Historia polskiego aktywizmu konopnego sięga 1985 roku.  

Jest to historia pełna dyskryminacji, braku zrozumienia i walki. Czasem szalonych ruchów, stawiania sprawy na jedną kartę. 

Niewątpliwie jednak miało i ma to wszystko sens. Mamy legalną medyczną marihuanę i na pewno jesteśmy bliżej niż dalej legalizacji konopi indyjskich.

O historii polskiego aktywizmu opowiada Jakub Gajewski, wiceprezes Stowarzyszenia Wolne Konopie. Zapraszam na część pierwszą.

Partnerem odcinka jest firma Canna-shop. Robiąc tam zakupy wspierasz ten podcast. Więcej o produktach od tej firmy możesz posłuchać tutaj lub przeczytać tutaj. Kod zniżkowy: otwieramyoczy

 

Podoba Ci się to, co robię?

Wesprzyj Otwieramy Oczy!

Otwieramy Oczy to projekt stricte aktywistyczny. Żadna z platform, na której jestem nie pozwala mi zarabiać. Nie to zresztą jest moim priorytetem. Jest nim pomoc chorym, pokazywanie innowacyjnej drogi biznesowej ludziom, czy otwieranie oczu sceptykom. Często wyjeżdżam w celach aktywistycznych, realizuję projekty i wkładam w to wszystko mnóstwo czasu. Środki finansowe są mi potrzebne, żebym mógł po prostu dalej działać lub robić to jeszcze mocniej. Jeśli podoba Ci się to, co robię i korzystasz regularnie z moich materiałów, będę niesamowicie wdzięczny za pomoc w rozwoju Otwieramy Oczy, co jest jednoznaczne ze wzrostem świadomości społecznej.

 

Podcast do czytania

„Brali Cię na komisariat, bili Cię po twarzy. Na komisariacie straszyli Cię, gnębili.”

„Za zielone światło zawsze mieliśmy propsy. Nawet u policjantów.”

„Pamiętam, że powiedzieli o Nas, że jesteśmy najbardziej niezorganizowaną grupą przestępczą w Polsce. Goście, którzy próbują nas rozpracować w ogóle nie są w stanie, bo jesteśmy tak niezorganizowani, że nie wiemy kiedy i gdzie będziemy ani o której i co zrobimy.”

Otwieramy oczy – Podcast dla ludzi, którzy kochają prawdę. To też pierwszy w Polsce podcast konopny dla ludzi szukających innowacyjnego pomysłu na biznes czy dla pacjentów medycznej marihuany, użytkowników cannabis oraz osób, które chcą poznać prawdę na temat niesłusznie szykanowanej rośliny. Ja nazywam się Mateusz Zbojna i serdecznie zapraszam Cię na zieloną, szczerą podróż.

Historia polskiego aktywizmu konopnego ma prawie 40 lat. Czyli mniej-więcej tyle, ile bohater dzisiejszego odcinka – Wiceprezes stowarzyszenia Wolne Konopie Kuba Gajewski. Będzie to odcinek pełen walki o zrozumienie, o brak szykanowania naszej grupy społecznej za wartości, które wyznaje. Pełen walki o to, żeby nas za te wartości nie bito, nie znęcano się nad nami i nie szykanowano. Nadal w jakimś stopniu się to dzieje, ale z pewnością w dużo mniejszym.

Dzięki aktywistom takim jak Kuba ten kraj zmienia się na lepsze. Dzięki takim ludziom mamy medyczną marihuanę i pewnie (mam nadzieję), że w niedalekiej perspektywie legalną albo chociaż zdepenalizowaną rekreacyjną marihuanę. Jest to 50. czyli jubileuszowy odcinek podcastu Otwieramy Oczy, także cieszę się, że go słuchasz. Jeżeli jesteś ze mną od początku, czyli od pierwszego odcinka to wow – razem się starzejemy, można powiedzieć. Chociaż podcast ma niewiele więcej niż 1,5 roku. Nie przedłużam i zapraszam Cię na ten piękny, wspaniały odcinek o historii polskiego aktywizmu. Jest to dopiero 1 część, a będzie ich dużo więcej.

Początek konopnego aktywizmu w Polsce

Mateusz: Cześć Kuba, bardzo mi miło, że przyszedłeś do Otwieramy Oczy.

Jakub Gajewski: Cześć Mateusz, mi również jest bardzo miło.

– Ile masz lat?

– Już niedługo, w kwietniu, skończę 40stkę.

– A ile z tych lat poświęciłeś na aktywizm?

– Powiem Ci szczerze, że więcej niż połowę życia. Sięga to ponad 20 lat.

– Jak określiłbyś początki aktywizmu polskiego? Napewno różniło się to od tego co dzieje się teraz. Pewnie można było mniej, byliście karani i było ciężej. Nie było też tak rozwiniętego Internetu.

– Dokładnie. Zaczynałem w latach 2000. Aktywizm istniał już wcześniej. Zanim zaczniemy mówić o naszym aktywizmie  to warto wspomnieć o tych, którzy byli przed nami. Jeszcze żyją niektórzy z nich. Początek aktywizmu konopnego w naszym kraju zaczynał się jeszcze w czasach komuny, w 85 roku zaczęło się o tym mówić. Wtedy pojawiła się też polska heroina. Zaczęli się wyłaniać narkomani na ulicach. Wtedy przyjęto ustawę, z której później cała Europa czerpała. Nasza ustawa z 85 roku była podstawą większości ustaw, które obowiązywały w tamtym okresie w Europie.

Mówiła o tym, żeby traktować narkomanów jak ludzi chorych. Taki problem zaczyna występować i trzeba narkomanów objąć opieką. Wtedy też zaczęto w ogóle przebąkiwać o tym, jakie istnieją narkotyki. Jest heroina, ale jest też marihuana. Marihuana występowała wtedy w dosyć ograniczonej ilości.

Pierwsze ruchy aktywistyczne i krzywdząca ustawa

– Zaczynał się problem z polskim kompotem. W 93 roku, czyli po upadku komunizmu zaczęto mówić o tym, żeby karać za zażywanie narkotyków. Wzięło się to z tego, że narkomani popełniali przestępstwa. Społeczeństwo zaczęło powoli skłaniać się ku temu, żeby może jednak zacząć karać a nie opiekować się nimi. Oczywiście przez te 8 lat nikt się nimi za bardzo nie opiekował. Była ustawa ale mało kto realizował te zapisy.

W innych krajach jak najbardziej zaczęto się opiekować narkomanami na podstawie naszej ustawy. U nas niestety pozostawiono ich samych sobie. W 93 roku, nie wiem czy widziałeś, ale wielu ludzi to zna, powstał taki film Kronika Filmowa TVP. Dwóch gości siedzi w szklarni i ma posadzone krzaki konopi indyjskich. Mówi o tym, że nie należy karać za zioło. Jak się zacznie karać to stworzą się grupy przestępcze, będzie się niszczyć prawa człowieka, zacznie się wsadzać niewinnych ludzi do więzień. W zasadzie Kronika TVP przewidziała przyszłość.

Jednym z tych ludzi był Jarek Guła, taki praaktywista. Nasz mentor i poprzednik. To był też taki kolektyw Praw Data się nazywał. Był to kolektyw aktywistów, punków głównie, anarchistów. Jak zaczęto przebąkiwać o tym, że trzeba karać narkomanów czy użytkowników narkotyków. Ale wtedy używało się słowa narkoman na codzień. Zaczęto przebąkiwać i Jarek Guła z tym kolektywem opowiedział się za tym, że jednak nie trzeba i to jest zła droga.

Pierwsze kroki na drodze do budowania świadomości narkotykowej

– Mieliśmy jeszcze wtedy takiego człowieka, również naszego mentora. Był ważną personą, szanowaną w Polsce – Pan Mikołaj Kozakiewicz, który opowiadał się oficjalnie za legalizacją wszelkich używek. Był z kolektywem swoistą opozycją względem coraz bardziej atakujących prohibicjonistów – ludzi, którzy chcą wprowadzić prohibicję. W tym samym czasie już Marek Kotański, taki znany działacz na rzecz poprawy życia ludzi uzależnionych, zaczynał przebąkiwać o tym, że narkotyki to zło. Ale on też stawał między młotem a kowadłem. Wiedział, że nie powinno się za to karać, ale nie bardzo wiedział jakie inne rozwiązania można wprowadzić.

Przez parę lat przerzucano się argumentami. Oczywiście te argumenty były troszeczkę nieprzemyślane, podszyte lękiem i narkofobią. Później to napęczniało w naszych czasach zdecydowanie. Argumenty niezgodne z rzeczywistością grały pierwsze skrzypce w przekazie medialnym ludzi, którzy tę prohibicję wprowadzali. Zaczęto wtedy wydawać, przed nami jeszcze, gazetkę na temat używania marihuany i haszyszu. Zaczęto organizować koncerty pod hasłem: Legalize soft drugs. Kolektyw punków, anarchistów, ludzi, którzy zauważyli problem, że ktoś zaczyna zasadzać się na wolność ograniczając możliwość zażywania. Zaczęli akcje edukacyjne, robili co mogli. Organizowali koncerty, na których rozdawali gazetki.

Przez muzykę do aktywistycznego serca

– Czyli kiedyś łączyło się to w dużej mierze w muzyką? Łatwo było zebrać na koncertach dużą ilość ludzi. Nie było forów internetowych itd.

– Tak, to samo się powtarzało i u nas. Muzyka w tamtym okresie łączyła ludzi i pokolenia. Do tej pory tak się dzieje. Trzeba też pamiętać jakie to były czasy. W Polsce nic nie było. Jakby ktoś chciał zobaczyć jak wyglądała Polska w latach 90. to zapraszam do wyjazdu na Ukrainę, na Rubieże Wschodnie. W dzisiejszych czasach, w roku 2020 Rubieże wyglądały dokładnie tak jak Polska w latach 90., czyli brak latarni na drogach, dziury w asfalcie takie, że nie można przejechać osobowym samochodem. Właściwie brak aut. Niewiele tych aut było, bo nie każdego stać. Obdrapane, szare, brudne budynki. Zero organizacji w mieście. Znaczy, one były ale robione jak najmniejszym kosztem bo nie było na to pieniędzy.

Radzono sobie jak potrafiono. Nie było wtedy sklepów, Internetu, właściwie nic nie było co jest dzisiaj. Można było wyjść na dwór, spotkać kogoś na trzepaku i sobie z nim siedzieć. I się nudzić cały czas. W domu się nie siedziało w tamym okresie i nikt nie siedział. Było nawet takie powiedzenie „nie siedź w domu, bo w domu ludzie umierają”. Co było w domu? Prąd jedynie, nawet telewizorów w każdym domu nie było.

Powstanie stron podziału

– Wszyscy siedzieli na dworzu. Muzyka i koncerty łączyły wtedy ludzi, bo to było wielkie wydarzenie. To nie było tak jak teraz, że jest tysiące koncertów i możesz iść na każdy rodzaj muzyki. Wtedy była tylko jedna muzyka albo dwie. To było trochę jak kościół, spełniało podobną rolę. To był taki bunt. Tym bardziej, że byliśmy wtedy zniewoleni jako społeczeństwo. Albo dopiero co wyzwalaliśmy się z niewoli sowieckiej, spod niewoli socjalizmu. Muzyka wówczas przekazywała wiedzę na temat tego, że żyje się źle, politycy są fe, a my nie jesteśmy wolni. Wszystko toczyło się wokół muzyki.

Tak samo zaczynało się z nami. My też zaczynaliśmy od muzyki. Dlaczego? O tym powiem później jak dojdziemy do mnie. Kolektyw punków, Praw Data i muzyków prowadzili aktywizm o którym usłyszano w społeczeństwie. Zaczął się od koncertu, który zorganizowali i który rozbili skinheadzi. Kiedyś było tak, że byli punki i skinheadzi. Anarchiści bili się przeciwko łysym, a raczej to łysi bili anarchistów. Łysi, czyli protoplaści narodowców, a anarchiści to protoplaści punków, lewaków i ludzi bardziej wyzwolonych i liberalnych. Skini byli konserwatystami i pseudopatriotami można powiedzieć.

Abstrahując od tego, skini rozbili ten koncert i policja pozwoliła na to. Ochraniała ten koncert, rozdawano gazetki edukujące o marihuanie i haszyszu. Skini się dowiedzieli, że takie coś się dzieje. Nie chodzi o sam koncert, ale o tą część o narkotykach. Wpadli tam całą bandą, policja w tym czasie się ulotniła, oni rozwalili cały koncert i podarli gazetki, które udało im się powyrywać pobitym ludziom. Od tamtej pory zaczęła się walka. Powstali oficjalni wrogowie tematu używek i ludzie, którzy nie chcieli dopuścić do tego, żeby zostały zdelegalizowane.

Kolektyw punków, Praw Data i muzyków prowadzili aktywizm o którym usłyszano w społeczeństwie.

Narodziny polskiej dilerki

– Był to rok 95. Ludzie, którzy tworzyli Kanabę, później Wolne Konopie mieli jeszcze mleko pod nosem. Kończyliśmy szkoły średnie, ale już zaczynaliśmy używać. Trzeba pamiętać, że marihuany nie było wtedy tak dużo. Pamiętam, że jeździło się do Wolimierza, u mnie akurat w regionie. Mieliśmy takie szczęście, że mieszkaliśmy obok hipisowskiej wioski w której każdy sadził zioło. Jeździliśmy autobusami do tej wioski po zioło i dostawaliśmy je za darmo. Wracaliśmy z torbami pełnymi roślin. Zaczęliśmy to rozdawać i tak się zaczęło używanie zioła.

Później niektórzy wpadli na pomysł, żeby sprzedawać zioło i tak się zaczęło handlować. Tak się zaczął też tworzyć czarny rynek, jednak nie rozdawajmy tylko sprzedajmy. Do tej pory pamiętam, w czasach prohibicji, lata 96-97, zaczynałem być świadomy tego tematu. Powstawali pierwsi dilerzy, o których każdy wiedział w mieście, że taki ktoś jest i sprzedaje zioło. Ale policja nie mogła nic zrobić bo nie było na to żadnego paragrafu. Pamiętam jak kiedyś ustawiłem się w kolejce do dilera u nas, a kolejka była tak długa, że szła przez jego całe podwórko w kamienicy, przez zegarmistrza, sklep z pamiątkami, aż po pocztę. Pamiętam, że stałem ostatni w tej kolejce pod neonem komisariatu i policjanci patrzyli przez okno i nic nie robili. A tam było może ze 100 osób. I diler obsługiwał.

Kilka słów o alkoholu

– Tak abstrahując, dlaczego o tym powiedziałem? Ludzie zaczęli zauważać takie rzeczy. Policja też. Oprócz tego, że wszyscy pili alkohol, a wtedy to było po prostu jedno wielkie chlanie. Do tego zaczęła dochodzić marihuana. Heroiniści, jak mówiłem wcześniej, robili zamieszanie dość poważne. Okradali, napadali, polska heroina zmuszała ich do robienia złych rzeczy. Oczywiście w społeczeństwie było jedno wielkie niezrozumienie tego tematu. Nikt nic nie wiedział, każdy się bał o siebie. Narkoman, który wygląda jak zombie może go okraść, zabić i zjeść. Policjanci zaczęli zgłaszać, że się ustawiają kolejki. Dilerzy chodzą sobie po ulicach i bez problemu sprzedają używki. Wrzucano wtedy wszystko do jednego worka, wszystko było heroiną wtedy. Alkohol był super, to było całkowicie oddzielone. Nikt się alkoholem nie zajmował, pomimo patologii, którą tworzył. I było to znane wszem i wobec.

Skupiano się na innych używkach, które dopiero zostały w ogóle zauważone przez państwo. Zaczęto coraz częściej w 95-96 roku w polityce, w sejmie o tym rozmawiać. I w roku 97 weszła pierwsza ustawa o karaniu za posiadanie środków odurzających. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii w 97 roku zastąpiła tą z 85 roku, która depenalizowała posiadanie wszelkich używek. Obejmowała, przynajmniej w teorii, ochronę ludzi używających, natomiast zastąpiła ją ustawa wprowadzająca karalność przynajmniej do 3 lat. Oczywiście z zastrzeżeniem, że jeżeli ktoś posiada na własny użytek to jest zwolniony z odpowiedzialności karnej.

Zaostrzenie ustawy – prawdziwa prohibicja

– Tą ustawą chciano uderzyć w dilerów, czyli ludzi, którzy czerpią zysk z tego. Państwo też zaczęło patrzeć na to, że ta grupa nie płaci podatków. Nie może tak być, że będą sprzedawać zioło, nie będą ponosić kosztów, a dodatkowo jeszcze uzależniają ludzi i powodują patologię. Trzeba z tym skończyć. Wprowadzono nieśmiało nowelizację tej ustawy. Natomiast przez 3 pierwsze lata obowiązywania tej ustawy niestety dilerka się rozbestwiła i zaczęło być tych dilerów coraz więcej.

Teraz wchodzą nasze czasy, bo lata 97-00 to lata, gdzie już zacząłem interesować się tym, że wcześniej, jako niepełnoletni mogłem sobie używać – co nie jest dobre i nie polecam nikomu. Ale ja akurat miałem z tym styczność jak byłem niepełnoletni. Zacząłem patrzeć jak policja z dnia na dzień zaczyna ganiać z pałkami za ludźmi, którymi się nie interesowała. Zaczynają się sadzać na zasadzki. Przed wyrokiem w 2000 roku u mnie w Jeleniej Górze z Cieplicach diler był właściwie przy co drugiej ławce. Ostatnio liczyliśmy sobie i w 20 tys. miasteczku mieliśmy z 40 dilerów. I wszyscy siedzieli w jednym parku. Rzeczywiście to było widoczne.

Dlatego w roku 2000 wprowadzono zaostrzenie tej ustawy. Pierwsza ustawa wprowadzała 3 lata pozbawienia wolności ale policja i tak nie miała narzędzi do tego, żeby móc w skuteczny sposób wtrącić dilera do więzienia czy ukrócić mu działalność. W 2000 roku wprowadzono więc taką rzeczywistą prohibicję. Zdecydowanie na komisariatach i szkoleniach zaczęto mówić policjantom, żeby zaczęto traktować narkomanów czy użytkowników źle, żeby wyczyścić ulice.

Polityka „zero tolerancji” i czyszczenie ulic

– Rzeczywiście, jak to narzędzie – bo policjant nim jest – ma to do siebie, że możesz wykorzystać je w różny sposób. Jak masz nóż to możesz zranić, możesz zabić a możesz nic nie zrobić. Tak samo wykorzystano policję jako narzędzie czyszczenia ulic. Zadano ten najgroźniejszy cios. Oczywiście brano pod uwagę wtedy tylko to, że wszystko co na ulicach to heroina, która niszczy. Nie brano pod uwagę praw człowieka, dlaczego ta jednostka używa marihuany. Oczywiście to wszystko miało się skupiać się na dilerach. Rzeczywistość jednak pokazała, że nie skupiało się na dilerach, a na zwykłych użytkownikach. Czyli na osobach, które nie sprzedają heroiny czy marihuany.

Policja zaczęła bić i znęcać się, szczególnie na komisariatach. Sam byłem ofiarą w roku 2000 takiego policjanta. Nie gryzłem się w język dlatego zostałem pobity, złamano mi nos na komisariacie. Dla mnie wtedy zaczął się aktywizm tak naprawdę. To była polityka „zero tolerancji”, którą wprowadzał wtedy Zbigniew Ziobro. Był wtedy sekretarzem w Ministerstwie Sprawiedliwości. Ministrem był wtedy Lech Kaczyński, a prezydentem był wtedy Aleksander Kwaśniewski. Barbara Labuda była sekretarzem w kancelarii prezydenta.

Wyżyny hipokryzji

– Postanowili zaostrzyć tą ustawę. Jeszcze był ruch matek Dzieci powracających z U. Dzieci powracające z U czyli z uzależnienia to taki ośrodek dla osób uzależnionych. Matki, nieświadome tego wszystkiego co robią, same nakręcały bat na swoich synów czy córki, myśląc, że działają w dobrej wierze, a karanie za to to dobry ruch. Uważano wtedy, że narkomana należy włożyć do więzienia, gdzie wyzdrowieje. Jak wyjdzie nie będzie ćpał.

Takie było myślenie. Właściwie to nie było myślenia wtedy. Trzeba pamiętać, że w USA prohibicja wówczas mocno działała. Stany mocno naciskały na inne kraje z którymi robiły interesy, w tym Polskę, z którą kontakty biznesowe zaczęły się po roku 89. Zaczęli nakręcać Polskę na prohibicję, grożąc, że nie dostaną pieniędzy. Natomiast USA w tym samym czasie wciskały nam papierosy, tonami szły do nas Marlboro i inne. Musieliśmy od nich to kupować, wydawać wielkie pieniądze. Przypomnę tylko, że nikotyna to jedna z najbardziej uzależniających substancji, bardziej od heroiny nawet. Spowodowali wiele śmierci jeśli o to chodzi.

Nie zastanawiano się nad tym co przyniesie takie karanie. Aleksander Kwaśniewski wraz ze swoimi przeciwnikami Leczem Kaczyńskim i Zbigniewem Ziobro dogadali się i wprowadzili prohibicję. Zaczęto wtedy gnębić, deprecjonować obywateli, szczególnie tych niewinnych. W tamtym okresie zaczął się Nasz aktywizm – Kanaby i Wolnych Konopi. Jak to się zaczęło?

Jakub Gajewski – początki aktywizmu

– Zaczął wtedy raczkować Internet. Pamiętam, że chodziłem na komputer do mojego kolegi, który miał na osiedlu zamieszkałym przez kilka tysięcy osób jako jedyny komputer. To były czasy, że musiałem przerwać linię telefoniczną, żeby połączyć się z Internetem. Płaciłeś jak za wykonanie normalnego połączenia telefonicznego. Żadna mama ani tata nie mogli zadzwonić, bo siedzieliśmy na Internecie.

W sieci było 5 stron po polsku. Pamiętam, że jedną z tych pięciu stron było forum. Hyperreal dokładnie, które do tej pory istnieje i działa. To jest forum o narkotykach i używkach. Ludzie dzielili się swoimi przeżyciami po różnych substancjach. Przy okazji zauważyłem tam taki dział jak walka o legalizację, czyli walka z ustawami, które weszły. Z racji tego, że przeżyłem wcześniej aresztowanie kolegi. Mi złamano nos, ale wypuszczono bo nic przy sobie nie miałem. Jego natomiast aresztowano i wsadzono do więzienia.

Już wtedy wiedziałem, że coś tu nie gra i zastanawiałem się dlaczego tak to wygląda. Wszedłem na forum i zauważyłem podobne historie do tych, które działy się w Cieplicach. Trzeba pamiętać, że miałem wtedy 17-16 lat, byłem bardzo młodym chłopakiem. Wtedy się myśli prostolinijnie, widzi się, że tak to wygląda. Widząc i przeżywając to na własnej skórze, zastanawiałem się, dlaczego ktoś może pić wódkę, tarzać i bić, a inny nie może zajarać i poczytać książki. Tak wtedy na to człowiek spoglądał.

Widząc i przeżywając to na własnej skórze, zastanawiałem się, dlaczego ktoś może pić wódkę, tarzać i bić, a inny nie może zajarać i poczytać książki.

Pierwsze akcje aktywistyczne

– Na forum byli ludzie którzy przeżyli to samo w Poznaniu, w Warszawie, w Gdańsku i pomyślałem, że jest nas więcej. Nie tylko nas w Cieplicach gnębią, ale w innych miastach też. Później zobaczyłem, że ktoś napisał artykuł na ten temat. Czytam, dowiedziałem się ciekawych informacji, których nie wiedziałem. Odezwałem się do chłopaków, postanowiłem założyć u siebie w Jeleniej Górze taką komórkę legalizacyjną. Zaczęliśmy działać.

A wtedy nie było drukarek, komputerów. Braliśmy kartki A4 i tak wyglądała pierwsza akcja. Wzięliśmy kartkę A4, flamastrami narysowaliśmy liść ganji i napisaliśmy „dość karania za marihuanę”. Przypinaliśmy te kartki pinezkami do drzew. Wtedy nie było nawet dostępu do większych kartek. Plakaty były odrazu zrywane przez skinheadów. Oni nas tropili tak samo jak policja. Zaczęliśmy działać dość radykalnie.

Wiadomo, młody człowiek nie zna się na polityce, nie widział żadnego polityka na oczy. Ale policję widział. I to ona bije, ona robi szkody więc jest wrogiem. W policję trzeba rzucać kamieniami i w policję trzeba kierować swój gniew. Zaczęliśmy wspólnie na tym forum myśleć co zrobić. Żeby powiedzieć społeczeństwu, że jest taka ekipa ludzi, którzy są niesprawiedliwie gnębieni. Natomiast my nie byliśmy wtedy jeszcze świadomi jak to wszystko jest skonstruowane. Z czystej idei i chęci zrobienia czegoś dobrego zaczęliśmy się grupować.

Ulotki i pierwsza manifestacja

– Postanowiliśmy wydać ulotkę „10 punktów dlaczego marihuana powinna być legalna”. Zaczęliśmy je rozdawać. Ktoś w Poznaniu je wydrukował i wysłał nam pocztą. Szło to 2-3 tygodnie. Jak odpakowaliśmy to powiedzieliśmy „wow” – grafika, liść ganji wydrukowany, można było po tym pisać. Oczywiście społeczeństwo traktowało nas z ostracyzmem, mówili „narkomani, spadajcie stąd”.

Poszliśmy do kościoła rozdać ulotki, ksiądz nas wywalił, wystawił za drzwiami. Poszliśmy do szpitala, wyrzucono nas. Położyliśmy na przystanku, to ktoś nas zrugał. Taki był wtedy odbiór. Zaczęliśmy się grupować i postanowiliśmy zrobić manifestację ogólnopolską. I w 2002 czy 2003 doszło do manifestacji w Gdyni. Mnie tam nie było bo nie było mnie jeszcze stać na to, żeby tam pojechać. Trzeba pamiętać, że w tamtym okresie nie podróżowano między miastami. Jeździło się tylko na święta albo na specjalną okazję. Ale nie było jeżdżenia do innego miasta do sklepu czy gdzieś.

Ludzie nawet przez całe życie nie wychodzili ze swojej piwnicy. Nie było transportu. Człowiek nie był nauczony tego, że może gdzieś jechać. Świat był wtedy olbrzymi. Człowiekowi się wydawało, że to za daleko. Manifestacja się odbyła całkiem pokojowo. Nikt tam nikogo nie zgnębił. Dzięki tej manifestacji zaczęła się pojawiać na forum coraz większa liczba osób.

Walka z narkotykami priorytetem policji

– Coraz więcej ludzi zaczęło być represjonowanych, ponieważ stało się to priorytetem dla policji. Dlaczego? Policja zauważyła, że jak złapie takiego gościa to odrazu ma przestępstwo. Delikwenta z którym nic nie trzeba robić. Mało tego taki złapany chłopak nie ma nawet siły się bronić. Trzeba go ocucić, bo mowa głównie o heroinistach była, ale po marihuanie też niewiele trzeba robić, to bezpieczny cel.

Policjanci nastawili się na to. Nie było wtedy oddziałów ds. narkotykowych, nie było CBŚ czy kryminalnych narkotykowych. Zajmowali się tym zwykli policjanci. I zamiast szukać złodziejów, przestępców pospolitych tylko zaczęli skupiać się na narkotykach. Jeżeli mają 100% wykrycia, to mają kasę od MSWiA. Są dzięki temu pieniądze, komisariat może dzięki temu kupić nową lampkę, nowy fax, nowy samochód. Więc trzeba gnębić. Jest dużo donosicieli więc wiedzieli wszystko, kto jest dilerem, kto użytkownikiem. Wychodzili codziennie na miasto żeby ich łapać.

Odwetowe akcje w zamian za represje

– Wyobraźcie sobie moi Drodzy, palicie sobie ziółko spokojnie nad rzeczką, a pewnego dnia wszystko się zmienia i cała banda służb państwowych nastawiona jest przeciwko Tobie i Cię szuka. Zaczyna się czas, kiedy zaczynasz być poważnie represjonowany. I to nie tak, że Cię szukają, mówią „dzień dobry panie Jakubie, proszę ze mną” Nie, brali Cię za przeproszeniem na wsia, wrzucali Cię do samochodu, stawiali Ci specjalnie nogę na zewnątrz, żeby Ci ją przygnieść.

Później wsadzali z powrotem, brali na komisariat. Tam straszyli, gnębili i zaczynasz myśleć, o co w tym wszystkim chodzi? Nie było to miłe ani skuteczne. W przypadku takich ludzi jak ja, którzy czując represję stawiają opór było to nieskuteczne i podobnie zadziałało to u innych ludzi. Gdyby nie było represji, nie było by oporu. W ten sposób powstaliśmy my. Zaczęło się od tego, że zostaliśmy przez policję drastycznie potraktowani.

Zaczęliśmy organizować akcje radykalne. Przykładowo wrzuty na radiowozy. Wrzucaliśmy na radiowozy różne napisy typu „sadzić, palić, zalegalizować” czy „dość karania za marihuanę”. Policjanci musieli jeździć z takimi tagami. Poza tym zanim oni zauważali, to przez pół służby jeździli z takimi napisami. Musieli jechać, zetrzeć to, więc nie było ich na mieście. W ten sposób likwidowaliśmy patrole. Zaczęliśmy nocami niszczyć im lampki w samochodach. Przyklejać różne plakaty na komisariaty. Staraliśmy się uprzykrzyć im życie, tak jak oni uprzykrzali nam.

– No tak, ktoś atakuje, to konieczny jest odwet.

– Dokładnie tak. Zaczęliśmy też wtedy wrzucać graffiti na pociągi, na szkoły, mury. Takie tematyczne, edukacyjne graffiti.

Akcja „zielone światło”

– Pamiętam, wymyśliliśmy też wtedy akcję „zielone światło” dla kierowców. Brzmiało to wtedy bardzo kontrowersyjnie i po dziś dzień w zasadzie jest. Ale nie chodziło o to, żeby kierowcy jeździli po marihuanie. Chodziło o to, żeby nanieść szablon liścia ganji na zielone światło. To było niesamowite, bo my przed szkołą w nocy wychodziliśmy z domu ukratkiem, żeby rodzice nie widzieli. Z drabiną zapierdzielaliśmy po ulicy. Wchodziliśmy na sygnalizacje świetlne i wklejaliśmy szablon z liściem ganji na zielone światło.

Rano jak jechaliśmy do szkoły, zanim jeszcze pracownicy drogowi zareagowali to tak wisiało. Patrzymy i nasze liście ganji na świetle. Śmiechy, miałeś wtedy super plecy w szkole, jak takie coś zrobiłeś. Chodziłeś z podniesioną głową. Oczywiście za to też ścigano. Mieliśmy za to sprawy i inne konsekwencje. Ale tak naprawdę za „zielone światło” zawsze mieliśmy propsy nawet od policjantów, którzy twierdzili, że to ciekawa akcja. Kontynuowaliśmy ją.

Po jakimś czasie na forum Hyperreal’a postanowiliśmy się spotkać wszyscy wspólnie. Żeby ustalić, co można zrobić dalej. Spotkaliśmy się, wcześniej jeszcze była impreza, na której mnie nie było. Zrobiono imprezę środowiska aktywistów. Byłem w Jeleniej Górze więc to było 600km, czyli około 20 godzin pociągiem w tamtych czasach. Pociąg potrafił stać w zimie 5 godzin w polu bo zamarzły szyny. Ciężko więc było się tam dostać.

Pierwsze spotkanie aktywistów konopnych w Polsce

– W Warszawie chłopaki już się zbierali i po tej imprezie postanowili stworzyć poważniejsze spotkanie. I spotkaliśmy się na tym zgromadzeniu. Wtedy zaczęło się poważniej dziać.

– Kto był na tym spotkaniu z dzisiejszych twarzy?

– Z dzisiejszych twarzy to Andrzej Dołecki i nikogo więcej sobie nie przypominam. Był jeszcze Wojtek Skóra, który wycofał się z aktywizmu i nie działa już od dawna, ale jest i funkcjonuje. Było parę osób, które już nie żyją. Był taki pierwszy naczelny aktywista w Polsce, który za moich czasów bardzo mi imponował i właściwie to on mnie zaangażował w to swoją postawą i mądrością. Trzeba przyznać, że na tamten okres bardzo dużo się od niego uczyłem. To był Artur Radosz. Niestety później odleciał psychicznie i już nie mógł robić tego, co robił. Natomiast funkcjonuje i gdzieś się czasami pojawia. Artur był poważnie prześladowany w Warszawie. Pamiętajmy, że Warszawa jest dosyć tolerancyjnym miastem, szczególnie w kwestii inicjatyw. On miał wtedy tam ciężko.

Na tym zgromadzeniu postanowiliśmy zrobić coś więcej. Wyznaczyliśmy pierwsze cele, które chcemy osiągnąć. Wtedy zrozumieliśmy, że to nie do końca wina policji, tylko może ci obrzydliwi politycy coś mają do czynienia z tym. Tak to się zaczęło.

Wtedy zrozumieliśmy, że to nie do końca wina policji, tylko może ci obrzydliwi politycy coś mają do czynienia z tym.

Powstanie Kanaby – ruchu na rzecz legalizacji

– Założyliśmy Kanabę, ruch na rzecz legalizacji. Kanaba to była organizacja trochę kanapowa trzeba przyznać. Zorganizowaliśmy 1-2 marsze, ale nie było lobbingu. Dużo gadaliśmy i tak naprawdę edukowaliśmy się nawzajem w tym czasie. Wymienialiśmy wspólne poglądy i cele, którzy były bardziej lub mniej zbieżne. I to się rozwaliło po jakimś czasie, bo zaczęły się kłótnie o te cele. Takie młodzieńcze niesnaski. Każdy chciał postawić na swoim. Po tym jak to się rozpadło, wśród aktywistów, którzy chcieli coś zrobić, chcieli działać powstały Wolne Konopie.

Wcześniej w Kanabie powoli zaczęliśmy aktywizować media, które zaczęły pisać więcej o konopiach. I to nie tylko źle, ale też neutralnie, nigdy dobrze. Zaczęliśmy drukować ulotki i plakatować miasta masowo. Mieliśmy wtedy komórki i przedstawicieli w poszczególnych miastach. Przedstawiciele mieli pod sobą swoich aktywistów, a my wysyłaliśmy plakaty i ulotki. W ten sposób malowaliśmy też graffiti.

Aktywizacja lokalnej społeczności

– Tak działaliśmy w swoich miastach, aktywizując tym lokalną społeczność. Co trzeba najpierw zrobić? Trzeba kogoś zainteresować tym wszystkim. Interesuje się tym tak naprawdę tylko margines, czyli my – ofiary. Z tego tylko garstka ofiar się w to angażuje. Zaczęliśmy aktywizować społeczność poprzez nasz przekaz. Zawsze będę za pisaniem po murach, bo to pierwsza linia obrony obywatela przed państwem.

Dla mnie to bardzo ważne, żeby przekazy obywatelskie na murach się znajdowały. Oczywiście, jeżeli są merytoryczne, nie obraźliwe. Abstrahując, cenię Hiszpanię za to, że gdzie nie pójdę, a szczególnie w miejscach walczących o niepodległość widać bardzo tą sztukę uliczną aktywizmu. Chodząc po uliczkach Hiszpanii aż ciarki mnie przechodzą, bo widzę co ci ludzie przechodzą, walczą o swoje. Na tych murach to widać.

I wracając do tematu zaczęliśmy aktywizować i edukować lokalne społeczności. Trzeba pamiętać, ze w tamtych czasach bardzo dużo aktywistów czy zainteresowanych nie było takimi przeciętnymi ludźmi. Niewielu było normalnych użytkowników, za to wielu przestępców albo ludzi z problemami psychicznymi. Ogólnie wielu spod ciemnej gwiazdy. Dużo wymuszaczy, naciągaczy, ludzi, którzy mają złe zamiary. Trzeba było ich wykluczyć. A ciężko było o zwykłych, normalnych ludzi, którzy są teraz. To jest piękna zmiana, ale o tym też pewnie później.

Prawda o Krzysztofie Bosaku

– Trzeba było się wśród tych ludzi obracać, odnajdywać i nie wszystkim zależało na idei. Wielu robiło to dla własnego interesu albo celów innych niż dobro ludzi i rośliny. Zaczęliśmy robić marsze bardziej na poważnie. Było to nasze coroczne święto. Do tej pory jest i do tej pory to robimy, pomimo przerwy, którą spowodowała pandemia. Staliśmy się przez to zauważani przez media głównego nurtu. Oczywiście dużo przemilczali, pisali źle np. „znów na marszu wyzwolenia konopi była rozróba”.

Zawsze była kontrmanifestacja w postaci skinów czy narodowców. Wśród nich Krzysztof Bosak, który pierwszy rzucał butelką, a za nim cała reszta. Jak Bosak się odważył to reszta też się odważyła. W tamtym okresie Bosak był bardzo antynarkotykowy i był bardzo młody, bo był w naszym wieku. Wszędzie, gdzie była jakaś konferencja czy debata o narkotykach to Bosak był adwersarzem, a ktoś z nas był pro. Krzysiu Bosak robi naprawdę sporo złego marihuanie. Jest piewcą prohibicji i nikt tego nie zmieni, nawet zmiana wizerunkowa. Gość zrobił dużo złego.

Grube akcje i medialny szum

– Zaczęto natomiast wtedy o nas pisać, że taki twór istnieje i być może za możno działamy. Zaczęliśmy robić też wtedy flashmob’y czyli prowokacje. Spotykaliśmy się w 30 osób pod pałacem kultury i udawaliśmy, że palimy z lufki. Wtedy policja nas napadała a w tej lufce nic nie było. Policja była zdziwiona, co my robimy. Tłumaczyliśmy, że to taka akcja i niestety pójdzie pan dziś z pustymi rękoma do domu, nie będzie pieniążków z resortu ministerstwa. Takie akcje robiliśmy.

Wysłaliśmy też susz do wszystkich posłów. To była marihuana, nie że tam CBD. Każdy dostał po gramie, prawie pół kilo rozesłaliśmy. Zrobiła się afera medialna na całą Polskę, że narkomani atakują posłów i trzeba to zakończyć. Ziobro postulował o wsadzenie nas na 25 lat. Było grubo, poszukiwali nadawcy. Na szczęście to były czasy, kiedy udawało się zakamuflować tak, że nadawcy nikt nie znalazł. Teraz byłoby trudniej to zrobić.

Takie akcje były, mimo iż na pierwszy rzut oka wydają się przynosić szkody, to wysyłka suszu mogła wiązać się z tym, że Ziobro mógł podnieść kary za to co robimy. Ale tak naprawdę nieważne jak się mówiło byleby mówić, o to chodziło. Musieliśmy zaznaczyć naszą obecność w społeczeństwie i w jakiś sposób wywołać debatę, nieważne w jaki sposób. Może to być debata negatywna albo pozytywna, ale ważne, żeby o tym rozmawiać. I na tym nam zależało w tamtym okresie.

Politycy i dziennikarze

– Zaczęliśmy też poznawać dziennikarzy i polityków, szczególnie z SLD. Z tego środowiska w tym czasie wywodzili się politycy, którzy byli za, ale nieoficjalnie. Na backstage’u. Z prawicy, z konserwatystów każdy by Ci uciął łeb za gram zioła. Tutaj nie było żadnej gadki. Zaczęliśmy próbować coś robić z tymi politykami z SLD, klepali nas po plecach. Mówili: „super, wspaniale, może zróbcie to czy tamto, my wam pomożemy”. Zawsze nam nie pomagali i w ostateczności musieliśmy radzić sobie sami. W tamtym okresie zaczęliśmy przekonywać się co do tego, że politycy tak naprawdę poklepią Cię po plecach tylko przed wyborami, a po nich Cię zgnębią. Tak to wyglądało.

Zaczęliśmy projekcję różnych filmów. Tłumaczyliśmy produkcje amerykańskie i wyświetlaliśmy w różnych miastach w podziemnych kinach, salach czy piwnicach. Do domów aktywistów zapraszaliśmy różnych ludzi na projekcje filmów. Dużo edukacyjnych akcji było. W 2005 roku dobiliśmy się do polityki i mediów.

Ówczesny minister zdrowia Marek Balicki, nasz zwolennik z SLD i jedyny polityk, który nigdy nie zawiódł. Zawsze był bardzo w porządku i walczył o naszą sprawę. Jestem mu za to wdzięczny, gość wyprzedzał wszystkich o lata świetlne jeśli chodzi o świadomość. Postanowił zrobić pierwsze wysłuchanie publiczne o problemie, jakim jest ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii. Na tym wysłuchaniu publicznym zasygnalizowaliśmy, że błędem było wprowadzenie tej ustawy i prohibicji. Oczywiście, wtedy każdy przekaz medialny z tego wysłuchania był taki, że albo go nie było albo był negatywny.

Powstanie rynku plantatorów w Polsce

– To były jeszcze czasy Kanaby. Po tym wysłuchaniu publicznym Kanaba się rozpadła i zawiązaliśmy wtedy Wolne Konopie, które później stały się odpowiedzialne za postawienie milowych kroków wprowadzając świadomość społeczeństwa na wyższe poziomy. Rozbijały tą prohibicję. Tak to się zaczynało. Zrobiliśmy bardzo dużą aferę, ponieważ sprowadziliśmy setki tysięcy pestek ze Szwajcarii od naszego kolegi. Rozdaliśmy je polakom poprzez forum. To była naprawdę duża akcja. W ten sposób zasadziliśmy kilkaset tysięcy roślin w Polsce. To był krok milowy jeśli chodzi o wewnętrzne sprawy w środowisku.

Wrzuciliśmy kampanię „zmień dilera na farmera”. Ona odbiła się z „otwartą pestką” szerokim echem. Stworzyliśmy rynek plantatorów w Polsce. Wtedy nikt nie uprawiał zioła oprócz hipisów. Ewentualnie grupy przestępcze, bo wtedy się już zawiązywały. Sprowadzało się raczej wtedy z Holandii, w Polsce rzadko się uprawiało. Czytałem w tamtym okresie raporty policyjne i 95% marihuany było z Holandii sprowadzanej. 3 lata po „otwartej pestce” czytałem raporty policyjne i okazało się, że 80% zioła jest z Polski. Nie twierdzę, że to tylko i wyłącznie dzięki „otwartej pestce”, ale myślę, że w dużej mierze się przyczyniła.

Nasz polski rynek zaczął sam zapewniać popyt i podaż. Dzięki tej kampanii zdobyliśmy duży feedback od ludzi. Spodobało im się co zrobiliśmy i dowiedzieli się, że w ogóle Wolne Konopie istnieją. Tak naprawdę wtedy też media zaczęły pisać, że rozdaliśmy nasiona i jesteśmy przestępcami. I bierzemy udział w namawianiu do popełniania przestępstw.

Zrobiliśmy bardzo dużą aferę, ponieważ sprowadziliśmy setki tysięcy pestek ze Szwajcarii od naszego kolegi. Rozdaliśmy je polakom poprzez forum. To była naprawdę duża akcja.

Represje na Wolnych Konopiach

– Wtedy komendant główny policji przy okazji innych spraw również wspominał o tym, że jesteśmy najbardziej niezorganizowaną zorganizowaną grupą przestępczą w Polsce. Goście, którzy próbują nas rozpracować nie są w stanie tego zrobić, bo my sami jesteśmy tak niezorganizowani, że nie wiemy kiedy gdzie będziemy i o której co zrobimy.

Dochodziło do tego, że w tamtym okresie na komendzie głównej policji powstała komórka przeciw Wolnym Konopiom. 4-5 policjantów zajmowało się tylko nami, bo brali nas za grupę przestępczą. Poniekąd, w świetle prawa byliśmy grupą przestępczą, ponieważ uprawialiśmy zioło. Wymienialiśmy się między sobą marihuaną. Woziliśmy to zioło w plecakach. Żyliśmy w alternatywnym świecie, ponieważ stwierdziliśmy, że życie jest jedno i jest krótkie. Nie będziemy czekać na to aż ludzie pójdą po rozum do głowy i będzie znowu normalnie. Żyliśmy z ustawą z 85 roku i nie uznaliśmy tych ustaw, które weszły w 97 i 00 roku. I dalej tak żyjemy. Dla nas ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii nie istnieje. Szczególnie te zapisy, które powodują patologię. Te zapisy, które nie powodują patologii jak najbardziej respektujemy.

Wtedy zaczęły się poważne nagonki na Wolne Konopie. Rozpracowywanie naszego środowiska. Pamiętam, że policja nieumiejętnie nas śledziła. Odrazu wiedzieliśmy, że ktoś nas śledzi. Potrafili się chować za rynnami, gdzie połowę ich było widać, bo rynna za chuda. Takie absurdalne i śmieszne kwestie się zdarzały.

Produkowanie aktywistów za pomocą muzyki

– Wracając do tego, co też jest ważne my przez pierwsze lata zaczynaliśmy z muzykami i z artystami. Zauważyliśmy, że przekaz i funkcja hipnotyzowania człowieka przez muzykę powoduje, że możemy wyprodukować więcej aktywistów. Skupiliśmy się na tym, że ludzie się nie interesują i boją się być aktywistą. Jest to dla ludzi i ich komfortu zbyt niebezpieczne. Sami po sobie to zauważyliśmy.

Ja dzięki Kazikowi dowiedziałem się, że jestem obywatelem, który nie ma praw, który jest zniewolony i oszukiwany na każdym kroku. Słuchając pierwszych 2-3 płyt Kazika zacząłem się zastanawiać gdzie ja jestem i w czym żyję. Tak naprawdę Kazik we mnie obudził bycie aktywistą społecznym. Kazikowi jestem wdzięczny za to, że tchnął we mnie taką chęć. Oprócz tego, że u mnie w rodzinie było dużo aktywistów. Znając historię swojej rodziny wiedziałem, że moi dziadkowie i pradziadkowie byli aktywistami. Budowali szkoły, tworzyli wioski od podstaw. Społeczność aktywizowali i myślę, że mam ten gen prawdopodobnie w sobie. Po prostu lubię aktywizować i coś robić dla ludzi.

Muzyczny aktywizm i zielona waluta

– Zaczęliśmy wtedy jeździć po artystach i płacić im ziołem, żeby nagrali nam kawałek. Zielona waluta wtedy była najlepszą walutą.

– Jaka była najdroższa stawka?

– Wiesz co, tak naprawdę artyści nie są wymagający, odrazu Ci powiem. Wystarczyło przyjechać, popalić z nimi, posiedzieć, pogadać o polityce.

– Myślałem, że przyjeżdżacie, pół kilo w plecaku…

– Oczywiście tacy też się zdarzali. Ale takim nie dawaliśmy bo nie mieliśmy. Niestety. Fajnie będzie jak nagramy podcast jak będzie można o tym mówić. Teraz nie chcę za bardzo, bo ludzie żyją, wiedzą, prawo dalej obowiązuje. Ale naprawdę jest bardzo dużo fajnych, ciekawych, śmiesznych akcji o których kiedyś będzie można powiedzieć napewno.

Natomiast głównie było to na takiej zasadzie, że można było spotkać się, posiedzieć, pojarać i powstawał utwór muzyczny. Zaczęliśmy wydawać składanki. Zauważyliśmy, że muzyka była kolejnym wewnętrznym krokiem milowym w środowisku. Zaczęło nas być dużo więcej niż było dzięki tej muzyce. Ludzie się wyedukowali na muzyce, w tych kawałkach było sporo argumentów. Jeżeli sobie posłuchacie, w zasadzie to do tej pory są obowiązujące, ale były merytoryczne. Nie dość, że na wysokim poziomie to jeszcze lirycznie było fajnie.

Składam wyrazy podziękowania artystom, że stanęli na wysokości zadania. Na tych 4-5 składankach, które wypuściliśmy, wyedukowaliśmy mocno społeczeństwo. Nawet kiedyś w TVP podczas Pytania na Śniadanie, mówił mi na backstage’u, że naszych składanek słucha i są świetne. Bardzo dużo mu powiedziały i dzięki nim możemy zadawać pytania ludziom, bo nie był świadomy.

– Ja też tak naprawdę pamiętam Grube Jointy. Wtedy zaczynałem być użytkownikiem i też się dowiedziałem wielu ciekawych rzeczy stamtąd. Jestem żywym przykładem na to, że wyedukowaliście młodych dzięki muzyce.

Aktywistyczne jeżdżenie po Polsce

– Dokładnie, nie mogliśmy zrobić nic innego. Nie mieliśmy przełożenia na polityków, że możemy gdzieś pójść i lobbować. Nie mieliśmy nawet wystarczającej ilości lat, żeby tam pójść. Nikt nas nie brał na poważnie. Każdy miał nas za przestępców, najgorszych skurczybyków, którzy byli przez społeczeństwo niezrozumiani, nękani i traktowani z ostracyzmem. Nas nikt nie słuchał

Dlatego zaczęliśmy tworzyć ten świat konopny, rynek i branżę i wciągać w to ludzi. To zajęło naprawdę sporo, bo kilkanaście lat. Ja tak naprawdę dzielę epoki aktywizmu na tą sprzed Palikota i po Palikocie oraz sprzed i po medycznej marihuanie. To dwa kroki milowe jakie można było postawić w mainstreamie. Przed erą Palikota, czyli przed 2011 rokiem my przez 10 lat podróżowaliśmy. Wyjechaliśmy z domów bo pokończyliśmy 18 lat. Staliśmy się dorosłymi ludźmi, a ten aktywizm dojrzewał wraz z nami.

To nie było tak, że cały czas biliśmy się z policją. W tamtym okresie wiedzieliśmy, że policja nie ma tutaj nic do gadania. Są to narzędzia, które wykonują swoją pracę. Zaczęliśmy się skupiać na innych aktywnościach. Przez 10-11 lat chodziliśmy z plecakami, w których mieliśmy cały dobytek. Jeździliśmy po Polsce i aktywizowaliśmy poszczególne miasta.

Przykładowo przyjeżdżaliśmy do Rybnika i walczyliśmy tam z urzędami i komisariatami na pisma. My im takie pismo, to oni nam takie. Z racji tego, że wiedzieliśmy o co nam chodzi, potrafiliśmy zapędzać ich w kozie rogi. Właściwie wszystkie pisemne sprawy wygrywaliśmy i osiągaliśmy nasz cel. Robiliśmy zadymki w poszczególnych miastach. Na przykład w Rybniku czy Lublinie aż nas urzędnicy wyrzucali z miasta. Uprawialiśmy im zioło w samym centrum miasta na balkonie. Dwie roślinki. Ludzie to widzieli. Mieszkanie nie było na nas, właściwie było tak zcrackowane, że niewiadomo było do kogo podejść. Policja nie mogła znaleźć właściciela. Robiliśmy takie zaczepne akcje.

To zajęło naprawdę sporo, bo kilkanaście lat. Ja tak naprawdę dzielę epoki aktywizmu na tą sprzed Palikota i po Palikocie oraz sprzed i po medycznej marihuanie. To dwa kroki milowe jakie można było postawić w mainstreamie.

Spotkanie ONZ w sprawie prohibicji

– Skupiliśmy się na wymianie zdań między urzędem a organizacją, a nie tylko uliczne kwestie. Pamiętam, że wtedy też, bodajże w 2006 roku po 30-40 latach obowiązywania prohibicji na świecie spotkało się ONZ w Wiedniu. Spotkanie miało zweryfikować, czy ta prohibicja działa. Czy jest coś nie tak, czy wszystko jest w porządku. Zostaliśmy zaproszeni na to spotkanie.

Pojechaliśmy ekipą i zrobiliśmy dość poważną aferę. Mówię o tym, bo odbiło się to echem na całym świecie. Cały świat usłyszał o tym, że w Polsce biją ludzi za grama zioła. U nas tą prohibicję prowadzono agresywną. W wielu krajach, gdzie wprowadzono prohibicję nie było agresywnie, nie bito ludzi, nie wsadzano ich na długie lata do więzienia. Karano ich, ale nie powodowano w nich demoralizacji czy uszczerbku na zdrowiu psychicznym czy fizycznym.

Ludzie wiedzieli, że nie można, ale mogli żyć dalej. W Polsce to było gorsze niż gwałt, rabunek i morderstwo razem wzięte. I wcale nie przesadzam. Przykładowo tylko za narkotyki możesz być karany dwukrotnie. Jeżeli popełnisz przestępstwo w Belgii za posiadanie marihuany to nie dość, że w Belgii dostaniesz wyrok to jeszcze dostaniesz też w Polsce. Za morderstwo nie, posiedzisz w Belgii, a w Polsce już nie zakładają Ci sprawy. Więc naprawdę ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii była bardzo radykalna i nastawiona przeciwko człowiekowi.

Przebrani w pasiaki nie wpuszczeni do ONZu

– Pojechaliśmy do ONZu, przebraliśmy się w pasiaki więzienne. Nie mieliśmy żadnych innych pasiaków, tylko takie podłużne jak w Auschwitz. Jeszcze byliśmy chudzi, część z nas była pijana. To taka długa podróż, że trzeba było odreagować. Po drodze było wiele przygód, też o tym możemy opowiedzieć kiedyś. Nie pojechaliśmy tam w marynarkach jak większość ludzi, tylko jak aktywiści. Inni zostali wpuszczeni na tą salę obrad, mogli zabierać głos.

My wsiedliśmy w busa, którego naprawiliśmy dzień wcześniej. I zepsuł się nam po drodze, stary ogórek. Ledwo dojechaliśmy, mieliśmy dwa wypadki. Po drodze zasnął kierowca bo się najarał. Wiecie, młodzi ludzie bawią się robiąc dobre rzeczy w ciężkich czasach. Przebraliśmy się w te pasiaki, przyszliśmy pod budynek ONZu i chcieliśmy wejść do środka, ale nie chciano nas wpuścić. Zaczęliśmy się burzyć, dlaczego nie chcą nas wpuścić skoro jesteśmy zaproszeni.

Napisaliśmy wcześniej petycję, którą chcieliśmy złożyć na tych obradach, ale niestety nie chciano nas wpuścić. Rozstawiliśmy wielki transparent, który był olbrzymi, chyba z 6m długości i 3 szerokości, czerwona płachta, białe napisy, które głosiły „free all prisoners” czyli „uwolnić wszystkich więźniów”. Tylko my wiedzieliśmy, że chodzi o więźniów, którzy siedzą za zioło. Wszyscy inni myśleli, że przyszliśmy uwolnić wszystkich więźniów z wszystkich więzień.

Alarm antyterrorystyczny i początek dialogu

– Przez ten lapsus językowy i przez to, że przebraliśmy się w te pasiaki i nie zdążyliśmy też złożyć petycji, bo zabarykadowano przed nami drzwi ONZu. Co się okazało po chwili. Nastąpiła ewakuacja tego budynku, ponieważ ogłoszono alarm terrorystyczny. I nagle jesteśmy prowodyrem tego, że ogłoszono alarm. Po jakimś czasie z budynku zaczęli wychodzić najważniejsi politycy z całego świata i przechodzili obok nas. Siedzieliśmy w tych pasiakach w kółeczku na ziemi po turecku. Zaczęli pytać co się dzieje, największe tuzy polityki narkotykowej.

My nigdy nawet nie sądziliśmy, że będziemy mieli okazje poznać takie persony i nigdy już nie mieliśmy takiej okazji. Zaczęli mówić, że ogłoszono alarm antyterrorystyczny, położyliśmy się na ziemi na 10-15 minut nie wiedząc co się dzieje. Myślą, że to atak, a my tłumaczymy że my tylko tutaj przyszliśmy, żeby zasygnalizować, że w Polsce za za posiadanie grama odsiedzi się 3 lata. Oni zdziwieni, dopytywali czy tak jest. A my do nich z pretensją, że to ich wina, że co oni zrobili. Przyszliśmy złożyć tutaj petycję, żeby to zakończyć bo to wasza wina, że nas tak gnębią. To była tak naprawdę wina ONZu. My tylko złożyliśmy podpis na ogólnopaństwowej umowie, że wszyscy się zgadzamy na to, że karzemy za narkotyki i wycinamy je ze społeczeństwa.

Szczęśliwe zakończenie i marsz wyzwolenia konopi w Wiedniu

– Rzeczywiście wtedy niektórzy z nich usiedli na murku i zaczęli z nami rozmawiać. My tam naprawdę przekazaliśmy sporo informacji na temat Polski. To się skończyło bardzo przyjemnie.

– Błąd, który popełniliście okazał się w zasadzie fortunny.

– Dokładnie, okazało się to fortunnym błędem dzięki któremu mogliśmy wytłumaczyć, że Polska jest zaściankiem prohibicji, gdzie męczą ludzi. Oni to zrozumieli i zobaczyli. Nabrali do nas sympatii, zobaczyli też ile możemy zrobić. W pasiakach przyjść pod ONZ, to nie do pomyślenia. Wiedzieli też z jakiego powodu tak się dzieje – z powodu dużych represji. Jeżeli represje są łagodne to nikt czegoś takiego nie zrobi. I wtedy rzeczywiście przemówiliśmy im do rozsądku.

W końcu przyjęto nas do środka i złożyliśmy petycje na ręce przedstawiciela, nie pamiętam czy to był woźny czy jakiś polityk. Niemniej złożyliśmy petycję i wyszliśmy z ONZu i poszliśmy na marsz wyzwolenia konopi w Wiedniu, który zresztą rozkręciliśmy na poważnie. Byłby smutny, a tak to był wesoły. Naprawdę dużo się działo, czego duża zasługa była Andrzeja Dołeckiego.

Zaczęliśmy śpiewać „My 4 pancerni” z lawety przez megafon i mikrofony. Wszyscy Austriacy śpiewali z nami chociaż nie znali słów. To było naprawdę grube. Zaznaczyliśmy w Wiedniu polski akcent. Rzeczywiście później zaczęto pisać do naszej organizacji z różnych organizacji pozarządowych. Politycy puścili dalej informację organizacjom pozarządowym: „słuchajcie, w Polsce jest taka walcząca organizacja, którym łamią nosy, weźcie się z nimi skontaktujcie”. Zaczęliśmy wtedy nawiązywać kontakty z organizacjami zza granicy. Nawet jakieś spotkania były, zrzeszono naszą organizację z taką ogólną organizacją legalizującą. Ona do tej pory istnieje ale to jest kanapa od zawsze i zawsze będzie. Zrobiliśmy więc taką fajną akcję, która tak naprawdę miała większe przełożenie niż się spodziewaliśmy.

Aresztowanie Andrzeja Dołeckiego

– Rok czy dwa lata później Andrzeja Dołeckiego aresztowano. To była taka afera dość duża. Mieliśmy już wtedy spory posłuch w mediach.

– To było już po Palikocie, tak?

– Nie, to było przed Palikotem jeszcze. To uruchomiło Palikota, bo zobaczył dopiero co się dzieje. W 2010 pamiętam to była akcja na film. Możesz z tego skręcić kryminalno-fabularno-obyczajowy film jaki sobie wyobrazisz. Z dodatkiem komedii. Akcja z Andrzejem była tak naprawdę tragiczna, bo chłop trafił na 3 miesiące do więzienia, zostało obarczony naprawdę poważnymi zarzutami. Ile w tym było prawdy i nieprawdy to tylko my wiemy.

Natomiast bezczelnie sfingowano część zarzutów, część była prawdziwa. Powiemy o tym kiedyś. Zbliżały się mistrzostwa Europy w Polsce, rządził wtedy Tusk. Tusk był strasznie bezczelny i za jego czasów było dla nas, aktywistów gorzej niż za rządów PiSu czy konserwatystów. Byliśmy bardziej represjonowani. Mieliśmy też żal do tego środowiska, bo to przecież inteligencja, powinni być świadomi tego, że jednak prawda leży po środku a nie tylko po stronie prohibicji. 5 lat później Tusk wprowadził jeszcze taką własną definicję marihuany, dzięki której stworzył potężne patologie i tragedie dla ludzi, które się teraz dzieją. Pan Ryszard czy inni ludzie cierpią właśnie przez to. Ale o tym może później powiemy.

Tusk zlecił wyczyszczenie wszystkich problematycznych ludzi, którzy mogą zrobić ferment w Warszawie. Zwinął wszystkich organizatorów, kibiców którzy mogliby zrobić jakiś manifest, z każdej strony – lewej, prawej, środkowej. Wiadomo, Andrzej padł ofiarą, ponieważ robiliśmy manifestacje, byliśmy bardzo aktywni na ulicach. Staliśmy i krzyczeliśmy pod pałacem prezydenckim, pod komisariatami itd. Byliśmy zagrożeniem dla odbywających się Mistrzostw Europy.

Mieliśmy też żal do tego środowiska, bo to przecież inteligencja, powinni być świadomi tego, że jednak prawda leży po środku a nie tylko po stronie prohibicji.

Sfingowane dowody i Palikot na marszu

– Mieli coś tam na Andrzeja, wiedzieli, że jeździ do kolegi kupować zioło. Postanowili zmusić tego kolegę do przyznania, że sprzedaje Andrzejowi miliony gramów, a Andrzej tym obraca. Sfingowali zarzuty, zawinęli go bez żadnej gadki na 3 miesiące. Wtedy, widząc to całe nasze środowisko się obruszyło i setki, tysiące ludzi chciało Andrzeja wyciągnąć. Zrobiliśmy wtedy marsz, który do tej pory był największy, bo przyszło 20 tysięcy ludzi. Na tym właśnie marszu zaistniał Palikot.

Wtedy wszedł do polityki ze swoim Ruchem Palikota, wcześniej był Platformie. Pożarł się jednak z Tuskiem i założył własną inicjatywę. Na naszej sprawie mógł uzyskać kilka procentów, a to było wtedy ważne dla niego. Z racji tego, że na sztandarach niósł postępowe poglądy w tamtym okresie, to dla niego zioło nie było problemem.

Nasze środowisko mocno się wtedy poruszyło, zobaczyli co to znaczy kogoś bezczelnie wsadzić do więzienie fingując dowody. Wtedy zaangażowali się w to fajni adwokaci, dziennikarze. Andrzej jest o tyle fajnym człowiekiem, śmiesznym, miłym i dobrym, że jego postawa zyskała wielu przyjaciół z różnych dziedzin. Rzeczywiście zauważyliśmy wtedy duże poruszenie.

– To charakterystyczne dla Polaków. Przepraszam, że wejdę Ci w słowo, ale jak się zdarzy jakaś tragedia to potrafimy się zjednoczyć jak mało kto.

Zakończenie odcinka

To koniec części I. Podzieliłem materiały na różne etapy. Teraz był etap przed-mainstreamowy. Drugi odcinek będzie już bardziej mainstreamowy, będzie Palikot, poważna walka o legalizację i o medyczną marihuanę. Dołączy się Dorota Gudaniec i inne ważne postacie tego ruchu. Z Dorotą również nagrałem odcinek więc zachęcam do przesłuchania. Tam też poruszamy ten temat oraz kwestię Maksa, jej syna chorego na padaczkę lekooporną.

Jeśli podoba Ci się to co robię, jeżeli widzisz jak ważną rzeczą jest aktywizm, który ja praktykuję. Jeżdżę na rozprawy, Pan Ryszard będzie w Krośnie 20 stycznia. Zachęcam do wsparcia moich działań w serwisie Patronite. Bardzo mi to pomoże, bo nie ukrywam, że aktywizm staje się coraz droższy, a jest bardzo potrzebny.

Zaobserwuj podcast w aplikacji w której go słuchasz, wtedy nic Cię nie ominie. Obserwuj mnie na moich mediach społecznościowych: Facebook, Instagram. Wtedy będziesz wiedział jak znowu złapie mnie kontuzja. Straciłem głos przez co ten podcast jest trochę później wydany. Dziękuję wszystkim moim Patronom, bez Was nie byłbym tu gdzie jestem.

Dziękuję mojemu partnerowi Canna-Shop, producentowi pysznych szotów konopnych. Recenzję znajdziesz na stronie lub na Instagramie, gdzie wrzucam regularnie recenzję produktów. Na dzisiaj to tyle. Nazywam się Mateusz Zbojna i do usłyszenia za kilka dni na konopnym podsumowaniu.

Będzie ono wyjątkowe bo istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, nie mogę nic obiecać na 100% bo jesteśmy po wstępnej zgodzie, ale możliwe że pierwszy odcinek w historii Otwieramy Oczy nie będzie poprowadzony tylko i wyłącznie przeze mnie, a będzie miał dwóch prowadzących. Będzie to wyjątkowa sytuacja więc odcinek będzie mocny. Nie ma więc w tym odcinku konkursu, za to będzie w następnym. Wartość nagrody to chyba 100 tyś. Żartuję, ale będzie potężny. Warto 30 grudnia być ze mną. Do usłyszenia.

Chciałbym również podziękować mojemu partnerowi, firmie CannaShop, czyli świetnym shotom konopnym. Jeśli nie lubisz smaku olejku CBD albo jest on po prostu dla Ciebie za drogi, to polecam zdecydowanie hemp shoty. Bardzo smaczne, świetne działania prozdrowotne, szczególnie dobre na sen czy rozluźnienie, a ze zniżką na kod otwieramyoczy cena może spaść nawet do kilkunastu złotych. Naprawdę polecam!

Dziękuję również moim Patronom, jesteście najlepsi. Szczególne dzięki dla Clincanna, czyli Śląskiego Centrum Medycyny Konopnej.

Odcinki o podobnej tematyce: