temu jak rozmawiamy teraz, dostałem informację, że dziękujemy, tam są drzwi. To nie było przyjemne doświadczenie, bo to była firma, którą ja stworzyłem. Ludzie się źle czują kiedy zostają zwolnieni z pracy, to jeden z największych czynników depresjogennych, a ja zostałem zwolniony z funkcji prezesa zarządu z firmy, którą ja założyłem, gdzie każdego, jednego pracownika zatrudniłem. Nawet mnie nie poinformowali. Było to ciężkie przeżycie, ładnych parę miesięcy mi zajęło pozbieranie się po tym. Natomiast w kwietniu 2019 roku założyłem Kombinat Konopny. Postanowiłem sobie za cel, że zrobię wszystko, czego nie zrobiłem tam, bo nie miałem albo czasu albo moi wspólnicy się nie godzili. CBD przynosiło fajne pieniądze i jak powiedziałem: zróbmy cegły to było „weź, po co mamy robić cegły, jak TO działa”. Było tam mało ambitne myślenie niektórych. Ja wychodzę z założenia, że jeżeli mogę coś zrobić to zrobię to, nawet jeżeli nie wiem po co. Nawet dzisiaj się spóźniłem na rozmowę z Tobą, bo robiłem w kuchni jakieś tam moje eksperymenty, nie wiem po co. To nie jest tak, że ja mam coś zaplanowane. Moje eksperymenty to w lewej masz coś tam, w prawej coś tam, zmieszajmy to i zobaczy co z tego wyjdzie. Jest to na zasadzie spontanicznego kombinowania. Na te rzeczy nigdy w HemPoland nie było czasu, pieniędzy, były ważniejsze rzeczy. Więc stwierdziłem, że Kombinat będzie negatywem tego czyli nie mieliśmy jednej, konkretnej rzeczy, którą robiliśmy dla pieniędzy. W Kombinacie nie było jednej kury znoszącej złote jaja, o którą trzeba było dbać  i nie było czasu na nic innego. Był wtedy czas na te wszystkie gry i zabawy. Przez ostanie 1,5 roku się tak bawiłem, że wykombinowałem rzeczy, które staną się znowu kurami znoszącymi złote jaja. Po setkach czy tysiącach eksperymentów wypracowałem takie dwa podstawowe kierunki. Jeden to tak jak tam, metoda otrzymywania olejku CBD, która jest tańsza. Ja w dalszym ciągu nie mogę wprowadzić tego na rynek przez zakaz od konkurencji. Takie są realia. Sprzedając firmę w pewnym sensie sprzedajesz też duszę. Sprzedając firmę przez kilka lat nie możesz robić tego samego. Jest to dla mnie zrozumiałe, chcę to uszanować i stąd decyzja, że pod koniec przyszłego roku ujrzą światło dzienne. Ale już teraz dzięki środkom z emisji akcji stawiamy zakład pod to. Już są maszyny stawiane, procedury pisane, odbiory sanepidowskie. To wszystko tyle trwa. Ludzie, którzy sprzedają sobie olejki na Allegro to sobie myślą, że potrafią go sobie zrobić w kuchni to już wszystko gra. Nie, 90% wysiłku i wydatków to nie jest samo zrobienie tego olejku, tylko wszystko wokół. Tak, żeby wprowadzić produkt na rynek w sposób powtarzalny, jeżeli jesteś dobrze odebrany, to żeby nie było sytuacji, że nie masz produktu, towaru, bo to trzeba robić w dużej skali. Trzeba zatrudnić ludzi, wyszkolić ich. Więc to jest jedna rzecz, którą Kombinat będzie robił. Drugą rzeczą są wyroby tekstylne. Jest to dużo trudniejszy temat, bo wymaga dużo większych nakładów finansowych i jeszcze bardziej niedojrzały na etapie początkowym. CBD już jest.

– Przepraszam, że przerwę. Mówisz, że olejki CBD będą dużo tańsze. Ile mniej więcej mają kosztować?

– Idea jest taka, żeby olejek, który ma w buteleczce 500 mg, czyli taka norma rynkowa, kosztował 30 zł w detalu.

– Myślisz, że bardzo mocno przejmiecie rynek olejków? Kto w ogóle będzie kupował droższe? Wiadomo, że klient się przyzwyczaja do marki i ufa jej.

– Trochę inni przestaną sobie marżę robić większe niż musieliby i te ceny spadną. Nie ukrywam, że mam nadzieję, że będę dużą cześć rynku trzymał. Oczywiście nadal będzie tak, że będę prowadził marketing zgodnie z przepisami i zgodnie z etyką i moralnością tak jak robiłem to do tej pory. A o dużej części konkurencji tego powiedzieć nie można. Nie będę konkurować z ludźmi, którzy mówią: odstaw chemię, olejek ci uratuje życie i jeszcze włosy ci odrosną i będziesz piękny, młody i bogaty. Olejek tego nie sprawi niestety. Ale są ludzie, którzy chcą to usłyszeć, przeczytać na opakowaniu. Oni chcą kupić całą tę bajkę. Takich sprzedawców chamskich, naganiaczy to ja z rynku niestety nie wygonię. Oni gdzieś tam pozostaną na forach społecznościowych, gdzie ludzie cierpiący onkologicznie wymieniają się informacjami i ci naganiacze na chama się tam wpychają i sprzedają te olejki. To jest przerażające. Ale ja tam się na pewno nie pojawię. Ja tych ludzi nie wygonię z rynku. Oni na pewno coś wymyślą, że moje olejki to nie działają, bo są w buteleczce a nie w karafce, że jeżeli są takie tanie to na pewno nie działają. Coś takiego. Natomiast jest też coś takiego jak fetysz wysokich stężeń. Ta technologia, którą ja będę wdrażał, ona nie pozwala na osiągnięcie super wysokich stężeń. Ale to nie ma żadnego znaczenia, poza ekstremalnymi przypadkami osób bardzo chorych. To czy weźmiesz 1 kroplę olejku 10-procentowego czy 10 kropel olejku 1-procentowego nie ma żadnego znaczenia. To jest na tej zasadzie, gdy wlejesz 50 ml wódki do soku to ona się staje słabsza? Tak samo samo cię klepnie. Tak jest też z olejkami CBD. Są rzadkie przypadki, gdzie to naprawdę ma znaczenie. Pięknie to widać w Stanach Zjednoczonych, gdzie nie nazywają olejków procentami, bo to nie ma znaczenia. Nazywają je: classic, forte itp i one są często bardzo nisko stężone. W Polsce robią taki fetysz, że jak nie ma 200% to w ogóle nie klepie. Dlatego nie będę klientów podbierać, nie będę się silił na to. Ja chcę zrobić taki zwykły, generyczny olejek CBD, który będzie dostępny i przystępny dla każdego. Dla statystycznego Kowalskiego.

– To pójdźmy do tego włókna konopnego, bo zacząłeś o tym mówić.

– Włókno to jest temat rzeka, na którym wiele maszyn spaliłem. Na początku włókno to był problem. Gdy zbierasz na kwiaty, słuchają cię rolnicy czy pasjonaci, którzy zbierają na kwiaty, na ziarno to dla nich włókno to jest zmora razem ze stonką ziemniaczaną. To jest przeszkoda do zbierania kwiatów. Ja postawiłem trochę to na głowie, bo jeśli to jest tak mocne, że potrafi kombajn, który ma 400 koni unieruchomić to spróbujmy tę moc natury jakoś okiełznać. To jest tak jak są sztuki walki, gdzie nie bijesz się z przeciwnikiem na chama tylko wykorzystujesz jego energię na swoją rzecz. To jest trochę na tej samej zasadzie. Tę ekstremalną wytrzymałość włókna konopnego ukierunkowuję w taki sposób, żeby móc je wykorzystać w tekstyliach. To pomaga również na użycie dość ortodoksyjnych metod przerobu, bo jeżeli na przykład swoimi technikami będę chciał przerobić bawełnę to ja bym z niej zrobił pył. Ale dzięki temu, że konopie są tak wytrzymałym włóknem to ja mogę agresywniej je przerabiać i zmiękczyć je do takiego etapu jak bawełnę i to już nauczyliśmy się robić. W takim chamskim skrócie robię bawełnę z konopi. Oczywiście jest to duże uproszczenie i uogólnienie. Jest takie słowo jak kotonina. Nie ja to wymyśliłem, tylko Włosi, Polacy, Sowieci w latach 20. sporo robili kotoniny czyli skracali, zmiękczali włókno do takiego etapu, żeby móc pracować na maszynach bawełniarskich. Od momentu jak ja to włókno zbiorę, przerobię, zmiękczę to dalej jest jeszcze cała masa procesów, które trzeba zrobić, żebyś miał przysłowiową skarpetkę. Od skarpetki idąc wstecz te etapy, ja nie będę na nowo odkrywać Ameryki, były już wymyślone. Nie ma potrzeby wymyślania tego od nowa. Żeby zrobić skarpetki musisz, znowu w wielkim uproszczeniu, mieć nitkę. Żeby zrobić nitkę musisz mieć uprzedni odpowiednio przygotowane włókno. Od tego właśnie etapu odpowiedniego przygotowania włókna, dalej my korzystamy z konwencjonalnej technologii, lekko ją zmieniając. Doprowadzić włókno konopne do takiego etapu, żeby umożliwić przerób na maszynach to były pewnie nieoczywistości, które trzeba było zastosować. Teraz trochę jestem na tym etapie, z którego się śmiałem odnośnie olejków, tego kogoś, kto robi sobie olejki w kuchni. Ja tekstylia jestem wstanie przerabiać na tę skalę ale już wiem co potrzebuję, żeby przerabiać je na większą skalę. Maszyny zostały już zakupione dzięki środkom z emisji akcji. Część z nich już jest, część z nich dopiero się robi. Żeby mieć gdzie trzymać maszyny to musisz halę postawić, prąd podłączyć, wodę doprowadzić. To są rzeczy, którymi ja się teraz zajmuję. Część ludzi myśli, że jak pracujesz w konopiach to kręcisz blanty cały dzień. Nie, większość czasu zajmujesz się rzeczami ekstremalnie nudnymi na pozór. Musisz zająć się, aby wylewka była równa, żeby ogrodzenie zrobić, żeby prąd dociągnąć. Dogadać się z elektrownią, bo się okazuje, że z prądem są jakieś jaja. To są wyzwania, którymi trzeba się zająć i którymi na co dzień się zajmuję. Po godzinach te technologiczne procesy sobie dopracowuję.

SŁUCHAJ LUB CZYTAJ TEŻ: #12 Dlaczego konopie deklasują bawełnę? 

– Mówisz o włóknie konopnym. O tym, że konopie uratują świat. To, że włókno konopne jest mocne to jest fakt, a są jakieś mity? Mówi się, że jest nieprzemakalne, że nie pocisz się w nim. Czy te rzeczy szerokoznane są prawdziwe czy jest w tym troszeczkę mitów?

– Jeżeli chodzi o te rewelacje z Internetu są w większości nieprawdą bądź nadużyciem prawy bądź półprawdą. Oczywiście jest to znakomity surowiec, to bez dwóch zdań. Czy może uratować świat? Nie. Ludzie moją sami uratować świat przed sobą a nie roślina. Roślina może być narzędziem. Bardzo fajnym przykładem, niekoniecznie dotyczącym włókna tylko samej biomasy jest bardzo często wrzucany obrazek, że konopie dają 4 razy tyle papieru co drewno. Hektar konopi to jak 4 hektary drzew. To jest przykład półprawdy, to chodzi o roczny przyrost. Na chłopski rozum jak zobaczysz 100 letni las to tam tej biomasy jest więcej niż na polu konopi. Natomiast w ciągu roku rzeczywiście przybywa 4 razy tyle. Ale internety wolą krótkie hasła, internety powiedzą: hektar konopi jak 4 hektary lasu, że beton konopny jest 7 razy bardziej wytrzymały niż płot betonu zwykłego. Absolutnie nie, bo beton konopny jest kruchy. Zwykły beton jest bardzo odporny na jakieś ściskanie czyli możesz zbudować bardzo wysoki dom z betonu ale jest kiepski do naprężenia czyli stropu z betonu nie zrobisz tylko z żelbetonu.  W tym względzie beton konopny jest mocniejszy od tego zwykłego. To wszystko to są nadużycia. Czy jest wodoodporny? Absolutnie nie jest wodoodporny, chłonie wodę jak szalony. Natomiast włókno nie gnije. Dlatego się używało tego w marynarce na żagle, liny itp. To nie jest tak, że po tej linie spłynie woda jak po kaczce, ona wsiąknie, wyschnie i będzie sucha i tak samo mocna. Jeżeli chodzi o pocenie się, to oczywiście, że człowiek się poci. To jest taka fajna półprawda. To jest trochę taki głuchy telefon, że ktoś, gdzieś usłyszał, zapamiętał, podał dalej. Mówiąc w dużym uproszczeniu jak spocisz się w bluzce z konopi i się umyjesz, umyjesz to spocone ciało i założysz z powrotem tę samą spoconą bluzkę to ona nie będzie śmierdzieć. To chodzi o to, a nie o to, że nie będziesz się pocił. Gdyby konopne ubranie powodowało, że człowiek się nie poci to byłoby to wręcz niezdrowe. Twój organizm chce się spocić, bo ma taką potrzebę. Nie można tej potrzeby wstrzymywać. Natomiast to się wiąże z tym, o czym dowiedziałem się zupełnie niedawno, gdy zacząłem się w to wgłębiać. Sam upowszechniałem pewien mit, że włókno konopne jest przeciwbakteryjne. Nie, jest bakteriostatyczne. Różnica jest na pozór niewielka, ale z naukowego punktu widzenia należy się słowo wyjaśnienia. Antybakteryjne to znaczy, że na włóknie konopnym, w warunkach laboratoryjnych, zaszczepisz bakterie to włókno je zabije. Przeciwieństwem tego jest sytuacja kiedy nam się rozmnażają. Jak weźmiesz na przykład poliestrową szmatkę czy bawełnianą i naniesiesz tam bakterie to one zaczną się tam rozwijać, rozmnażać a ten smród to są drobnoustroje. Natomiast konopne ani ich nie zabiją ani nie będą dla nich pożywką. Mówię w bardzo dużym uproszczeniu, jeżeli jakieś bardzo złe rzeczy pojawią się na tym włóknie konopnym to nie będą rosły. To jest ta cecha, dzięki, której krótko mówiąc ubrania konopne nie śmierdzą. Rzeczywiście wiele osób sprawdzało to na materiałach, które można gdzieś tam dostać, co jest też dość trudne, bo można przez przypadek złą opinię sobie zrobić, bo kupując coś konopnego i sobie testować, to u źródła ciężko jest sprawdzić czy to naprawdę było konopne. Jak sobie wpiszesz na alibaba.com hempt textiles to znajdziesz co chcesz. Piszesz do Chińczyka czy to jest z konopi, odpisuje, że tak. Jak pytasz czy to jest z lnu, to też ci powie, że tak. Zależy co klient chce, wtedy to dostanie na metce. Wszyscy tak mówią, ze jak coś ściągasz z Dalekiego Wschodu to oni mają dość luźne podejście do tego co należy na etykiecie napisać. Wynika to też z lingwistycznej bariery, bo ten sam symbol w mandaryńskim co oznacza konopie, to tak naprawdę on nie oznacza konopie, on oznacza roślina włóknista. Jak weźmiesz w google tłumaczu wpiszesz konopie to przetłumaczy to jako roślina włóknista. Więc pisząc do Chińczyka, tobie się wydaje, że zamawiasz coś z konopi, ale Chińczyk widzi, że gość chce coś z roślin włóknistych. Skutek jest taki, że część dostępnych ubrań w Europie czy Ameryce, które nazywają się, że są z konopi, wcale z tych konopi nie są. Żeby nie było, że będę tutaj wszystkich oczerniać. Są rzeczywiście rośliny, produkowane lokalnie w Europie. Dwa takie najfajniejsze źródła to są: Rumunia sprzed lat, czyli w Rumuni dalej można znaleźć upadłe fabryki, gdzie są zapasy materiału. Taki materiał z lat 20. ubiegłego wieku to jest niejako zabytek. To jest coś unikalnego, zrobionego technologią, która w tej chwili jest niedopuszczalna, bo te rzeczy strasznie zanieczyszczają środowisko. Stosowali ostrą chemię wtedy. Albo drugie źródło to są Włosi, którzy robią rzeczy drogie, ale jak to włoska moda jest ogólnie dosyć wykwintna. Te włoskie rzeczy konopne są naprawdę fajne. W tym kierunku będę chciał iść, żeby to była rzemieślnicza produkcja. Nie będę konkurować z T-shirtem z marketu za 5 zł, który jest z bawełny, fajnie, ale w międzyczasie dzieci go robiły w Bangladeszu. W fabryce z zapadającym się dachem, z bawełny z pestycydami. To siłą rzeczy będzie droższe. Ale chcę, żeby to było przystępne cenowo, z uwzględnieniem tego, że jest to wyższa jakość. Jeżeli kupisz najtańszą, badziewną koszuleczkę to ona się w praniu skurczy i po dwóch praniach ona się w ogóle rozejdzie. Owszem była tania, ale w przeliczeniu na jednokrotne założenie jej, to już taka tania nie jest. Dobra odzież niestety musi troszkę kosztować, ale nie chcę, żeby to była odzież luksusowa. Absolutnie nie o to mi chodzi.

– Jeszcze chciałbym się zapytać, bo powiedziałeś, że HemPoland liczyło 50, 100 pracowników. Na grupie inwestorów Kombinatu pisałeś, nie dokopałem się do głębszych informacji, dlatego mówię trochę z pamięci i jeżeli się pomylę to przepraszam, ale pisałeś, że to nie jest żadna demokracja, że Ty tam rządzisz w tej firmie, bo jest to Twoja firma. Przekaz był taki, że to Ty masz decydujący głos we wszystkim. Ale chciałbym zapytać o to, że mając 100 pracowników nie masz kontroli nad tym co się do końca tam dzieje, jak taka osoba jak Ty, bo z tego co mi się wydaje patrząc na wywiady i Twoją wypowiedź, która lubi mieć rękę na pulsie. Jak sobie z tym radziłeś/ poradziłeś?

– Kiedy nas było do 50 osób, to ja wiedziałem wszystko dokładnie co się dzieje. Nie mówię o detalach, bo gdzieś tam zawsze się prześlizgnie jakieś małe niedociągnięcie. Ale to był klimat rozszerzonej rodziny. Znasz tych pracowników, ufasz im, oni ufają Tobie. Tu nie chodzi o absolutne ilości tych osób, co o tempo. Co roku rośliśmy 2-krotnie. Jak zaczynaliśmy to miałem 10 pracowników, to w następnym roku miałem już ich 20. To oznaczało 1 osobę miesięcznie. To jest na tyle wolny rozwój, że ja jestem w stanie tym osobom poświęcić czas, sprawdzić czy się dobrze czują czy dobrze pracują, jak nie pracowali dobrze to interweniować.  Jak już w ciągu roku rośliśmy z 50 na 100 osób to oznacza 4 nowe osoby w miesiącu. Wtedy, prawda jest taka, że nie byłem w stanie panować nad wszystkimi obszarami.  To rzeczywiście trochę mi życie utrudniało. To znaczy w sumie sam jestem ciekaw co będzie jak będę miał 50 osób. Uważam, że wiem co dokładnie mam robić do 50 osób, a co będzie dalej zobaczymy. Ambicje i plany wymagają, że będzie to więcej osób. Pewne rzeczy można rozwiązywać inwestując w maszyny. Chociażby kwestia pakowania: możesz pakować ręcznie, gdzie masz 10-cio osobową ekipę, która pakuje ręcznie albo masz 2 operatorów i sprzęt na pół bańki. Z góry kosztuje to więcej. Ale na przestrzeni 2 lat, dla klienta jest taniej. Tym 2 pracownikom mogę dać lepszą pensję, niestety mniej miejsc pracy stworzyć, ale lepszych miejsc i mieć lepszą kontrolę. Korzystam ja, korzystają moi pracownicy, korzystają klienci. Nie korzystają tylko ci, którzy nie zostali zatrudnieni. Całego zła świata nie zbawię. Jeżeli mi się uda zrobić 50 dobrych miejsc pracy, to oby każdy z naszych pobratymców, która 100 osób zatrudni to by było super. Jeszcze słówko odnośnie tego zacytowanego przez Ciebie fragmentu o tym braku demokracji. Rzeczywiście ,raz doświadczenia z poprzedniej firmy są takie, że trzeba zachować tą możliwość veta czyli ja mam 90% głosów w spółce. Demokracja owszem na poziomie formalnym istnieje z tym, że ja mam 90 głosów a Ty masz 10. Ja chcę, żeby każdy się wypowiadał. To nie jest tak, że moja przewaga głosów powoduje, że mnie nie interesuje co myślą inni. Wręcz przeciwnie. Ja ponad proporcjonalnie biorę po uwagę głos tych 900 osób. Chcę mieć grupę focus’ową, gdzie wymyślam nowy pomysł to ja się tych osób pytam czy w tę stronę, czy w tę. Teraz był piękny przykład. Potrzebowaliśmy ludzi do pracy i wrzuciłem ogłoszenie na stronę. Jeden z naszych akcjonariuszy wysłał informację zwrotną. To jest fajna rzecz. Ja słucham opinii innych, gdzieś tam na ich opinii kształtuję swoją. Ale rzeczywiście decyzję podejmuję sam. Bo ja jestem z niej rozliczany później.

– Rozumiem. Oczywiście dobre jest to, że masz ludzi, ale jednak słuchasz gdzieś tam też siebie. Ty to zrobiłeś i to jest Twoje. Działasz nieszablonowo co też Cię doprowadziło do sukcesu.

– To nieszablonowe działanie nie zawsze powoduje, że mogę słuchać innych, dawać im prawo do decydowania. Jeżeli wszyscy robią coś tam, w jakiś sposób a ja zrobię coś inaczej to osoba, która w tym nie siedzi aż tak głęboko, będzie miała taki zgrzyt intelektualny. Pomyśli: czemu miałbym robić to tak? Przecież wszyscy robią tak. Ale jeżeli ja mam głębokie przekonanie do czegoś to czemu nie. Prosty przykład: wprowadzamy od przyszłego roku nasze kapsułki, zioła na dobry nastrój, na koncentrację i w opakowania w całości papierowych. Nie wiem czy ktoś na świecie to robi. Ja nie widziałem, jak pójdziesz do drogerii czy apteki i poszukasz to wszystkie są albo w plastiku albo w szkle albo w metalu. Nie ma w papierze. Są pewne obiektywne bariery, ale przede wszystkim bariera mentalna, jeżeli nowy producent chce zrobić coś innego, ale wszyscy inni mają w plastiku to z jakiegoś powodu to zrobili i on zrobi tak samo. My zrobiliśmy inaczej. Było to w prawdzie troszkę droższe, ale różni nas to od innych. Mam gdzieś tam w sobie, że nie przykładam się do degradacji środowiska tam, gdzie można tego uniknąć. Gdzieś tam zawsze będziemy się przykładać do degradacji środowiska, bo świeci się u mnie światło, u Ciebie się świeci. Niestety u nas w Polsce jest to prąd z Bełchatowa z węgla. Na te rzeczy nie mamy wpływu. Ale tam, gdzie jako Kombinat jesteśmy w stanie zrobić coś dobrego, to zrobimy to.

 

– Co według Ciebie jest głównym powodem, że konopie w Polsce nie są zdepenalizowane?

– Bezwładność intelektualna. To jest dla mnie w ogóle bariera postępu wszelakiego, nie tylko konopnego. To jest to samo, o czym przed chwilą mówiłem, jeżeli chodzi o opakowania. Tak było to niech tak będzie. To jest podstawowy sposób myślenia. W 2000 roku, w 2001 zrobili nam rewolucję i nam zabronili czegoś co można było. Teraz jak pójdziesz do parlamentarzystów czy zwyczajnych ludzi i się zapytasz, czy chcą zmiany? Powiedzą, że nie chcą. Jest źle, ale nie zmieniajmy nic. Jeżeli byśmy mieszkali w tej Szwajcarii czy innymi raju na ziemi i by było wszystko pięknie i cacy to ja bym zrozumiał konserwatystów, że rzeczywiście nie róbmy nic, jest dobrze. Jeżeli Polacy narzekają, że jest źle, ale nie chcą nic zmieniać to ja tego naprawdę nie rozumiem. To jest samobiczowanie się. W przypadku tych nieszczęsnych konopi jest tak samo. Wszystkie argumenty są na tak, to jest „jesteśmy na tak, ale poczekajmy jeszcze”. Fajne są te porównania, nie wchodząc na temat covidowy, te porównania badań nad marihuaną a szczepionką na COVID. Jest takie coś: „dobra jest szczepionka, dawaj ją na warsztat, szczepimy ludzi”. A z konopiami dziesiątki, setki, tysiące doniesień naukowych a politycy mówią, że jest trochę za mało danych i trzeba jeszcze poczekać. W 2012 roku wprowadzili tak zwaną mała depenalizację, doszedł artykuł 62A, że Prokurator może umorzyć śledztwo w przypadku małej ilości. Bardzo mało skuteczny zapis, który tak naprawdę zawsze był tylko w innym miejscu Kodeksu Karnego czy Kodeksu Postępowania Karnego, że w przypadku niskiej szkodliwości społecznej można umorzyć postępowanie. Natomiast weszła taka mini nowelizacja. Trzy lata później rozmawiałem z Rysiem Kaliszem, wtedy był jeszcze posłem. On mówił, żebyśmy nie rozmawiali o depenalizacji, bo minęło za mało czasu i trzeba poczekać na rezultaty. Czyli wprowadzili gówniane prawo, poczekali, żeby zobaczyć co się stanie, jakie są skutki długoterminowe. To jest bariera dla zmian, dla postępu. Ludzie się po prostu boją. A na gruncie czysto politycznym to nikt nie chce być pierwszym, który naciśnie guzik „ jestem za”. Oni się rozglądają, kto podnosi ręce. Jeżeli głosowanie byłoby tajne to miałby 300 głosów za. Teraz wymyśliłem, że jakby było głosowanie tajne to mielibyśmy dużo piękniejszy kraj. Ludzie by głosowali zgodnie ze swoim sumieniem a nie z dyktaturą partyjną.

– Już w sumie ostatnie pytanie. Tuż przed nagraniem sobie je wymyśliłem Jedna rzecz, której nikt o Tobie nie wie?

– Śmieje się, bo ostatnio mam szał rozmów rekrutacyjnych i zatrudniam dużo nowych osób. Mój kolega, z którym je prowadzę, też zadaje to pytanie kandydatom.  To jego ulubione pytanie. Ja jestem gadatliwy, klepię o sobie różne rzeczy. Jestem bardzo bardzo nieśmiałą osobą mimo tych wszystkich wywiadów itp. Wczoraj Pan mi przyniósł McDonald’a, aż grzech, że takie rzeczy jem, daje mi tę torbę i mówi, to Pan? Mini celebryta konopny. Jestem bardzo nieśmiałą osobą i stąd też mało ktoś mnie gdzieś tam widział, nie lubię chodzić na konferencje. Teraz w sumie jest fajnie, bo są online . Tak jak z Tobą teraz rozmawiam to jest fajne. Uwielbiam rozmawiać z dziennikarzami. Wtedy docieram do większej ilości odbiorców. Ale jak są duże konferencje i przerwy i jest koktajl. Ja wtedy albo wyciągam telefon i udaję, że rozmawiam albo gdzieś idę, wyciągam gazetę i sobie czytam. Więc w sumie to wiedzą, bo jeżeli mają wrażenie, że ich unikam albo jestem niegrzeczny to nie to, że ich nie lubię. Po prostu ja tak mam. Teraz szukałem przedstawicieli handlowych to to jest taka praca, której ja bym w życiu nie mógł robić. Większość ludzi, którzy pracują u mnie jest nawet lepsza ode mnie. Jeżeli chodzi o przedstawicieli handlowych to ja za cholerę nie mógłbym. Jak ja miałbym wejść do sklepu, w którym nie jestem mile widziany a taki przedstawiciel musi wejść, przedstawić ofertę, rozmawiać z obcą osobą, uśmiechnięty i wesoły to ja bym tak nie umiał.

– Ok, dzięki za rozmowę.

– Dzięki, bardzo miło było. Jakby ludzie mieli jakieś pytania, to fajnie jakby pisały je, bo nie ma nic przeciwko, żebyśmy za jakiś czas powtórzyli taką rozmowę. To też jest metoda kontaktu z ludźmi. A są sytuacje, że ludzie zadają mi na Facebook’u Kombinatu pytania. Są to pytania często powtarzające się, więc takie kanały komunikacyjne jak rozmowa z Tobą daję mi możliwość zakomunikowania czegoś większej liczbie osób. Jeżeli ja odpowiem tej jednej osobie, to nikt inny się o tym nie dowie. A jeżeli to pytanie Ty mi zadasz to potem każdy może sobie to przeczytać, przesłuchać i dotrze to do większej ilości ludzi. Dzięki temu ja mogę tę dobrą, zieloną, konopną nowinę szerzyć. Mam nadzieję, że fajnie to wyszło.

– Odcinek z Tobą będzie super zakończeniem roku.

Odcinki o podobnej tematyce: