Okręt podwodny Orzeł zajmuje wyjątkowe miejsce w historii polskiej Marynarki Wojennej. Losy przedwojennego ORP „Orzeł” łączą w sobie nowoczesną technikę, społeczne zaangażowanie w budowę floty, dramat kampanii wrześniowej, brawurową ucieczkę z internowania w Tallinnie, służbę u boku Royal Navy oraz jedną z największych nierozwiązanych zagadek polskiej historii morskiej. Okręt zaginął w 1940 roku na Morzu Północnym, a jego wraku mimo licznych poszukiwań nie udało się dotąd jednoznacznie odnaleźć i zidentyfikować.
Nazwa „Orzeł” nie odnosi się jednak wyłącznie do jednej jednostki. W polskiej flocie nosiły ją trzy okręty podwodne. Najbardziej znany jest pierwszy ORP „Orzeł”, zbudowany w Holandii pod koniec lat trzydziestych XX wieku i utracony podczas II wojny światowej. Po wojnie nazwę przejął okręt projektu 613, a następnie jednostka projektu 877E, znana w NATO jako typ Kilo. W powszechnej świadomości hasło okręt podwodny Orzeł oznacza jednak przede wszystkim legendarną jednostkę z 1938 roku oraz jej załogę.
Historia okrętu nie jest prostą opowieścią o sukcesach bojowych. „Orzeł” wszedł do służby na kilka miesięcy przed wybuchem wojny, a w kampanii wrześniowej nie miał okazji w pełni wykorzystać swoich możliwości. Jego pierwszy dowódca zachorował, okręt został internowany przez neutralną Estonię, a następnie częściowo rozbrojony. Załoga nie pogodziła się jednak z utratą jednostki i pod dowództwem kapitana Jana Grudzińskiego przeprowadziła jedną z najbardziej spektakularnych ucieczek w historii działań podwodnych.
Pozbawieni map, części przyrządów i dokumentów marynarze przeprowadzili okręt przez Bałtyk oraz duńskie cieśniny do Wielkiej Brytanii. W służbie alianckiej ORP „Orzeł” patrolował Morze Północne, zatopił niemiecki transportowiec „Rio de Janeiro” i dostarczył aliantom jednego z pierwszych bezpośrednich dowodów przygotowywanej niemieckiej inwazji na Norwegię. Niedługo później jednostka zaginęła wraz z całą załogą.
Okręt podwodny Orzeł jako symbol polskiej Marynarki Wojennej
ORP „Orzeł” stał się symbolem odwagi, determinacji i woli kontynuowania walki mimo upadku państwa polskiego jesienią 1939 roku. Największą sławę przyniosła mu nie klasyczna bitwa morska, lecz decyzja załogi, która odmówiła pogodzenia się z internowaniem.
Wydarzenia w Tallinnie pokazały, że nawet częściowo rozbrojony okręt, pozbawiony map i działający w niezwykle trudnej sytuacji politycznej, mógł powrócić do walki dzięki wiedzy, odwadze i współpracy marynarzy. Ucieczka stała się jednym z tych epizodów kampanii 1939 roku, które podważały przekonanie, że klęska militarna oznaczała koniec polskiego oporu.
Legenda „Orła” opiera się na kilku elementach:
- okręt został zbudowany dzięki znacznemu wsparciu społecznemu,
- należał do najnowocześniejszych jednostek polskiej floty,
- uciekł z internowania mimo częściowego rozbrojenia,
- przedostał się bez pełnego wyposażenia nawigacyjnego do Wielkiej Brytanii,
- walczył u boku Royal Navy,
- zatopił niemiecki statek przewożący żołnierzy przed inwazją na Norwegię,
- zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach.
Nie mniej ważna od historii samego okrętu jest pamięć o jego załodze. Marynarze „Orła” nie wrócili z ostatniego patrolu, dlatego jednostka jest zarazem symbolem zwycięstwa ducha i miejscem pamięci o ludziach, których grobu nie udało się odnaleźć.
Dlaczego Polska potrzebowała nowoczesnego okrętu podwodnego
Po odzyskaniu niepodległości Polska uzyskała dostęp do Bałtyku, lecz jej wybrzeże było krótkie, a możliwości finansowe państwa ograniczone. Budowa skutecznej floty wymagała wyboru jednostek, które mogłyby zagrozić silniejszemu przeciwnikowi bez konieczności tworzenia licznej floty liniowej.
Okręty podwodne dobrze odpowiadały polskim potrzebom obronnym. Mogły skrycie patrolować szlaki komunikacyjne, atakować okręty wojenne i transportowce, prowadzić rozpoznanie, stawiać miny oraz zmuszać przeciwnika do angażowania znacznych sił w ochronę żeglugi.
W latach trzydziestych Polska posiadała już okręty podwodne typu Wilk, jednak rozwój techniki morskiej oraz wzrost napięcia w Europie uzasadniały pozyskanie większych i nowocześniejszych jednostek. Plan zakładał budowę dwóch okrętów typu Orzeł: ORP „Orzeł” oraz ORP „Sęp”.
Finansowanie ze składek społecznych
Budowa „Orła” została powiązana z szeroką akcją społeczną. W zbieranie pieniędzy angażowały się organizacje, instytucje oraz obywatele. Szczególne znaczenie miały składki zbierane w ramach Funduszu Obrony Morskiej.
Nie oznacza to, że cała budowa została w prosty sposób opłacona wyłącznie z dobrowolnych datków. Przedsięwzięcie wymagało środków państwowych i skomplikowanego finansowania, jednak społeczna mobilizacja miała ogromne znaczenie propagandowe oraz symboliczne. „Orzeł” był przedstawiany jako jednostka powstająca dzięki ofiarności społeczeństwa.
W czasach narastającego zagrożenia wojennego zbiórka pokazywała, że rozwój Marynarki Wojennej nie jest jedynie sprawą wojskowych. Okręt miał być wspólnym dziełem państwa i obywateli. IPN podkreśla, że w finansowanie jednostki angażowali się żołnierze, organizacje i instytucje społeczne, a późniejsza historia „Orła” została trwale związana z pamięcią o tej mobilizacji.
Budowa ORP „Orzeł” w Holandii
Polska nie dysponowała wówczas stocznią zdolną do samodzielnej budowy tak nowoczesnego okrętu podwodnego. Zamówienie zostało więc złożone w Holandii. ORP „Orzeł” powstał w stoczni De Schelde we Vlissingen.
Wybór holenderskiej stoczni wynikał z jej doświadczenia, możliwości technicznych oraz zdolności dostosowania projektu do szczegółowych polskich wymagań. Jednostka nie była prostą kopią standardowego zagranicznego typu. Została zaprojektowana jako duży okręt podwodny o znacznym zasięgu, silnym uzbrojeniu torpedowym i dobrych parametrach nawodnych.
ORP „Orzeł” zwodowano 15 stycznia 1938 roku. Matką chrzestną jednostki została Jadwiga Sosnkowska, żona generała Kazimierza Sosnkowskiego. Podniesienie polskiej bandery i oficjalne przekazanie okrętu nastąpiło 2 lutego 1939 roku.
Przybycie do Gdyni
Okręt przybył do Gdyni 10 lutego 1939 roku. Termin miał ogromne znaczenie symboliczne, ponieważ przypadał w rocznicę zaślubin Polski z morzem. Powitanie jednostki stało się wielką patriotyczną manifestacją. Według Muzeum Marynarki Wojennej w rejonie Nabrzeża Pomorskiego zgromadziły się dziesiątki tysięcy ludzi.
Wydarzenie miało wymiar większy niż zwykłe wejście nowego okrętu do portu. „Orzeł” był widocznym symbolem modernizacji kraju, aspiracji morskich i gotowości do obrony dostępu do Bałtyku.
Nikt z uczestników uroczystości nie mógł przypuszczać, że zaledwie kilka miesięcy później jednostka będzie walczyć w wojnie, a następnie stanie się bohaterem jednej z najbardziej niezwykłych morskich historii XX wieku.
Konstrukcja okrętu podwodnego Orzeł
ORP „Orzeł” należał do dużych oceanicznych okrętów podwodnych. Był większy od wcześniej używanych przez Polskę jednostek typu Wilk i dysponował znacznie rozbudowanym uzbrojeniem.
Konstrukcja była dwukadłubowa. Wewnętrzny kadłub sztywny wytrzymywał ciśnienie wody podczas zanurzenia, natomiast kadłub lekki nadawał jednostce odpowiedni kształt hydrodynamiczny i mieścił część zbiorników oraz wyposażenia.
W położeniu nawodnym okręt korzystał z silników wysokoprężnych, które napędzały jednostkę i ładowały akumulatory. Po zanurzeniu używano silników elektrycznych. Było to standardowe rozwiązanie dla okrętów podwodnych przed rozpowszechnieniem napędu niezależnego od powietrza i napędu atomowego.
Wymiary i wyporność
Okręt miał około 84 metrów długości. Jego wyporność wynosiła ponad 1100 ton na powierzchni i znacznie więcej w zanurzeniu. Dzięki dużym rozmiarom mógł zabierać odpowiedni zapas paliwa, torped, żywności i wody, co pozwalało prowadzić dłuższe patrole.
Duża jednostka oferowała lepsze warunki niż mniejsze okręty przybrzeżne, lecz nadal wnętrze pozostawało ciasne. Każdy wolny fragment przestrzeni wykorzystywano do przechowywania sprzętu, zapasów lub elementów uzbrojenia.
Prędkość
Na powierzchni „Orzeł” mógł rozwijać prędkość bliską 20 węzłom, co było bardzo dobrym wynikiem dla ówczesnego okrętu podwodnego. Pod wodą poruszał się znacznie wolniej.
Różnica wynikała z ograniczeń napędu elektrycznego i pojemności akumulatorów. Długotrwały szybki marsz podwodny szybko wyczerpywał energię, dlatego dowódca musiał starannie dobierać prędkość.
Przedwojenne okręty podwodne znaczną część czasu spędzały na powierzchni. Zanurzenie służyło przede wszystkim do skrytego podejścia, ataku, unikania przeciwnika lub przejścia przez szczególnie niebezpieczny obszar.
Zasięg
Znaczny zasięg umożliwiał operowanie nie tylko na Bałtyku, lecz także na Morzu Północnym i wodach oceanicznych. Okazało się to niezwykle ważne po przedostaniu się jednostki do Wielkiej Brytanii.
Projekt powstał jednak głównie z myślą o polskich warunkach strategicznych. Okręt miał patrolować podejścia do baz, szlaki komunikacyjne i rejony, którymi mogły poruszać się jednostki przeciwnika.
Uzbrojenie ORP „Orzeł”
Najważniejszą bronią okrętu były torpedy. „Orzeł” dysponował wyrzutniami torpedowymi umieszczonymi na dziobie, rufie oraz w zewnętrznych aparatach obrotowych.
Rozbudowany układ wyrzutni pozwalał przeprowadzać ataki w różnych kierunkach bez konieczności natychmiastowego obracania całego okrętu. W praktyce skuteczne użycie torped wymagało jednak dokładnego określenia kursu, prędkości i odległości celu.
Torpedy
Torpeda była bronią kosztowną i skomplikowaną. Po odpaleniu poruszała się według ustawionego kursu oraz głębokości. Dowódca okrętu musiał odpowiednio ustawić jednostkę, przewidzieć ruch celu i wybrać moment ataku.
Skuteczność zależała od wielu czynników:
- prawidłowego rozpoznania celu,
- dokładności danych,
- stanu morza,
- sprawności mechanizmów torpedy,
- odległości odpalenia,
- reakcji załogi atakowanego statku,
- możliwości wykonania uniku.
Po ataku okręt podwodny musiał zwykle jak najszybciej opuścić rejon, ponieważ przeciwnik rozpoczynał poszukiwania przy użyciu okrętów eskortowych, samolotów i bomb głębinowych.
Artyleria pokładowa
ORP „Orzeł” posiadał również uzbrojenie artyleryjskie. Działo pokładowe mogło być wykorzystywane przeciwko słabo uzbrojonym statkom, celom nawodnym lub wybranym obiektom na wybrzeżu.
Korzystanie z działa wymagało jednak wynurzenia. Okręt stawał się wówczas łatwiejszy do wykrycia i zaatakowania. Z tego względu dowódca musiał ocenić, czy oszczędność torpedy uzasadnia ryzyko prowadzenia walki na powierzchni.
Jednostka dysponowała także bronią przeciwlotniczą, choć możliwości obrony przed samolotami były ograniczone. Najskuteczniejszą metodą uniknięcia ataku lotniczego pozostawało szybkie zanurzenie.
Warunki życia załogi
Służba na okręcie podwodnym należała do najbardziej wymagających rodzajów służby morskiej. Marynarze przez długie okresy przebywali w zamkniętej, ciasnej przestrzeni, otoczeni urządzeniami, rurami, kablami, torpedami i zapasami.
Wewnątrz panowała wysoka wilgotność. Powietrze stopniowo stawało się ciężkie, szczególnie podczas długiego zanurzenia. Wiele urządzeń pracowało głośno, ale w obecności przeciwnika konieczne było ograniczanie hałasu.
Załoga musiała radzić sobie z:
- ciasnotą,
- brakiem prywatności,
- zmęczeniem,
- nieprzyjemnymi zapachami,
- ograniczoną ilością świeżej wody,
- wysoką temperaturą,
- wilgocią,
- ciągłym napięciem.
Każdy członek załogi miał precyzyjnie określone zadania. W sytuacji alarmowej sprawność jednego marynarza mogła decydować o losie całej jednostki.
Dowódcy ORP „Orzeł”
Pierwszym dowódcą okrętu był komandor podporucznik Henryk Kłoczkowski. Był doświadczonym oficerem, jednak jego postawa podczas kampanii wrześniowej stała się przedmiotem licznych sporów i ocen.
Po wejściu do Tallinna oraz zejściu Kłoczkowskiego z okrętu faktyczne dowództwo przejął kapitan marynarki Jan Grudziński. To właśnie on podjął decyzję o ucieczce i poprowadził jednostkę do Wielkiej Brytanii.
Henryk Kłoczkowski
Kłoczkowski zgłaszał poważne problemy zdrowotne. W czasie działań wojennych stan dowódcy wpływał na funkcjonowanie jednostki i podejmowane decyzje.
Zgodnie z rozkazami dowódca powinien był rozważyć powrót do polskiego portu lub przekazanie dowodzenia, jednak sytuacja na wybrzeżu szybko się pogarszała. Ostatecznie „Orzeł” skierował się do Tallinna, aby wysadzić chorego dowódcę i uzyskać pomoc.
Po wojnie decyzje Kłoczkowskiego były analizowane przez sąd oraz historyków. Jego postawa pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów historii jednostki.
Jan Grudziński
Jan Grudziński był oficerem, który w krytycznej sytuacji przejął odpowiedzialność za okręt. Musiał kierować załogą podczas internowania, przygotowania ucieczki, przejścia przez Bałtyk i późniejszej służby bojowej.
Jego decyzja o ucieczce wymagała ogromnej odwagi. Niepowodzenie mogło zakończyć się śmiercią marynarzy, zatopieniem jednostki lub międzynarodowym skandalem.
Grudziński stał się jednym z najbardziej znanych polskich dowódców okrętów podwodnych. Zginął wraz z załogą podczas ostatniego patrolu w 1940 roku.
Okręt podwodny Orzeł w kampanii wrześniowej
1 września 1939 roku Niemcy zaatakowały Polskę. ORP „Orzeł” wszedł do działań zgodnie z przygotowanymi planami obrony wybrzeża.
Polskie okręty podwodne miały działać w ramach planu „Worek”. Jego założeniem było rozmieszczenie jednostek w wyznaczonych sektorach w pobliżu polskiego wybrzeża i atakowanie niemieckich okrętów, które mogły ostrzeliwać pozycje lądowe lub próbować przeprowadzić desant.
Ograniczenia planu „Worek”
Plan stawiał okręty podwodne w trudnym położeniu. Wyznaczone sektory znajdowały się stosunkowo blisko wybrzeża, na wodach intensywnie patrolowanych przez przeciwnika.
Niemcy dysponowali lotnictwem, jednostkami nawodnymi i środkami zwalczania okrętów podwodnych. Polskie jednostki były narażone na ciągłe wykrycie i ataki bombami głębinowymi.
Dodatkowym problemem było ograniczenie możliwości swobodnego polowania na niemiecką żeglugę. Okręty miały przede wszystkim bronić wybrzeża, choć ich konstrukcja predestynowała je do bardziej ofensywnego działania na szlakach komunikacyjnych.
Pierwsze dni wojny
„Orzeł” patrolował wyznaczony rejon, ale nie odniósł znaczącego sukcesu bojowego. Niemieckie działania przeciwpodwodne oraz pogarszający się stan zdrowia dowódcy wpływały na możliwości jednostki.
Okręt był atakowany i zmuszany do unikania przeciwnika. Długie przebywanie w zanurzeniu zwiększało zmęczenie załogi i zużywało zapasy energii.
Z czasem stało się jasne, że dalsze prowadzenie działań według pierwotnego planu jest coraz trudniejsze.
Dlaczego ORP „Orzeł” wpłynął do Tallinna
Tallinn był portem neutralnej wówczas Estonii. Decyzja o wejściu do neutralnego portu oznaczała poważne ryzyko. Prawo międzynarodowe ograniczało czas pobytu okrętu wojennego państwa walczącego, a w określonych okolicznościach jednostka mogła zostać internowana.
Bezpośrednim powodem wejścia „Orła” był stan zdrowia dowódcy. Planowano wysadzić Henryka Kłoczkowskiego i możliwie szybko opuścić port.
Estońskie władze nie pozwoliły jednak na swobodne wyjście jednostki. Okręt został internowany, a jego załoga miała zostać pozbawiona możliwości dalszego udziału w wojnie.
Polityczna sytuacja Estonii
Estonia formalnie była państwem neutralnym, lecz znajdowała się w wyjątkowo trudnym położeniu między Niemcami a Związkiem Radzieckim. Władze estońskie obawiały się konsekwencji naruszenia zasad neutralności.
Obecność polskiego okrętu wywołała presję dyplomatyczną. Niemcy domagali się uniemożliwienia jednostce powrotu do działań.
Dla polskiej załogi internowanie oznaczało utratę szansy na dalszą walkę, a być może również przejęcie jednostki przez obce państwo.
Rozbrajanie ORP „Orzeł” w Tallinnie
Estończycy rozpoczęli rozbrajanie jednostki. Zabierano mapy, dokumenty, część wyposażenia i uzbrojenia. Planowano wyładować torpedy oraz unieruchomić okręt.
Proces nie został jednak zakończony. Szczególne znaczenie miały problemy z usunięciem torped z rufowych wyrzutni. Dźwig portowy miał zbyt krótkie ramię, dlatego okręt planowano obrócić. Ustawienie dziobem w kierunku wyjścia z portu zwiększyło szanse powodzenia przygotowywanej ucieczki.
Załoga obserwowała działania estońskich strażników i pracowników portowych, jednocześnie potajemnie przygotowując jednostkę do wyjścia.
Sabotaż prowadzony przez załogę
Marynarze starali się opóźniać rozbrajanie. Ukrywali elementy wyposażenia, utrudniali dostęp do urządzeń i pozorowali uszkodzenia.
Działania wymagały ostrożności. Otwarte przeciwstawienie się estońskim władzom mogło doprowadzić do natychmiastowego obsadzenia okrętu przez większy oddział, zatrzymania załogi lub użycia siły.
Przygotowania do ucieczki prowadzone były w tajemnicy, lecz musiały obejmować wystarczającą liczbę marynarzy, aby uruchomić okręt, opanować strażników i przeprowadzić jednostkę przez port.
Ucieczka ORP „Orzeł” z Tallinna
Ucieczka nastąpiła nocą z 17 na 18 września 1939 roku. Był to moment szczególny: w tym samym czasie Związek Radziecki zaatakował Polskę od wschodu.
Dowodzący okrętem Jan Grudziński zdecydował, że dalsze oczekiwanie zwiększa ryzyko całkowitego rozbrojenia. Około godziny drugiej rozpoczęto akcję. Załoga obezwładniła estońskich strażników i przystąpiła do wyprowadzania jednostki z portu.
Wyjście z portu
Manewr był niezwykle ryzykowny. Port był chroniony, a tor wodny mógł zostać zablokowany. Okręt musiał poruszać się bez wzbudzania alarmu tak długo, jak było to możliwe.
Podczas ucieczki jednostka otarła się lub uderzyła o element portowy, jednak nie została poważnie uszkodzona. Estończycy otworzyli ogień, lecz „Orzeł” zdołał wydostać się na otwarte wody.
Załoga zabrała ze sobą estońskich strażników. Później wysadzono ich na ląd, przekazując odzież, żywność i środki pozwalające bezpiecznie wrócić.
Znaczenie ucieczki
Wydarzenie stało się międzynarodową sensacją. Polska załoga odzyskała okręt, lecz ucieczka wywołała oskarżenia wobec Estonii o niewystarczające pilnowanie internowanej jednostki.
Związek Radziecki wykorzystał sprawę „Orła” propagandowo. Tak zwany incydent z Orłem stał się jednym z pretekstów do zwiększenia nacisku na państwa bałtyckie.
Dla Polaków ucieczka była natomiast symbolem niezgody na kapitulację. Załoga pozbawiona pełnego uzbrojenia, map i dokumentów ponownie znalazła się na morzu i mogła decydować o własnym losie.
Rejs bez map przez Bałtyk
Po wydostaniu się z Tallinna sytuacja jednostki nadal była bardzo trudna. Estończycy zabrali mapy nawigacyjne i część pomocy potrzebnych do bezpiecznego prowadzenia okrętu.
Bałtyk jest akwenem pełnym mielizn, wysp, wąskich przejść i pól minowych. Przedostanie się przez duńskie cieśniny bez odpowiednich map wydawało się niemal niemożliwe.
Załoga wykorzystała wiedzę nawigatorów, pamięć, dostępne spisy świateł i ręcznie odtworzone szkice. IPN podkreśla, że marynarze prowadzili jednostkę do Wielkiej Brytanii bez map i pełnych pomocy nawigacyjnych.
Ręcznie wykonana mapa
Jednym z najbardziej znanych elementów historii ucieczki jest odtworzenie potrzebnego układu wybrzeży i cieśnin na podstawie pamięci oraz dostępnych danych.
Nie była to oczywiście pełnowartościowa mapa morska. Każdy błąd mógł doprowadzić do wejścia na mieliznę, pole minowe albo obszar kontrolowany przez przeciwnika.
Nawigatorzy musieli wykorzystywać obserwację latarni morskich, głębokość wody, kursy, czas marszu i własne doświadczenie.
Unikanie niemieckich patroli
Po ucieczce okrętu Niemcy i Estończycy rozpoczęli poszukiwania. „Orzeł” musiał unikać samolotów oraz jednostek nawodnych.
Okręt nadal znajdował się na Bałtyku, gdzie przewaga niemiecka szybko rosła. Polskie porty były atakowane, a część wybrzeża znajdowała się już pod kontrolą przeciwnika.
Załoga przez pewien czas rozważała dalszą działalność na Bałtyku, jednak brak torped i map poważnie ograniczał wartość bojową jednostki. Ostatecznie podjęto decyzję o przedarciu się do Wielkiej Brytanii.
Przejście przez cieśniny duńskie
Aby dotrzeć z Bałtyku na Morze Północne, „Orzeł” musiał pokonać duńskie cieśniny. Był to jeden z najtrudniejszych etapów rejsu.
Przejścia były wąskie, płytkie i kontrolowane przez ruch morski. Nawigacja bez dokładnych map wymagała niezwykłej precyzji.
Okręt musiał unikać zarówno wejścia na mieliznę, jak i wykrycia przez jednostki niemieckie lub neutralne służby.
Znaczenie doświadczenia załogi
Sukces nie był wynikiem szczęścia. Wymagał dobrej znajomości zasad nawigacji, dyscypliny i właściwego podziału obowiązków.
Marynarze byli zmęczeni, a wyposażenie jednostki nie było kompletne. Mimo tego zachowali zdolność do wykonywania skomplikowanych manewrów.
Przejście „Orła” jest do dziś przywoływane jako przykład wysokiego poziomu wyszkolenia polskich podwodniaków.
Dotarcie ORP „Orzeł” do Wielkiej Brytanii
Po wyjściu na Morze Północne okręt próbował nawiązać kontakt z Brytyjczykami. Sytuacja była niebezpieczna, ponieważ niezidentyfikowana jednostka podwodna mogła zostać uznana za niemieckiego U-Boota.
Ostatecznie ORP „Orzeł” dotarł do Wielkiej Brytanii w październiku 1939 roku. Załoga została przyjęta jak bohaterowie.
Sukces miał ogromne znaczenie propagandowe. Polska kampania wojskowa na terytorium kraju dobiegała końca, ale polskie siły zbrojne odtwarzały się na Zachodzie. Przybycie nowoczesnego okrętu pokazywało, że Marynarka Wojenna nadal istnieje i zamierza kontynuować walkę.
Remont i uzupełnienie wyposażenia
Po przybyciu jednostka wymagała przeglądu, napraw i uzupełnienia brakującego wyposażenia. Trzeba było dostosować ją do współpracy z Royal Navy, uzupełnić mapy, środki łączności i uzbrojenie.
Polska załoga musiała również zapoznać się z brytyjskimi procedurami, systemami rozpoznawania jednostek oraz zasadami działania na Morzu Północnym.
Było to konieczne, aby uniknąć pomyłkowego ataku ze strony własnych okrętów i samolotów.
ORP „Orzeł” w służbie u boku Royal Navy
Po remoncie „Orzeł” rozpoczął patrole bojowe. Działał w ramach alianckiego systemu operacyjnego, lecz zachował polską banderę i polską załogę.
Głównym obszarem działań było Morze Północne. Okręt patrolował rejony żeglugi, podejścia do portów i trasy, którymi mogły przemieszczać się niemieckie jednostki.
Zadania patrolowe
Patrol okrętu podwodnego polegał na długotrwałym przebywaniu w wyznaczonym sektorze i oczekiwaniu na przeciwnika. Większość czasu nie przynosiła kontaktu bojowego.
Załoga musiała jednak stale zachowywać gotowość. Pojawienie się statku mogło wymagać szybkiego zanurzenia, identyfikacji celu i przygotowania ataku.
Okręt działał również w warunkach zagrożenia ze strony własnych sił. Brak właściwego rozpoznania mógł doprowadzić do tragicznej pomyłki.
Trudne warunki Morza Północnego
Morze Północne jest akwenem o zmiennej pogodzie, silnych wiatrach i wysokiej fali. Dla załogi okrętu podwodnego oznaczało to trudne warunki pracy, szczególnie podczas marszu nawodnego.
Jednostka musiała także uwzględniać liczne pola minowe. Zarówno Niemcy, jak i alianci stawiali miny w celu ograniczenia swobody ruchu przeciwnika.
To właśnie mina jest jedną z najczęściej rozważanych przyczyn późniejszego zaginięcia „Orła”.
Zatopienie niemieckiego statku „Rio de Janeiro”
Największym sukcesem bojowym ORP „Orzeł” było zatopienie niemieckiego transportowca „Rio de Janeiro” 8 kwietnia 1940 roku.
Polska jednostka napotkała statek w pobliżu norweskiego wybrzeża. Zachowanie transportowca wzbudziło podejrzenia. Dowódca „Orła” nakazał mu zatrzymanie się i zażądał okazania dokumentów.
Niemieccy żołnierze na pokładzie
„Rio de Janeiro” przewoził niemieckich żołnierzy, uzbrojenie, konie i wyposażenie przeznaczone do inwazji na Norwegię.
Statek nie wykonał skutecznie polecenia zatrzymania i próbował uzyskać pomoc. Po przeprowadzeniu procedury ostrzegawczej „Orzeł” odpalił torpedy.
Transportowiec został zatopiony. Rozbitkowie byli ratowani przez norweskie jednostki. Na brzegu pojawili się niemieccy żołnierze w mundurach oraz sprzęt wojskowy, co stanowiło wyraźny sygnał przygotowywanej operacji.
Brytyjskie dzienniki działań podwodnych potwierdzają, że zatopienie niemieckiego transportowca przez ORP „Orzeł” zostało powiązane z informacjami o żołnierzach ratowanych u wybrzeży Norwegii.
Ostrzeżenie przed inwazją na Norwegię
Zatopienie nastąpiło dzień przed rozpoczęciem niemieckiej operacji przeciwko Danii i Norwegii. Informacje przekazane przez Norwegów oraz okoliczności zatopienia wskazywały na bezpośrednie przygotowania do desantu.
Ostrzeżenie nie doprowadziło jednak do skutecznego zatrzymania inwazji. Niemcy rozpoczęli operację „Weserübung” 9 kwietnia 1940 roku.
Sukces „Orła” miał więc wymiar większy niż samo zatopienie jednego statku. Polska jednostka ujawniła element tajnej niemieckiej operacji wojskowej.
Ostatni patrol okrętu podwodnego Orzeł
23 maja 1940 roku ORP „Orzeł” wypłynął na kolejny patrol na Morzu Północnym. Okręt otrzymał sektor działania w rejonie, w którym występowały pola minowe i intensywna aktywność morska.
Jednostka nie powróciła do bazy. Nie odebrano również jednoznacznego meldunku wyjaśniającego jej los.
W czerwcu uznano, że okręt należy traktować jako zaginiony. Wraz z nim zginęła cała załoga znajdująca się na pokładzie. Zaginięcie było ogromnym ciosem dla niewielkiej polskiej floty podwodnej. Materiały edukacyjne IPN wskazują, że śmierć marynarzy „Orła” była szczególnie dotkliwa, ponieważ całe polskie siły podwodne dysponowały wówczas stosunkowo niewielką liczbą wyszkolonego personelu.
Co mogło się stać z ORP „Orzeł”
Brak wraku i jednoznacznych dokumentów sprawia, że przyczyna zatonięcia pozostaje nieznana. Powstało wiele hipotez, ale żadna nie została ostatecznie potwierdzona.
Najczęściej rozważane możliwości to:
- wejście na niemiecką minę,
- wejście na brytyjską minę,
- zatopienie przez niemiecki samolot,
- atak niemieckiego okrętu,
- pomyłkowy atak alianckiej jednostki,
- awaria techniczna,
- wypadek podczas zanurzenia.
Niektóre hipotezy są bardziej prawdopodobne od innych, lecz brak materialnego dowodu uniemożliwia zamknięcie dyskusji.
Hipoteza wejścia na minę
Mina jest często uznawana za najbardziej prawdopodobną przyczynę. Morze Północne było pokryte licznymi zagrodami minowymi. Nawet prawidłowo prowadzony okręt mógł znaleźć się w niebezpiecznym rejonie wskutek błędu nawigacyjnego, prądów, niepełnych danych lub nieznanego pola minowego.
Eksplozja miny mogła doprowadzić do natychmiastowego zatonięcia, bez możliwości nadania meldunku.
Rozważana jest zarówno mina niemiecka, jak i aliancka. W czasie wojny informacje o położeniu wszystkich zagród nie zawsze docierały do każdej jednostki na czas.
Hipoteza omyłkowego zatopienia
Inna teoria zakłada, że „Orzeł” mógł zostać omyłkowo zaatakowany przez siły alianckie. Okręty podwodne były trudne do identyfikacji, szczególnie po zanurzeniu.
Samolot lub okręt eskortowy mógł uznać polską jednostkę za niemieckiego U-Boota. Tego rodzaju tragiczne pomyłki zdarzały się w czasie wojny.
Brakuje jednak jednoznacznego raportu, który można byłoby bezpośrednio powiązać z zaginięciem „Orła”.
Hipoteza ataku niemieckiego
Możliwe jest również zatopienie przez niemiecką jednostkę nawodną, okręt podwodny lub lotnictwo.
Problem polega na tym, że zachowane raporty niemieckie nie wskazują w sposób pewny ataku odpowiadającego czasowi i miejscu zaginięcia polskiego okrętu.
Część meldunków opisuje ataki na niezidentyfikowane cele, ale nie ma dowodu, że którymkolwiek z nich był właśnie „Orzeł”.
Awaria lub wypadek
Okręt podwodny może zatonąć również bez działania przeciwnika. Awaria zaworu, uszkodzenie kadłuba, pożar, wybuch akumulatorów, błąd podczas zanurzenia lub utrata kontroli nad głębokością mogły doprowadzić do katastrofy.
ORP „Orzeł” był stosunkowo nową jednostką, ale nowoczesność nie oznaczała całkowitej niezawodności.
Bez odnalezienia wraku nie można sprawdzić, czy przyczyną były uszkodzenia bojowe, eksplozja zewnętrzna czy problem techniczny.
Poszukiwania wraku ORP „Orzeł”
Wrak „Orła” jest jednym z najbardziej poszukiwanych polskich obiektów historycznych na dnie morza. Organizowano liczne ekspedycje wykorzystujące sonary, pojazdy podwodne i nowoczesne systemy mapowania dna.
Morze Północne jest jednak ogromnym i trudnym obszarem poszukiwań. Dno pokrywają wraki statków, samolotów, okrętów wojennych i pozostałości wojennego wyposażenia.
Dlaczego odnalezienie wraku jest trudne
Nie znamy dokładnego miejsca zatonięcia. Ostatni znany sektor działań obejmował rozległy obszar.
Dodatkowo dokumentacja dotycząca pól minowych, meldunków lotniczych i ataków przeciwpodwodnych nie zawsze jest pełna. Część dokumentów mogła zostać zniszczona, błędnie opisana lub sporządzona na podstawie niedokładnych obserwacji.
Poszukiwania utrudniają:
- duża powierzchnia akwenu,
- znaczna głębokość w części rejonów,
- prądy morskie,
- słaba widoczność,
- liczne inne wraki,
- koszty użycia specjalistycznych statków,
- konieczność sprawdzania wielu obiektów sonarowych.
Błędne identyfikacje
W czasie ekspedycji odnajdywano różne wraki okrętów podwodnych, które początkowo mogły odpowiadać wymiarami „Orłowi”. Szczegółowe badania wykazywały jednak, że były to inne jednostki.
Każde takie odkrycie ma wartość historyczną, lecz nie rozwiązuje tajemnicy polskiego okrętu.
IPN oraz Muzeum Marynarki Wojennej podkreślają, że historia poszukiwań wraku jest nadal otwarta, a badacze wykorzystują coraz bardziej zaawansowane techniki.
Czy wrak ORP „Orzeł” powinien zostać wydobyty
Jeżeli wrak zostanie odnaleziony, pojawi się pytanie o sposób jego zabezpieczenia. Wydobycie tak dużej jednostki byłoby niezwykle kosztowne, trudne technicznie i ryzykowne.
Wrak jest przede wszystkim grobem wojennym. Spoczywają w nim szczątki członków załogi, dlatego wszelkie działania powinny uwzględniać szacunek dla poległych i wolę rodzin.
Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem byłoby:
- potwierdzenie tożsamości wraku,
- dokładne sfotografowanie i zeskanowanie jednostki,
- oznaczenie miejsca jako grobu wojennego,
- ograniczenie niekontrolowanego nurkowania,
- pozostawienie okrętu na dnie.
Wydobycie drobnych elementów mogłoby być rozważane wyłącznie po uzyskaniu odpowiednich zgód i wtedy, gdy służyłoby identyfikacji lub ochronie zabytku.
Załoga okrętu podwodnego Orzeł
Historia jednostki nie może być ograniczona do danych technicznych i nazwisk dowódców. Okręt funkcjonował dzięki pracy całej załogi.
Na pokładzie służyli oficerowie, podoficerowie i marynarze odpowiedzialni za nawigację, torpedy, silniki, elektrykę, łączność, sterowanie, obsługę urządzeń i codzienne utrzymanie jednostki.
Podczas ucieczki z Tallinna każdy dział musiał wykonać swoje zadanie. Nie wystarczyło obezwładnić strażników. Trzeba było uruchomić silniki, odcumować, prowadzić okręt, obsługiwać mechanizmy, obserwować port i reagować na zagrożenie.
Wspólnota zamknięta w kadłubie
Na okręcie podwodnym nie ma miejsca na przypadkową pracę. Błąd jednej osoby może zagrozić wszystkim.
Marynarze musieli ufać sobie nawzajem. Podczas zanurzenia nie można było liczyć na natychmiastową pomoc z zewnątrz. Załoga samodzielnie usuwała awarie, gasiła pożary, kontrolowała przecieki i utrzymywała odpowiednią głębokość.
Sukces ucieczki był więc dziełem całego zespołu, nie tylko dowódcy.
ORP „Orzeł” a film i literatura
Historia jednostki szybko stała się inspiracją dla książek, wspomnień, filmów i publikacji historycznych.
Najbardziej znanym dziełem kultury poświęconym okrętowi jest film „Orzeł” w reżyserii Leonarda Buczkowskiego. Produkcja przedstawiała dramatyczną historię internowania i ucieczki, budując wizerunek załogi jako symbolu niezłomności.
Różnice między filmem a historią
Film fabularny nie jest dokumentem. Część wydarzeń została uproszczona, połączona lub przedstawiona w sposób zwiększający dramatyzm.
Nie zmienia to faktu, że produkcja odegrała ogromną rolę w utrwaleniu historii okrętu w polskiej kulturze.
Dla wielu osób właśnie film był pierwszym kontaktem z opowieścią o ucieczce z Tallinna.
Literatura historyczna
Losom „Orła” poświęcono liczne książki i artykuły. Autorzy analizują:
- konstrukcję jednostki,
- osobę Henryka Kłoczkowskiego,
- rolę Jana Grudzińskiego,
- przebieg ucieczki,
- służbę w Wielkiej Brytanii,
- zatopienie „Rio de Janeiro”,
- hipotezy dotyczące zaginięcia,
- kolejne ekspedycje poszukiwawcze.
Tajemnica ostatniego patrolu sprawia, że temat nadal przyciąga historyków, nurków, hydrografów i pasjonatów wojskowości.
Następcy pierwszego ORP „Orzeł”
Nazwa „Orzeł” została po wojnie przekazana kolejnym polskim okrętom podwodnym. Był to sposób na zachowanie tradycji i upamiętnienie zaginionej jednostki.
Drugi ORP „Orzeł”
Drugi okręt noszący tę nazwę był jednostką projektu 613, znanego w kodzie NATO jako typ Whiskey. Został zbudowany w Związku Radzieckim i wszedł do polskiej służby w latach sześćdziesiątych.
Był przedstawicielem powojennej generacji okrętów podwodnych o napędzie diesel-elektrycznym. Konstrukcyjnie i technologicznie różnił się od przedwojennego poprzednika, lecz przejął jego nazwę i tradycję.
Trzeci ORP „Orzeł”
Trzeci ORP „Orzeł” jest okrętem projektu 877E Warszawianka, określanym przez NATO jako typ Kilo. Został zbudowany w Leningradzie i wszedł do służby w 1986 roku.
Muzeum Marynarki Wojennej podaje, że jest to trzeci okręt noszący nazwę „Orzeł” i dziewiętnasty okręt podwodny w historii polskiej Marynarki Wojennej.
Jednostka posiada sześć wyrzutni torpedowych, może stawiać miny i została dostosowana do współpracy w ramach NATO. Wojsko Polskie wskazuje, że jej zasięg przekracza 6000 mil morskich, a maksymalna głębokość zanurzenia wynosi około 300 metrów.
Okręt podwodny Orzeł projektu 877E
Współczesny ORP „Orzeł” różni się od przedwojennego okrętu niemal pod każdym względem. Jest produktem późnego okresu zimnej wojny i został zaprojektowany jako cicha jednostka przeznaczona do zwalczania okrętów nawodnych oraz podwodnych.
Typ Kilo zdobył opinię trudnego do wykrycia przy niewielkiej prędkości. Opływowy kadłub, izolowanie hałaśliwych urządzeń i odpowiednio zaprojektowany napęd ograniczają sygnaturę akustyczną.
Konstrukcja
Jednostka projektu 877E ma klasyczny napęd diesel-elektryczny. Na powierzchni lub przy użyciu chrap okręt korzysta z silników wysokoprężnych i ładuje akumulatory. Pod wodą porusza się dzięki silnikowi elektrycznemu.
W porównaniu z konstrukcją z 1938 roku ma znacznie nowocześniejsze sonary, systemy kierowania walką, urządzenia nawigacyjne i środki łączności.
Podstawowe zasady służby podwodnej pozostają jednak podobne: kluczowe znaczenie mają skrytość, dyscyplina akustyczna, wyszkolenie załogi i właściwe gospodarowanie energią.
Uzbrojenie
Sześć dziobowych wyrzutni może służyć do odpalania torped oraz stawiania min. Okręt jest przeznaczony do zwalczania zarówno jednostek nawodnych, jak i podwodnych.
Współczesna torpeda jest znacznie bardziej zaawansowana od broni używanej w 1939 roku. Może korzystać z aktywnych i pasywnych systemów naprowadzania oraz korygować kurs po odpaleniu.
Znaczenie dla polskiej floty
ORP „Orzeł” projektu 877E przez wiele lat pozostawał największym i najmłodszym polskim okrętem podwodnym. Wojsko Polskie podkreślało jego rolę w szkoleniu, ochronie morskich szlaków komunikacyjnych i ćwiczeniach sojuszniczych.
Jednostka reprezentuje jednak technologię opracowaną w czasach Związku Radzieckiego. Utrzymanie jej zdolności wymaga remontów, dostępu do części i odpowiednio wyszkolonego personelu.
Znaczenie okrętów podwodnych na Bałtyku
Bałtyk jest płytkim, stosunkowo zamkniętym morzem o intensywnym ruchu statków. Warunki hydrologiczne są skomplikowane, a zasolenie i temperatura wody zmieniają się w zależności od głębokości oraz rejonu.
Dla okrętów podwodnych oznacza to zarówno ograniczenia, jak i możliwości. Płytka woda utrudnia swobodne manewrowanie, ale złożone warstwy wody mogą wpływać na rozchodzenie się dźwięku i utrudniać pracę sonarów.
Zadania współczesnego okrętu podwodnego
Okręt podwodny może wykonywać między innymi:
- rozpoznanie,
- śledzenie jednostek przeciwnika,
- ochronę szlaków komunikacyjnych,
- zwalczanie okrętów nawodnych,
- zwalczanie innych okrętów podwodnych,
- stawianie min,
- wsparcie operacji specjalnych,
- odstraszanie potencjalnego przeciwnika.
Sama możliwość obecności jednostki pod wodą zmusza przeciwnika do angażowania fregat, śmigłowców, samolotów patrolowych i sonarów.
Wojsko Polskie zwraca uwagę, że nawet jeden okręt podwodny może znacząco komplikować działanie przeciwnika i blokować dostęp do ważnego obszaru morskiego.
Dlaczego legenda ORP „Orzeł” przetrwała
Historia pierwszego „Orła” zawiera wszystkie elementy wielkiej opowieści: nowoczesny okręt zbudowany dzięki społecznemu wysiłkowi, dramatyczny początek wojny, konflikt wokół dowódcy, internowanie, brawurową ucieczkę, rejs bez map, sukces bojowy i tajemnicze zaginięcie.
Najważniejsze jest jednak to, że legenda nie powstała wyłącznie z powodu niewyjaśnionej katastrofy. Zbudowała ją postawa załogi.
Marynarze mogli pogodzić się z internowaniem. Zamiast tego podjęli ryzyko odzyskania okrętu i przedostania się do miejsca, z którego możliwa była dalsza walka.
Symbol kontynuowania walki
Jesienią 1939 roku polskie państwo zostało zaatakowane przez dwóch agresorów. Wojska walczące w kraju ponosiły klęskę, a terytorium było okupowane.
Dotarcie „Orła” do Wielkiej Brytanii pokazywało, że wojna dla Polski się nie skończyła. Marynarka Wojenna zachowała część jednostek i personelu, które mogły działać u boku aliantów.
Tajemnica bez grobu
Brak odnalezionego wraku wzmacnia emocjonalny wymiar historii. Rodziny marynarzy nie otrzymały miejsca, przy którym można byłoby jednoznacznie oddać hołd poległym.
Morze stało się symbolicznym grobem załogi, lecz dokładne miejsce spoczynku pozostaje nieznane.
Każda kolejna ekspedycja poszukiwawcza budzi nadzieję na wyjaśnienie zagadki.
Okręt podwodny Orzeł w edukacji historycznej
Historia jednostki jest często wykorzystywana podczas lekcji, wystaw i wydarzeń poświęconych II wojnie światowej.
Pozwala omawiać jednocześnie:
- rozwój Marynarki Wojennej II Rzeczypospolitej,
- społeczne zbiórki na obronność,
- kampanię wrześniową,
- zasady neutralności i internowania,
- sytuację państw bałtyckich,
- powstanie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie,
- inwazję na Norwegię,
- technikę okrętów podwodnych,
- znaczenie pamięci o poległych.
Wystawy organizowane przez IPN i Muzeum Marynarki Wojennej pokazują zarówno konstrukcję okrętu, jak i losy poszczególnych członków załogi. Historia „Orła” jest dzięki temu przedstawiana nie jako abstrakcyjna legenda, lecz jako opowieść o konkretnych ludziach.
Najważniejsze daty w historii ORP „Orzeł”
Choć opowieść o okręcie najlepiej poznawać jako ciąg wydarzeń, kilka dat ma szczególne znaczenie:
- 15 stycznia 1938 roku – wodowanie okrętu w holenderskiej stoczni,
- 2 lutego 1939 roku – podniesienie polskiej bandery,
- 10 lutego 1939 roku – uroczyste przybycie do Gdyni,
- 1 września 1939 roku – rozpoczęcie działań wojennych,
- noc z 17 na 18 września 1939 roku – ucieczka z Tallinna,
- październik 1939 roku – dotarcie do Wielkiej Brytanii,
- 8 kwietnia 1940 roku – zatopienie „Rio de Janeiro”,
- 23 maja 1940 roku – wyjście na ostatni patrol,
- czerwiec 1940 roku – uznanie okrętu za zaginiony.
Daty te wyznaczają niezwykle krótką, lecz intensywną służbę jednostki. Od podniesienia bandery do zaginięcia minęło niewiele ponad rok.
Okręt podwodny Orzeł jako osiągnięcie techniczne II Rzeczypospolitej
Choć jednostkę zbudowano za granicą, sam program był ważnym osiągnięciem organizacyjnym i strategicznym Polski.
Państwo musiało określić wymagania, zgromadzić środki, wybrać stocznię, nadzorować budowę i wyszkolić załogę. Zamówienie dużego okrętu podwodnego pokazywało ambicję stworzenia floty zdolnej do prowadzenia nowoczesnej wojny morskiej.
„Orzeł” był konstrukcją kosztowną, ale przedstawiał realną wartość bojową. Mógł zagrozić dużym okrętom przeciwnika, prowadzić dalekie patrole i działać poza Bałtykiem.
Czy okręt był odpowiedni dla Bałtyku
Duże rozmiary miały zarówno zalety, jak i wady. Znaczny zasięg i uzbrojenie zwiększały możliwości ofensywne, ale płytki Bałtyk ograniczał swobodę ukrycia.
Konstrukcja mogła być najlepiej wykorzystana podczas ofensywnych patroli na szlakach komunikacyjnych. Plan „Worek” zmusił jednak „Orła” do działania blisko silnie chronionego wybrzeża, gdzie część jego zalet traciła znaczenie.
Nie świadczy to o błędności samego projektu, lecz o problemie niedopasowania taktyki do możliwości jednostki.
Czy ORP „Orzeł” mógł zmienić przebieg kampanii 1939 roku
Pojedynczy okręt podwodny nie mógł odwrócić wyniku wojny przeciwko Niemcom i Związkowi Radzieckiemu. Polska przewaga na morzu nie istniała, a główne rozstrzygnięcia zapadały na lądzie i w powietrzu.
„Orzeł” mógł jednak potencjalnie odnieść sukces przeciwko niemieckiej jednostce wojennej lub transportowej. Taki wynik miałby znaczenie moralne i operacyjne, lecz nie zatrzymałby agresji.
Największe znaczenie okrętu ujawniło się po opuszczeniu Bałtyku. W Wielkiej Brytanii mógł być wykorzystywany w szerszym systemie alianckich działań podwodnych.
Pamięć o załodze ORP „Orzeł”
Załoga zaginionego okrętu jest upamiętniana podczas uroczystości Marynarki Wojennej, wystaw, konferencji i ekspedycji poszukiwawczych.
Nazwiska marynarzy przypominają, że za legendą technicznej konstrukcji stoją ludzie. Każdy z nich miał rodzinę, doświadczenie, obowiązki i własną historię.
Pamięć o załodze powinna obejmować zarówno spektakularną ucieczkę, jak i codzienną służbę: wachty, obsługę urządzeń, naprawy, alarmy zanurzeniowe i długie godziny oczekiwania podczas patroli.
Grób wojenny na dnie morza
Po odnalezieniu wrak powinien być traktowany jako miejsce spoczynku poległych marynarzy. W wielu państwach wraki okrętów wojennych z załogami są chronione przed ingerencją, grabieżą i niekontrolowanym nurkowaniem.
Identyfikacja „Orła” miałaby ogromne znaczenie historyczne, lecz nie powinna oznaczać naruszenia spokoju załogi.
Okręt podwodny Orzeł jako ponadczasowa legenda
ORP „Orzeł” nie wsławił się długą listą zatopionych okrętów. Jego legenda ma inne źródło. Jest nim zdolność załogi do działania w sytuacji, która wydawała się bez wyjścia.
Internowany i częściowo rozbrojony okręt miał przestać uczestniczyć w wojnie. Marynarze odwrócili jednak bieg wydarzeń. Uciekli z portu, przeszli przez niebezpieczny Bałtyk, dotarli do Wielkiej Brytanii i ponownie rozpoczęli służbę bojową.
Zatopienie „Rio de Janeiro” pokazało, że jednostka nadal miała realną wartość. Zaginięcie na ostatnim patrolu pozostawiło natomiast pytanie, na które kolejne pokolenia próbują znaleźć odpowiedź.
Okręt podwodny Orzeł jest symbolem polskiej obecności na morzu, nowoczesnych aspiracji II Rzeczypospolitej, determinacji marynarzy i kontynuowania walki po klęsce kampanii wrześniowej. Jego historia łączy sukces techniczny, dramat wojny oraz tajemnicę, której rozwiązanie prawdopodobnie wciąż spoczywa na dnie Morza Północnego.

