Druga część fenomenalnej historii opowiedzianej przez Jakuba Gajewskiego, wieloletniego aktywistę i wiceprezesa Wolnych Konopi

Wspaniały człowiek, który opowiada równie wspaniałe anegdoty. 

Zapraszam do przesłuchania drugiej, ale nie ostatniej części z serii historii polskiego aktywizmu konopnego.

Poprzednia część: Od więzień do legalizacji. Historia polskiego aktywizmu cz. II

Sprawdź naszą recenzję konkursowej książki: Sprawdzamy „Konopne gotowanie” od Stonerchefów

Odbierz prezent!

Weź udział w konkursie!

Weź udział w konkursie!

Podoba Ci się to, co robię?

Wesprzyj Otwieramy Oczy!

Otwieramy Oczy to projekt stricte aktywistyczny. Żadna z platform, na której jestem nie pozwala mi zarabiać. Nie to zresztą jest moim priorytetem. Jest nim pomoc chorym, pokazywanie innowacyjnej drogi biznesowej ludziom, czy otwieranie oczu sceptykom. Często wyjeżdżam w celach aktywistycznych, realizuję projekty i wkładam w to wszystko mnóstwo czasu. Środki finansowe są mi potrzebne, żebym mógł po prostu dalej działać lub robić to jeszcze mocniej. Jeśli podoba Ci się to, co robię i korzystasz regularnie z moich materiałów, będę niesamowicie wdzięczny za pomoc w rozwoju Otwieramy Oczy, co jest jednoznaczne ze wzrostem świadomości społecznej.

 

Podcast do czytania

„Wrzucali nas przez szyby w wystawach sklepowych do środka do sklepów. Bili nas pałkami na ulicy na skrzyżowaniach.”

„Andrzeja wypuszczono i dostał później odszkodowanie od państwa polskiego za to, że go zawinięto. Dostał 80 tyś.-100 tyś. złotych. Pamiętam jak rozdał to wszystkim dookoła.”

„Z wielu ludzi zrobiły się garstki. Ale z tej garstki powstały potężne przyjaźnie, które do tej pory istnieją. Bardzo żałuję, że ludzie z którymi się rozeszliśmy nie brali tego pod uwagę.”

„Z racji tego, że wiedzieliśmy, że dla nas najważniejsza jest roślina, a nie nasza organizacja – sprzedając Palikotowi naszą sprawę wprowadzimy ją do mainstreamu. Ludzie zaczną rozmawiać na ten temat przy obiadku z rodziną.”

Otwieramy oczy – Podcast dla ludzi, którzy kochają prawdę. To też pierwszy w Polsce podcast konopny dla ludzi szukających innowacyjnego pomysłu na biznes czy dla pacjentów medycznej marihuany, użytkowników cannabis oraz osób, które chcą poznać prawdę na temat niesłusznie szykanowanej rośliny. Ja nazywam się Mateusz Zbojna i serdecznie zapraszam Cię na zieloną, szczerą podróż. 

Przed nami druga część rozmowy z Jakubem Gajewskim, wiceprezesem Wolnych Konopi. Nie będę robił długiego wstępu bo jak sami zauważyliście Kuba jest fantastycznym rozmówcą i nie trzeba go specjalnie zapowiadać po pierwszym odcinku. Jeżeli nie słuchałeś, zachęcam do odtworzenia 50. odcinka podcastu. Masa anegdot, wielka historia i naprawdę ciekawa osoba. Będzie niemniej ciekawie. Ciąg dalszy historii, inne anegdoty. Nie zapowiadam dłużej. Poprzedni odcinek zakończył poruszeniem w społeczeństwie konopnym spowodowanym tym, że Andrzej Dołecki wylądował za kratkami. Czy słusznie czy nie – zdradzę, że nie – oraz co zrobił dalej, dowiesz się z tego odcinka.

Chaos na marszu i aresztowanie Andrzeja

Jakub Gajewski: Andrzej jest o tyle fajnym człowiekiem, jest śmieszny, miły i dobry, że jego postawa do tego czasu zyskała wielu przyjaciół. Miał znajomych wśród dziennikarzy, aktywistów z innych dziedzin i polityków. Zauważyliśmy wtedy duże poruszenie.

Mateusz: To taka charakterystyczna rzecz dla Polaków. Jak wydarzy się większa tragedia to potrafimy się zjednoczyć jak mało kto. 

Dokładnie, tylko musi to być większa tragedia. Mniejsze tragedie nas nie ruszają, chociaż też są tragediami. Zrobiliśmy wówczas marsz na który przyszło 25 tyś. ludzi. To był bardzo duży marsz i straciliśmy nad nim kontrolę. Nie byliśmy na to przygotowani. Ale na szczęście nie zdarzyło się nic strasznego. 

Rok wcześniej zrobiliśmy marsz, który rozbiła policja. To były regularne walki na ulicy w Warszawie. Wrzucali nas przez szybę w wystawach sklepowych do środka do sklepów. Bili nas pałkami na ulicy na skrzyżowaniach. Wszystko wzięło się z tego, że zwinęli z marszu chłopaka, który palił jeszcze wtedy legalne dopalacze. Weszły właśnie na rynek. Chłopak postanowił zajarać na oczach policjanta i ten go wyciągnął z tłumu. 

„Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”!

– Połowa marszu poszła za tym policjantem na komisariat a połowa poszła w drugą stronę. Poszliśmy na komisariat i odbijaliśmy tego człowieka skandując. Policja się przestraszyła i wezwali posiłki. Zaatakowano nas. Wybuchła wtedy spora debata w mediach, oczywiście z negatywnym wydźwiękiem w naszą stronę. Zawinęli wtedy Andrzeja. To była jego oficjalna, pierwsza zawijka. Rozbili nas, zgnębili i zaaresztowali chyba z 50 osób. Nie mieściliśmy się na komisariacie. 

Aresztowani nie mieścili się na komisariacie i tak naprawdę mogli sobie uciec. Ale oni stali. Andrzeja zawinęli to my idziemy do klatki razem z nim. Nikt nie uciekał, każdy chciał być aresztowany. Przytaczam to, żeby pokazać jak mocno byliśmy skonsolidowani. Jak jeden szedł, to wszyscy szli. Nasze przyjaźnie budowały się na tragicznych sytuacjach, gdzie każdy mógł polegać na sobie. Jeżeli ktoś spękał to uciekał, a kto nie spękał ten zostawał. 

Z wielu ludzi robiły się garstki, ale te garstki tworzyły potężne przyjaźnie i do tej pory tworzą. Bardzo żałuję, że ludzie z którymi się rozeszliśmy nie brali tego pod uwagę. Nie było to dla nich ważne. W takich sytuacjach poznawaliśmy się i zaczynaliśmy się przyjaźnić. Niestety w grę wchodziły często interesy lub kwestie psychiczne. Niektórzy ludzie od nas po prostu odeszli w tamtym czasie. Ale jak widzicie, wszyscy za jednego, jeden za wszystkich.

Jak jeden szedł, to wszyscy szli. Nasze przyjaźnie budowały się na tragicznych sytuacjach, gdzie każdy mógł polegać na sobie. Jeżeli ktoś spękał to uciekał, a kto nie spękał ten zostawał.

Nowa era konopi

– Wracając do marszu, w którym Palikot zaistniał. Zawsze zależało nam na tym, żeby zaangażować polityków. Chcieliśmy, żeby jakakolwiek partia polityczna wzięła na sztandar ten temat. Wiedzieliśmy, że jest to problem polityczny. Owszem, społeczny również, ale to polityka zmienia prawo. W tamtym okresie żadna partia nie interesowała się tym, może poza Korwinem. Korwin zawsze był „za” i stanowił marginalną partyjkę, która jest za. To były jednak bardziej populistyczne kwestie typu: zioło jak ogórek. 

Korwin chciał, żeby El Chapo z Manuelem Felizem Galardo osiedlili się w Polsce i założyli tu kartele. Mikke chyba do tego dążył chcąc dopuścić zioło do Polski jak ogórki czy pietruszka. W utopii wspaniała idea, ale w rzeczywistości spowodowałoby to, że na mostach wisieli by ludzie bez głów jak Meksyku. Nie traktowaliśmy więc Korwina za poważnie. Fajnie, że wtedy był. 

W końcu jakaś partia, która miała szansę dostać się do sejmu czyli Ruch Palikota zainteresował się naszym środowiskiem. Od tego marszu 2011 zaczęła się nowa era dla konopi. Palikot wprowadził konopie do mainstreamu. My jako organizacja „sprzedaliśmy się” idei Palikota, dlatego, że wiedzieliśmy, że dla nas najważniejsza jest roślina, a nie nasza organizacja. „Sprzedając” Palikotowi naszą sprawę wprowadzimy ją do mainstreamu. Ludzie zaczną rozmawiać przy obiadku z rodziną. Media zaczną o tym mówić. Palikot miał swoich zaprzyjaźnionych dziennikarzy, to tak działa wszystko. 

Politycy uczą się od Wolnych Konopi!

– Zaczną mówić o tym w sejmie, bo w końcu partia w sejmie jest za legalizacją. Wolne Konopie się wtedy podzieliły i rozpadły. Główny trzon się podzielił i jedni odeszli, inni zostali. To rozmowa już na inny podcast. Sprzedaliśmy natomiast Palikotowi temat wiedząc, że nasza organizacja na tym ucierpi. To tylko organizacja, coś podrzędnego. Najważniejszy jest cel. Wzięliśmy wszystkie za i przeciw i postanowiliśmy, że walić te Wolne Konopie. I to, że obrażą się na nas konserwatyści i aktywiści konserwatywni. I połowa zwolenników, bo weszliśmy z Palikotem do polityki. 

Z Korwinem mogliśmy robić dalej to co robiliśmy – uliczne akcje z brakiem posłuchu. Z Palikotem mogliśmy wejść do sejmu i wprowadzić konopie do mainstreamu. I tak się stało. Palikot zaczął o tym rozmawiać i zaczął uczyć się od nas. Uczyliśmy jego polityków o co w tym wszystkim chodzi, bo oczywiście byli zieloni. Bardzo szybko wszystko chwytał, bo to inteligentny człowiek. Raz, dwa, trzy i rozwiązał sobie cały problem. Szkoliliśmy jego polityków co mają mówić, jakich argumentów używać, generalnie przygotowywaliśmy ich do tego, żeby w mediach jako tako wypadali. 

Wszyscy mówią o marihuanie, nawet starsi

– Zaczęła się era, gdzie zobaczyliśmy boom dotyczący pozytywnego przekazu na temat konopi. Skończył się negatywny czy neutralny przekaz. Przed Palikotem zapraszano do programu w telewizji 5 przeciwników i 1 zwolennika i ten zwolennik miał minutę, a 5 przeciwników miało 10 minut na wypowiedzenie swoich tez. Zwolennik był zakrzyczany i zmiażdżony przez tych 5 przeciwników legalizacji. 

Teraz zaczęło się dziać na odwrót. Prohibicjoniści zaczęli odchodzić w niepamięć, a zwolennicy zaczęli przeważać ze swoim przekazem. Zauważyłem wówczas, że starsi ludzie zaczęli się tym interesować. Starsi ludzie byli wyborcami tej partii. Całe społeczeństwo zaczęło przy obiedzie czy na rodzinnych spotkaniach, weselach o tym rozmawiać. Do nas docierały takie informacje. 

Aktywiści nam mówili: słuchaj, mój dziadek to, a mój stary tamto, wcześniej tak nie było. Zaczęło do nas dochodzić, że ludzie zaczęli o tym rozmawiać nie tylko w kategorii takiej, że jest to narkoman i trzeba go zgnębić, ukarać i leczyć. A w zasadzie nie traktowali tego nawet jako choroby tylko po prostu coś złego. Zaczęli mówić, że to zioło nie jest takie złe. Nie jest jak heroina czy inne twarde narkotyki. Zauważyliśmy, że ruszyło się w społeczeństwie. Jakbyśmy zdobyli wtedy sondaże przed Palikotem i po to byłby pewnie 10% wzrost słupka osób za legalizacją w społeczeństwie. 

Straty dla organizacji, ale zysk dla idei

– My jako organizacja ucierpieliśmy. Część z nas się rozpadła. Straciliśmy rękę, nogę i pół mózgu. Wielu aktywistów od nas odeszło mówiąc, że nie będą współpracować z lewakami. Uznaliśmy, że to ich sprawa. Walczymy o roślinę, a nie pogląd polityczny. Rozbiliśmy się wtedy dość poważnie, ale z własnej decyzji, straciliśmy przedstawicielstwa w miastach. Rozwiązaliśmy wiele przedstawicielstw. W tamtym okresie byliśmy w stanie zrobić 20-30 marszy na raz. We wrześniu zrobiliśmy 35 marszy w różnych miastach. 

Wyobraź sobie jaka to jest skala przedsięwzięcia. Co prawda wiadomo, że w wielu miastach organizacja takiego marszu przyniosła przeciwne skutki do zamierzonych. W marszach uczestniczyły głównie osoby niepełnoletnie. Teraz to już osoby dorosłe, ale wtedy byli niepełnoletni. Już wtedy się tym interesowali, bo trzeba pamiętać, że wtedy była to zajawka ludzi młodych. Młodzi byli katowani i bici. Dorośli tego nie używali. Pokolenie dorosłych nie znało marihuany, dopiero pokolenie młodych ją poznało. I to pokolenie zaczęło walczyć, żeby Ci rodzice nas nie gnębili. Bo tak naprawdę wojna z marihuaną to wojna z własnym obywatelem – wojna rodzica ze swoim dzieckiem jak tak sobie spojrzysz. Rodzice gnębią tych młodych i na dodatek wtrącają swoje dzieci do więzień. To absurd.

Mama i marihuana

– Moja mama nadal uważa, że za to co robię grozi mi więzienie. Czasami nawet ją nabieram. Nie do końca rozumie po co to robię i dlaczego. Ciągle jej to tłumaczę.

– Dokładnie. Miałem identycznie z moimi rodzicami. Oni już jednak od jakiegoś czasu rozumieją, dłużej niż krócej. Miałem jak Ty: „przestań to robić, zajmij się swoim życiem, w imieniu innych idziesz do więzienia. Marihuana to narkotyk, to Cię uzależni, zginiesz, trafisz do szpitala, umrzesz pod mostem. Takie były początkowe kwestie. Natomiast mój upór, moje zaangażowanie i też dojrzenie rodziców do tego tematu spowodowało, że zmienili zdanie i teraz są moim największymi kibicami. 

Słuchajcie, upór i konsekwencja w dążeniu do celu. Ja też byłem kiedyś brany za fanatyka, gościa co gada jakieś niestworzone rzeczy. Przecież tak nie jest, ja nie mam racji. Skąd ja w ogóle biorę te informacje, młody, głupi, a tyle gadam. Natomiast z czasem te informacje, które przekazywaliśmy zaczęły się potwierdzać. Wszystko co mówiliśmy wstecz w dzisiejszych czasach wychodzisz na nasze. Ludzie też to widzą i się zmieniają. Twoja mama też się zmieni i to zrozumie. 

– Czasami ze mną nawet zajara. Skomplikowana sytuacja generalnie.

– A widzisz. Mateusz to jest też mama, pamiętaj. To gen macierzyństwa. Ona zawsze będzie się o Ciebie martwić, zawsze będzie Cię kochać i zawsze będzie chciała dla Ciebie jak najlepiej. Jeżeli ona widzi zagrożenie, bo syn się włączył w taki temat, że grozi ludziom po 15 lat więzienia to zapala jej się czerwona lampka. Nieważnie, że nie jesteś dilerem tylko dziennikarzem konopnym i aktywistą. Nie robisz jakichś nielegalnych rzeczy ale dla niej jedno z drugim się wiąże. 

Propagowanie właściwego poglądu na roślinę

– Trzeba pamiętać, że ludzie nie mają na ten temat pojęcia i nie muszą mieć, bo to ich nie dotyczy. Należy im to wytłumaczyć w taki sposób, żeby mieli jakikolwiek pogląd na to. Nie musi być głęboki pogląd, ale musi być właściwy. Czyli tak jak jest naprawdę. To jest właśnie nasze zadanie, żeby edukacją spowodować w społeczeństwie to, że nawet jeżeli temat nie leży w obrębie ich zainteresowań, to pogląd na sprawę jest właściwy. 

Czyli taki, że człowiek, który używa nie jest przestępcą tylko ma przykładowo problemy na tle psychicznym albo chce po prostu spróbować, jest użytkownikiem okazjonalnym. Może się poczuć czasami dobrze, a czasami źle. Ale nie jest to czyn, który grozi społeczeństwu, grozi państwu, co jest karygodne. Bo to nie jest karygodne. To roślina, którą dla innych zesłał Bóg, dla innych stworzyła matka natura i trzeba pamiętać, że jest najbardziej przydatną rośliną człowiekowi i nie można za nią wsadzać do więzienia. 

Walka z naturą jest dla mnie karygodna. Ludzie, którzy walczą z naturą czyli chcą wykluczyć rośliny z przestrzeni publicznej są dla mnie wynaturzeniem. To jest dla mnie coś nienormalnego. Rozumiem, że to trzeba ograniczać i to jest też rozmowa na inny podcast. Należy edukować ludzi, żeby ta inicjacja była jak najpóźniej, znam negatywne skutki marihuany na własnej skórze więc jestem tego świadom. Trzeba w społeczeństwie wywołać takie wrażenie i co najlepsze – udaje się nam to!

To jest właśnie nasze zadanie, żeby edukacją spowodować w społeczeństwie to, że nawet jeżeli temat nie leży w obrębie ich zainteresowań, to pogląd na sprawę jest właściwy.

Absurdy sprawy Andrzeja

– Takie rootsowe, organiczne działanie takich ludzi jak my – nie mówię aktywistów Wolnych Konopi. Ale jest bardzo dużo osób które zmieniają świat wokół siebie. Przekazują informacje rodzinie, znajomym i tacy ludzie robią największą robotę. Tym bardziej, że mają posłuch w tym środowisku. Tak to mniej więcej wygląda. Wracając do chronologii wydarzeń, było aresztowanie Andrzeja, był marsz, był Palikot, który o Andrzeju zaczął mówić w mediach oficjalnie. O tym co to ma być, czemu go Tusk aresztował, należy go wypuścić z więzienia. 

Rzeczywiście nasi adwokaci zobaczyli akta sprawy i po prostu ręce im opadły. Policja napisała, że Andrzej pojechał kupić 5 kg zioła, ale posadzono roślinę miesiąc wcześniej. Czyli zioło w miesiąc urosło i w miesiąc dali mu tyle zioła. Jest to niezgodne z rzeczywistością, bo zioło rośnie 4 miesiące na dworzu w Polsce. Sami w swoich zeznaniach z powodu niewiedzy jak rośnie roślina i jak to się odbywa, strzelili sobie w stopę. Adwokat, któremu wytłumaczyliśmy na czym to wszystko polega, wypisał co się nie zgadza. I jak sąd, który rozstrzygał sprawę Andrzeja zobaczył co Ci policjanci poczynili to odpuścił. 

Odszkodowanie za więzienie i chęć na nowe akcje

– Mistrzostwa Europy minęły. Wtedy nie obchodziło już nikogo czy Andrzej wyszedł czy nie. O sprawie zapomniano. Andrzeja wypuszczono i dostał później odszkodowanie od państwa polskiego za to, że go zwinięto. Dostał 80-100 tyś. złotych. Pamiętam jak rozdał to wszystkim dookoła. Andrzej jest niesamowity, jest człowiekiem po prostu. Tak się zakończyła sprawa, która też była krokiem milowym, ponieważ zaczęto brać nas trochę poważniej. Zaczęto zauważać to, że Wolne Konopie to nie jest banda wariatów, którzy pieprzą bzdury. Rzeczywiście problem istnieje i mówią konkretnie i merytorycznie. Mimo, iż w naszym środowisku organizacja została pokiereszowana, to w poglądzie społecznym organizacja zyskała na wiarygodności. Jakby nie patrzeć cel osiągnęliśmy, ponieważ o konopiach zaczęto mówić też dobrze. Nie negowano tylko tego. Dzięki temu media zaczęły zmiękczać przekazy dotyczące marihuany.

Zaraz po tej akcji jak Andrzeja wypuszczono byliśmy nakręceni na to, że musimy coś zrobić. Postanowiliśmy zrobić radykalną akcję, która też się odbiła w całym świecie echem. Akcja palenia jointów pod sejmem. Ogłosiliśmy, że jedziemy jarać jointy pod sejmem. Mieliśmy już wtedy Palikota, który powiedział, że ochroni nas immunitetem w razie czego. Będą nas chronić politycy, będziemy mogli ukryć się w sejmie gdzieś, gdzie policja nie ma wejścia. Zajebista wspólna akcja z politykami. 

Zdobyliśmy szacunek policji!

– Była gruba zima, -10 stopni, śnieg na dworzu, na akcję przyszło 60 osób. Każdy miał wyciągnąć jointa. Backstage tej akcji był jednak taki, że już wcześniej dostawaliśmy sygnały. Mieliśmy wtyki w Komendzie Głównej Policji, bo zaczęto nas już wtedy też popierać. Zanim dokończę, powiem, że do 2011 roku policja brała nas za wrogów. Po marszu 2011 zaczęto nas traktować jak ludzi, którzy walczą o swoje, nie uginają się pod pręgierzem policji, zdobyliśmy ich szacunek – sami nam to mówili. Jak nas rozpracowywali, wtrącali do aresztów, następowały zatrzymania, mówili nam, że jesteśmy konsekwentni i nie pękamy. Nabrali do nas szacunku.

Jak to się zaczęło objawiać? Teraz jak robiliśmy jakaś manifę to policja zapraszała nas na odprawy w związku z manifestacją. Wcześniej nikt nas nie zapraszał. Knuto przeciwko nam na tej odprawie i myślano jak nas zgnębić i rozbić tą manifestację. Teraz wspólnie dogadywaliśmy się, żeby to się odbyło bez konsekwencji dla miasta, ludzi. I żeby się to odbyło sprawnie, żeby karetki mogły przejechać i żeby nie paraliżować miasta. Zauważyliśmy wtedy zmianę. Obecnie wszystkich znamy z tej Komendy, może nie jesteśmy przyjaciółmi, ale 20 lat już wspólnie organizujemy manifestacje, więc jesteśmy na „cześć” i nie ma problemów. Zaakceptowano nas.

Akcja „palenia jointów pod sejmem”

Wracając do akcji palenia jointów pod sejmem. Mieliśmy wtyki, że robią na nas akcję, żeby ta manifa się nie odbyła. Chcą nas wszystkich zwinąć. Szykują na nas ataki. Z ekipą i Andrzejem wymyśliliśmy, że kupimy majeranek. Andrzej go weźmie, podzielimy go po gramie. Mieliśmy wtedy ganjobusa, za którym policja jeździła. Jeden z członków Probl3mu był z nami. Nasz kolega i przyjaciel. Jak policja dopadła ganjobusa to spierdzielał tak, że kurtka mu spadła. Andrzej ją przejął i później w niej chodził. Poszedł w niej do aresztu, bo policja zagrodziła drogę busowi, który jechał na akcję. Wpadli do środka busa i zobaczyli 500 woreczków. 

Wzięli Andrzeja do aresztu. Musiał tam siedzieć. Zmarnowaliśmy wtedy wszystkie testy na narkotyki jakie policja miała w Warszawie. Przez 1-2 miesiące nikt nie miał testu na narkotyki zrobionego, ponieważ wszystko poszło na majeranek. Wypuścili Andrzeja, ale później, już w trakcie działania akcji. Andrzej wziął na siebie całą akcję policji, a my mogliśmy zrobić akcję. Przyszliśmy z prawdziwym ziołem, bo jak palimy jointy to mają być jointy. Zaprosiliśmy polityków Palikota. Palikot wziął wtedy pierwszego bucha tego jointa, wszystkie media porobiły mu zdjęcia. W każdej gazecie później było pokazane, że czynny polityk jara zioło. Nawet w Washington Post się to pojawiło, w europejskich gazetach o tym powiedziano. Pisano też do nas później i propsowano za tą akcję. 

Akcja „Placek z haszem dla premiera”

Rzeczywiście wtedy wywołaliśmy potężną debatę. Palikot dostał mocno po łebkach. Miał to jednak gdzieś. A dostał chyba nagany od marszałków. Natomiast uzyskaliśmy to co chcieliśmy. Po tej akcji naszła nas ochota na robienie częstszych dywersyjnych akcji. Bardziej merytoryczne niż w latach młodzieńczych. 

Wypożyczyliśmy przyczepkę i postawiliśmy ją przed sejmem na terenie prywatnym. Nie można było jej zwinąć. Posadziliśmy tam zioło i ogłosiliśmy, że Wolne Konopie uprawiają marihuanę pod sejmem. Co mogło to rosło, mini roślinki. W tym czasie zorganizowaliśmy też akcję „Placek z haszem dla premiera”. Nasz ówczesny aktywista Tomek Obara Felgota zaniósł ten placek premierowi. Oczywiście premiera nie było i został aresztowany, bo wykryto śladowe ilości haszyszu. Afera była, w sejmie zatrzymali człowieka z plackiem z haszem. 

W przekazie medialnym to było śmieszne, bo chodziło o placka. Ludzie się bardziej z tego śmiali, aniżeli byli przerażeni. To jest fajne, ponieważ palenie jointów pod sejmem to akcja trochę bardziej napawająca strachem, a placek z haszem wyglądał śmiesznie. Akcje robione na śmiesznie przynoszą bardzo dobre efekty. Rozbijają tą negatywną aurę wobec tego tematu. Co ciekawe 5 czy 8 lat później policja odesłała nam ten placek z haszem w pudełeczku po czekoladkach merci. Podziękowali nam za ten placek. Pamiętam, że z Andrzejem gryźliśmy go. Był taki twardy, że prawie zęby połamaliśmy. Fajna to była akcja. Debata została poważnie wywołana. 

Miasteczko Wolnych Konopi

– Wtedy, mój Drogi, zaczęły się konopie w mainstreamie obracać na poważnie. Nastała nowa era. Wyszliśmy ze średniowiecza, z ery inkwizycji, katowania i weszliśmy w oświecenie. Naród zaczął się oświecać. Kolejną poważna akcja, mimo, że robiliśmy wszystko na śmiecha. Niemniej ta akcja odbiła się w mediach. Stworzyliśmy miasteczko Wolnych Konopi pod sejmem. Rozłożyliśmy namioty, rozstawiliśmy nawet celę, którą wtedy woziliśmy po miastach. 

Tak, rozstawialiśmy się z celą, prawdziwą, taką jak w więzieniach. Andrzej wyniósł jakieś ręczniki z więzienia jak wychodził, kupiliśmy na Allegro powięzienne prycze. Więzień nam podkradł widelce plastikowe z więzienia. Zaczęliśmy stawiać cele w centrach miast. Nasi aktywiści w nich siedzieli i pokazywali taki obraz społeczeństwu. Ktoś podchodził do tej celi pytając o co chodzi, to odpowiadali, że siedzą za zioło. Cela była jedną z akcji, za które najbardziej nas propsowano. Dotarła do zwykłych ludzi, którzy się tym nie interesują, do ludzi starszych i ludzi, którzy zauważyli, że takim performancem gdzie ten człowiek siedzi ciągle w tej celi i tłumaczy ludziom, którzy podchodzą o co chodzi w tym wszystkim. 

To zainspirowało nas do stworzenia miasteczka Wolnych Konopi pod sejmem. Uznaliśmy, że będziemy tam siedzieć aż do momentu legalizacji. Tak ustaliliśmy. We wszystkim pomogli nam posłowie. Załatwili nam pozwolenia, dofinansowali namioty, żeby to wszystko zorganizować. Postawiliśmy miasteczko, celę. W okresie kiedy sejm pracował to nawoływaliśmy, skandowaliśmy, zaczepialiśmy polityków, którzy wychodzili z sejmu. Zaczepialiśmy ludzi, gotowaliśmy żarełko dla ludzi, robiliśmy wykłady, graliśmy muzyczkę. 

Ognisko pod sejmem i kanadyjscy żołnierze

– Przychodziła noc, ale my nie idziemy spać. Każdy chwytał zioło, szedł do swojego namiotu, w namiocie trzyosobowym po 15 osób. Policja nas pilnuje, my jaramy, z namiotów wylatuje pełno dymu. Policjanci nie wiedzą co robić. Nie aresztują, ale łażą. Dogadaliśmy się, że nie będą robić boruty i nas aresztować, ale żebyśmy nie przesadzali. Tam była m.in. ambasada, więc prosił żebyśmy jarali w namiotach 1 jointa zamiast 10, a później drugiego. Zaczęli z nami taki przekaz. Alkohol też był. Posłowie zrobili z nami ognisko pod sejmem. Jaja jak berety. 

Musieli być z nami posłowie, żeby chronić nas immunitetem. Policja nie mogła nas wtedy aresztować. Musieli więc mieć dyżury, jeden od 3-5, drugi od 5-8 rano itd. Jednakże oni się tam nudzili, nie jarali jointów więc poszli w alkohol. Jak się napili to zaczęło z nich wychodzić prawdziwe „ja” poselskie. Co najlepsze, wszystko nagrywaliśmy. Nie mogło wyjść, że jest boruta na miasteczku Wolnym Konopi. Jak to wygląda. Szczególnie, że to nie my tylko posłowie.

Pamiętam, że graliśmy raz o 1 w nocy we frisbee pod sejmem i wpadło na teren Ambasady Kanady. Kolega, nie zastanawiając się wskoczył na teren tej ambasady. To jest wtargnięcie na cudzy teren, poważna sprawa. Zaaresztowali go kanadyjscy żołnierze i nie chcieli go wypuścić. Negocjował z nimi, że jak go wypuszczą to więcej nie wskoczy. Akcje były niesamowite. 

O tym mógłby dużo również opowiedzieć Andrzej, bo w tych akcjach uczestniczył i ma lepszą pamięć. W każdym razie wychodziło na to, że nasz kolega spowodował konflikt między kanadyjskimi ochroniarzami a polską policją, która chciała go aresztować. Jak kanadyjczycy się dowiedzieli po co wskoczył i że chodziło o frisbee, a policja chce go aresztować to nie chcieli go oddać polskim władzom. Były negocjacje przez płot. 

Nagranie i chaos w mediach

– W tym czasie posłowie pili dużo wódki. Obok ogniska zaczynała się tworzyć kupa pustych butelek. Była boruta i to wszystko nagraliśmy. Później groziło to tym, że Ruch Palikota mógł szybko stracić w oczach społeczeństwa. Dziennikarze chcieli kupić od nas to nagranie za grubą kasę. Dla nas, bo dla nich to za darmo. Z racji lojalności względem Palikota pokazaliśmy mu to nagranie, a on pozawieszał tych posłów. W obecności Palikota i członków Ruchu złamaliśmy kartę SD i nagrania nikt więcej nie zobaczył. Działy się tam jednak ciężkie rzeczy. 

Pokazano nam wtedy jak posłowie potrafią się zachowywać. Wiedzieliśmy już o tym wcześniej, bo bywaliśmy na korytarzach baru sejmowego i widzieliśmy jak się posłowie i posłanki topią we własnych wymiocinach po alkoholu. Tak to wyglądało. Miasteczko Wolnych Konopi istniało około 2 tygodnie, później skończyły nam się żywność i pieniądze. Po aferze z Palikotem, nie chciał już do nas wysłać posłów bo znowu się napiją. Natomiast to było kolejne uderzenie i wywołanie debaty w mediach i w sejmie. 

Wprowadzenie art. 62A

– Miasteczko było też spowodowane tym, że wiedzieliśmy, że ma wejść artykuł 62A. Tusk chciał zrobić coś dla swoich wyborców, bo to było przed wyborami. Chciał zelżeć ustawę prohibicyjną i wprowadził art. 62A czyli posiadanie niewielkich ilości substancji odurzających na własny użytek, które w okolicznościach konkretnej sprawy może być uznany za czyn o niskiej szkodliwości społecznej i to rozstrzyga prokurator, który może odstąpić od ścigania. To był ukłon w stronę naszego środowiska żeby nas tak nie gnębiono. 

Trzeba wiedzieć, że działały też inne organizacje pozarządowe w Polsce, ale nie użytkowników marihuany, a stricte ludzi od uzależnień. Nie mówię o MONARze, którego działania zawsze były zgodne z linią rządu. Jak była prohibicja, to MONAR był za prohibicja i karaniem. Były natomiast też takie organizacje jak Polska Sieć Polityki Narkotykowej, wtedy też Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii zauważyło, że to większym problemem jest wsadzanie ludzi do więzień niż sama marihuana. Zaczęło z nami nieśmiale współpracować i sygnalizować rządowi, że to zbyt radykalne – wsadzanie zwykłych użytkowników. Dilerzy tak naprawdę dalej funkcjonują, czarny rynek się rozrasta, a ustawa skupia się na zwykłych użytkownikach, którzy nie powinni być karani. Tusk więc swoim wielkim palcem wskazał na to, że może jednak warto wstawić art. 62A.

Ogłosiliśmy wtedy sukces, bo zauważyliśmy delikatną odwilż. Oczywiście ten paragraf nie działał przez pierwsze 3 lata, ponieważ prokuratorom łatwiej było wsadzić kogoś do więzienia niż mu umorzyć. Żeby umorzyć, trzeba było napisać poważne uzasadnienie dlaczego się umarza. Aby skazać natomiast trzeba tylko skopiować wniosek z poprzedniej sprawy i iść dalej. Chcę przypomnieć, że to jest taśma. Jeżeli prokurator czy sędzia ma się napracować, to woli się nie napracować i pójść z nurtem rzeki. I jak na taśmie powsadzać ludzi. 

Ogłosiliśmy wtedy sukces, bo zauważyliśmy delikatną odwilż.

Szkolenie sędziów i prokuratorów

– Dzięki temu, że środowisko aktywistów współpracowało wtedy ze sobą dość prężnie, dogadaliśmy się z Krajowym Biurem ds. Przeciwdziałania Narkomanii, że stworzymy szkolenia. Ale oczywiście Wolne Konopie nie mogą tych szkoleń robić, bo nie. Mogą to robić ludzie z tytułami i tacy, którzy nie są użytkownikami przede wszystkim, ale działają. Czyli psychoterapeuci, prawnicy itd. Dzięki temu stworzyliśmy cykl szkoleń dla prokuratorów i sędziów. To były dobrowolne szkolenia i na początku nikt nie przychodził bo nikomu się nie chciało. Później Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii trochę ich przymusiło, żeby jednak przyszli. 

Zaczęto więc szkolić prokuratorów, żeby częściej korzystali z art. 62A i orzekali umorzenia. Jeżeli ktoś ma 1 gram to może nie jest odrazu dilerem. Paragraf zaczął funkcjonować i stosowany jest z roku na rok coraz częściej i lepiej. Jest coraz więcej umorzeń. Oczywiście to wszystko jest niewystarczające i dalej jest to represja. Człowiek musi przejść cały mechanizm poniżenia go od A do Z, żeby na końcu ewentualnie dostać to umorzenie. Może dostać je chyba już na etapie prokuratora, nie musi iść do sądu więc bywa to skrócone. Prokuratorzy jednak często wolą wsadzić kogoś i niech sąd zadecyduje, może można umorzyć. Jest wciąż niewiele umorzeń czysto prokuratorskich. Jest ich coraz więcej ale niewystarczająco. Trzeba pamiętać, że wpada coraz więcej ludzi, bo już 40 tyś. rocznie w Polsce. Ogólnie za używki. Zdecydowana większość za marihuanę, jakieś 80%. 

Ten paragraf też był takim krokiem milowym. Trzeba też przyznać, że wprowadziła go Platforma Obywatelska, która do tej pory bardzo drastycznie obchodziła się z wszelkimi naszymi inicjatywami. Nawet bardziej drastycznie niż za rządów Kaczyńskiego czy bardziej konserwatywnych stron. I nie wiem czemu tak to wygląda. 

Jędrzej Sadowski dołącza do grona Wolnych Konopi

– To, moi Drodzy, już rok 2015. Jest to 15 lat aktywizmu ulicznego. Jednak w tym czasie my jesteśmy też już lobbystami. Shakowaliśmy system. Chciałbym przypomnieć jedną rzecz. W 2014 roku Jędrzej Sadowski, nasz prawnik z Wolnych Konopi. Wyskoczył nagle w Gazecie Wyborczej. Patrzymy nagle, że jakiś gość zaniósł zioło na komisariat i powiedział, żeby go zaaresztować. On pochodzi z rodziny prawniczej i wiedział co zrobić, żeby mu tę sprawę umorzono. Rozpoczął proces karny wobec swojej osoby. Rzeczywiście jego argumentacja doprowadziła do tego, że sprawę umorzono. 

Był pierwszym, któremu umorzono taką sprawę na mocy nowego paragrafu. Otworzył linię orzeczniczą wobec takich osób. Prokurator mógł zobaczyć jak sprawa wyglądała, jaki paragraf zastosowano, jakie uzasadnienie napisano i postąpić tak samo. Nie musiał wymyślać co ma zrobić, tylko może skopiować, jak mówiłem wcześniej. I może wtedy umorzyć. To była wtedy gruba afera, że ktoś tak nagle wyskoczył. Chcieliśmy Jędrzeja poznać. Dołączyliśmy go do naszych struktur, bo chcieliśmy mieć takiego chłopaka. Jędrzej później bardzo dużo zrobił dobrego, pomimo, iż na początku było pare niesnasek. W późniejszym czasie zdobył duże zasługi, dlatego, że zmieniło się prawo w kwestii medycznej marihuany. Ale o tym jeszcze opowiem w innym podcaście.

Po 2014 roku i wprowadzeniu paragrafu zaczęła się moja sprawa. Aresztowano mnie wtedy. Kolejna sprawa, która odbiła się szerokim echem. Sprawa, która wprowadziła na inny poziom debatę na temat marihuany i jej właściwości leczniczych. Pamiętam, że jak wyszedłem z aresztu, ze swoim postem dotarłem do 4 mln ludzi. Mój temat był głównym tematem w faktach 2 dni pod rząd w tamtym okresie. Byłem w Faktach, w TVN24 i innych wiadomościach. Wyobraź sobie ile ludzi musiało to zauważyć. Tak naprawdę moja sprawa rozpoczęła proces zmian w prawie dotyczących medycznej marihuany. Uświadomili mi to moi adwokaci później, którzy przy tej sprawie funkcjonowali. 

Głośna sprawa Jakuba Gajewskiego

– Pamiętam, że jako ledwo początkujący użytkownik słyszałem o tej sprawie. Nie interesowałem się wtedy jeszcze aktywizmem, bo byłem bardzo młodym człowiekiem, nastolatkiem. Nie polecam zaczynania w takim wieku, podobnie jak Ty. Ale dużo wiedziałem o tej sprawie.

– Tak, było o tym głośno. Sam to odczułem. Ludzie rozpoznawali mnie na ulicach w Jeleniej Górze. Zawsze prztykałem się tam z narodowcami, ale tak fajnie, nie że się biliśmy i uciekaliśmy. Wymienialiśmy się poglądami, ale oni zawsze mnie szanowali jako tego lewaka, z którym warto porozmawiać i nie pierniczy głupot. Potrafiłem ich nawet spacyfikować rozmową. Wchodzili, żeby pobić ekipę, która skandowała na rynku w Jeleniej Górze, a wychodzili z przybitymi piątkami. Widać to też teraz. Narodowcy nie są w kontrmanifestacjach, jarają zioło, są spacyfikowani i nie są tak agresywni. Bojówki zelżały. Oni widzą to sami po sobie i my to też widzimy. 

Większość kibiców jest z ganją za pan brat. Ten najbardziej radykalny przeciwnik odpadł. To też zmiana po erze Palikota, skończyły się kontrmanifestacje na marszach Wolnych Konopi. Kibice Legii są teraz w pierwszym rzędzie na marszach i krzyczą „Palić, sadzić, zalegalizować” ale nie „trawa dla bydła”. My im na to odpowiadaliśmy „twoja stara też to jara”. Takie wymiany poglądów. A po środku policja. I tak było zawsze. Jak skandowanie się znudziło to rzucaliśmy się wzajemnie butelkami i kamieniami. Tak to wyglądało, teraz na szczęście idziemy wszyscy wspólnie w porozumieniu i każdy zapomniał o poprzednich niesnaskach. 

Medialne manipulacje i zmiana przekazu

– Wracając do mojej sprawy. Akcja była taka, że byłem oskarżony o wewnątrzwspólnotowy przemyt substancji odurzającej w postaci żywicy z konopi innych niż włókniste. Było to bardzo nowatorskie dla organów służb ścigania. Na tyle, że nigdy wcześniej nie widzieli czegoś takiego na oczy. 

Moje aresztowanie i manipulacja w mediach. Na własnej skórze przekonałem się jak program telewizyjny może zmanipulować przekaz medialny na temat danej osoby. Zanim dziennikarze skapnęli się kogo aresztowano i kim jestem to zrobili o mnie materiał w kontekście negatywnym. Mówiono w nim, że wpadłem, że miałem jakichś pacjentów, uzależniałem, sprzedawałem. Mówili, że to nie leczy, nie ma właściwości medycznych i generalnie jestem złym człowiekiem. 

Kiedy wyszedłem z aresztu, bo program wyszedł jak siedziałem, obczaiłem go. Każda sekunda była przekłamana i niezgodna z rzeczywistością. Napisałem posta, który tłumaczył każdą sekundę tego programu. Pokazałem, że jest inaczej. Kiedy ludzie zobaczyli jak bardzo to jest zmanipulowane, w tym aktywiści, znajomi dziennikarze czy inni ludzie zaufania publicznego, którzy mnie znali i wiedzieli, że jestem w porządku. Nie jestem dilerem, który uzależnia innych i wzbogaca się na tym. Wiedzieli, że robię to w celach aktywistycznych, w celu pomocy ludziom. 

Zobaczyli jak bardzo zostałem zgnębiony przez TVN24 i pomniejsze inne wiadomości. Zaczęli tłumaczyć dziennikarzom o co w tym wszystkim chodzi. No drugi dzień po obejrzeniu tego programu, TVN24 zrobił z tych samych materiałów, czyli wypowiedzi lekarza, policjanta, pacjenta itd. całkowicie przeciwny program o mnie w kontekście pozytywnym. Wycięli 3 sekundy, w których Doktor Jarosz mówi coś złego. W następnej usłyszałem, że mówi nagle o mnie tylko dobrze, że trzeba zalegalizować. To pokazuje jak można z jednego materiału zrobić dwa całkowicie przeciwstawne sobie programy. 

Olej z THC jako panaceum na całe zło

– Wtedy tak naprawdę poruszyłem bardzo dużo ludzi. Dlaczego? Dlatego, że to dotyczyło ludzi chorych i dzieci. Byłem undergroundzie olejowym, bo zanim mnie aresztowano to 2 lata dostarczałem ludziom olej. Zaczęło się od mojego taty. Później byli ludzie chorzy w środowisku moich znajomych. Myślałem wtedy, że odkryłem eliksir życia i wyleczę połowę społeczeństwa tym preparatem. Do tej pory tak sądzę, ale już wiem, że społeczeństwa nie wyleczę. Myślałem, że mam w ręce świętego Graala, o którym społeczeństwo nic nie wie. 

Podając to pacjentom, szczególnie tym bardzo ciężkom chorym widziałem jak potrafią „wstać na nogi”, jak poprawia się codzienny komfort życia. Zmniejsza się ból, zmniejsza się spastyczność, poprawia się samopoczucie psychiczne. Widzą światełko w tunelu, a wcześniej system już ich skreślił. Chciałbym przypomnieć, że właśnie z takimi pacjentami miałem do czynienia – z pacjentami, których byłem ostatnią szansą ratunku. Z ludźmi nieuleczalnie chorymi. 

Teraz jest głośna sprawa Łukasza Mejzy, prawdziwego szarlatana, najgorszego z możliwych. Zbijał olbrzymie pieniądze na krzywdzie ludzi, którzy widzieli w nim ostatnią deskę ratunku. W ówczesnym czasie byłem trochę takim człowiekiem, w którym widzieli ostatnią szansę. Na początku podchodzili do mnie sceptycznie, ale byłem z polecenia innego pacjenta, któremu pomogłem. Jak zaczęli stosować kannabinoidy w odpowiedni sposób i doszło do polepszenia stanu organizmu czy w badaniach szpitalnych czy w samopoczuciu. Pacjent najlepiej wie czy to na niego działa dobrze czy źle. Po tym jak zaczynali to stosować to niejednokrotnie nazwali mnie Jezusem.

– Tak mi się też to skojarzyło.

Podając to pacjentom, szczególnie tym bardzo ciężkom chorym widziałem jak potrafią „wstać na nogi”, jak poprawia się codzienny komfort życia. Zmniejsza się ból, zmniejsza się spastyczność, poprawia się samopoczucie psychiczne.

Olej z THC – ratunek dla pacjentów z glejakami

– Mówili, że jestem Jezusem, że przychodzę do nich z olejem, którym Jezus namaszczał. Daję im substancję. Oni nie wierzyli, ale jak stosowali ją poprawnie to uzyskiwali z niej korzyści. Mało tego, jak wiemy dzisiaj, ten lek pomaga na szerokie spektrum objawów. Dlatego tak to wyglądało. U przewlekle chorych osób, którzy mają ileś objawów, są też choroby towarzyszące, często wywołane przez leczenie konwencjonalne. To wszystko się składa na jedną wielką przewlekłą chorobę i dziesiątki objawów. Zażywając kropelkę dziennie takiego oleju wiele objawów się nie pojawia, słabnie. Taka osoba może zacząć nowe życie, o którym już zapomniała, bo tak cierpiała. Sądziła, że będzie cierpieć do końca życia.

Dlatego mówię o tym eliksir życia, bo potrafi przedłużyć życie ludziom przewlekle chorym. Jest to naoczne, potwierdzone w badaniach. W dzisiejszych czasach moje obserwacje stwierdzone są w badaniach na ludziach z glejakami mózgu. Jasno jest powiedziane, że z olejem żyją przynajmniej dwa razy dłużej niż bez oleju. Ja to widziałem szczególnie u pacjentach z glejakami, dlatego skupiałem się najbardziej na nich, Mniej koncentrowałem się na innych nowotworach, ponieważ u takich pacjentów nie było widać tak szybko poprawy i efektu działania oleju. Przy glejakach, szczególnie tych IV stopnia było widać niemalże odrazu działanie oleju. 

Mało tego, Ci ludzie najbardziej tego potrzebowali bo medycyna konwencjonalna nie miała żadnego leku na to i nie ma do tej pory. W Anglii trwają teraz badania nad lekiem klinicznym opartym na kannabinoidach, który wydłuża dwukrotnie życie pacjentom. Niejednokrotnie widząc swoich pacjentów i nieswoich chorych na tą samą chorobę obserwowałem jak tamci pacjenci umierali, a moi żyli. Moi pacjenci też koniec końców umarli. 

Motywacja do walki

– Nie zajmuję się tym już jakiś czas – od momentu wejścia medycznej marihuany. Uważam, że wypełniłem już swoją misję i teraz powinien zajmować się tym lekarz a nie ja. Od tamtej pory niestety prawie wszyscy moi pacjenci z glejakami umarli, jeden tylko żyje. Ale umarli po 5 czy 3 latach jedzenia oleju, a średnia życia w konwencjonalnym leczeniu to 9 miesięcy. Do 2 lat nie dochodzi nikt. Widać jasno, że to przedłuża życie. I w jakim komforcie je przedłuża. 

Ta sprawa rozpoczęła pociąg do zmian w ustawie i dopuszczenia medycznej marihuany. Sprawa odbiła się na mnie i mojej rodzinie dość poważnie, ale zmotywowała mnie do tego, żeby walczyć. A nie walczyłem już tylko o innych, ale walczyłem też o siebie bo groziło mi 15 lat więzienia. Widziałem, że u pierwszych trzech prokuratorów nie miałem żadnego zrozumienia. Byłem najgorszym dilerem, którego mogli sobie wyobrazić ponieważ to była bardzo duża ilość. Uważali, że trzeba mnie wsadzić na długie lata do więzienia. 

Zacząłem więc walczyć o swoją wolność. Dostałem takiego kopa, takiej adrenaliny, że nie straciłem żadnego dnia. Jak walczyłem o innych to potrafiłem mieć wolne, pójść w niedzielę na grzyby czy na łąkę poleżeć. Teraz nie miałem straconej chwili bo walczyłem też o siebie i swoją wolność. Wiedziałem, że mam ograniczony czas, bo do czasu rozprawy. Wiadomo, że można sprawę wydłużać, przeciągać, ale nie życzę nikomu życia w tym okresie. Codziennie wieczorem napadały mnie lęki, paniki, złe myśli na temat tego jak to się skończy. 

Obawy przed więzieniem

– Tym bardziej, że miałem do czynienia codziennie z ludźmi karanymi za używanie, bo pomoc ludziom karanym to główny aspekt funkcjonowania Wolnych Konopi. Widziałem jak system traktuje ludzi karanych za 0,1 grama. Potrafili siedzieć 3 lata. Niewinni ludzie byli wtrącani do więzień. Patrząc na moją sprawę gdzie był odpowiednik 25-30 kg marihuany w tym oleju – to jak potraktuje mnie państwo? Jeżeli oni dostają po 3 lata czy kilka miesięcy a ja mam 25 kilo marihuany? To wsadzą mnie na 15 lat albo jeszcze dłużej. 

Jestem człowiekiem, który nie ma sobie nic do zarzucenia. Jestem jednym z najbardziej uczciwych ludzi, których poznałem na swojej drodze życia. Zawsze martwię się o innych i zawsze boli mnie ich krzywda. Dlatego nie mogłem ze swoim sumieniem zgodzić się na to, jak mnie państwo potraktuje. Dodatkowo jestem człowiekiem, który uważa, że nie ma raju po życiu. Tylko ciemność. Dlatego cenię każdy dzień i każdą chwilę życia. Nie chciałbym spędzić tego czasu w więzieniu, w którym człowiek się marnuje i z którego wychodzi inny. I już nie wróci do tego kim był. Więzienie zostawia trwałe zmiany w mózgu szczególnie u tych, którzy siedzą niewinnie. Jakbym siedział za zrobienie komuś krzywdy to siedzi się dużo łatwiej. Jeżeli zaś siedzi się za bycie niewinnym to mózg, szczególnie w takich konstrukcjach psychicznych jak moja, powoduje szkody. 

Pomoc chorym a zdrowie psychiczne

– Mało tego, że za bycie niewinnym, to w dodatku za pomaganie ludziom. Kolejny level. 

– Dokładnie. Wobec swoich pacjentów byłem zawsze szczery, nie zostawiałem ich nigdy w potrzebie. Nie odwracałem się plecami. Do końca z nimi siedziałem. Moja pomoc rodzaju takiego znachora zaczęła zajmować mi cały dzień, nie mogłem podjąć innej pracy. Nie miałem czasu na swój związek, na prywatne sprawy. Potrafiłem za to spędzić 3-4 godziny z jednym pacjentem. A miałem ich z 4-5 dziennie, przy okazji rozmawiałem z nimi przez telefon i uczyłem. 

Zacząłem zauważać jeszcze przed tą sprawą problemy psychiczne. Jak spotyka się cały czas z cierpieniem, z niesprawiedliwością systemu, bo cały czas narzekają pacjenci i mają oczywiście rację. Na medycynę konwencjonalną, na lekarzy, którzy odwracają się od nich plecami i nie mają im już nic do zaoferowania. Obciążenie byciem taką ostateczną wyrocznią bardzo mnie przytłoczyło. Ludzie liczyli na to, że im pomogę. I pomagałem, ale nie długo zachować życie. Po jakimś czasie umierali. Na szczęście nie jestem Mejzą, który wciska ludziom rzeczy, które nie działają. Chodziłem do ludzi z substancją, która rzeczywiście pomaga. Tym się różni szarlatan od znachora. Byłem znachorem, który rzeczywiście pomagał. Niestety jednak też ludzie umierali. 

Rodziny widziały, że to działa, ale niestety członek rodziny zmarł. Musiałem co chwilę siedzieć na pogrzebach, pisać kondolencje. Co chwile uczestniczyłem w świecie, w którym nie chciałem uczestniczyć. Byłem w miarę zdrową osobą, z chorobami przewlekłymi i zaburzeniami psychicznymi, ale w porównaniu do tych osób śmiertelnie chorych – byłem zdrowy. Zaczęły się obniżenia nastroju i cierpiałem psychicznie. 

Obciążenie byciem taką ostateczną wyrocznią bardzo mnie przytłoczyło. Ludzie liczyli na to, że im pomogę. I pomagałem, ale nie długo zachować życie. Po jakimś czasie umierali.

Zbrodniarz czy bohater?

– Jak zaczęła się moja sprawa wyobraźcie sobie jak musiało to obciążyć człowieka, który nie dość, że był represjonowany przez państwo za używanie marihuany, był represjonowany przez państwo za działanie na rzecz zmian. Człowiek, który czuł się wiecznie banitą i niepotrzebnym w społeczeństwie człowiekiem związał się teraz z ludźmi, którzy non stop cierpią, ciągle słuchałem takich, a nie innych informacji. Dodatkowo teraz wpadłem z tak dużą ilością oleju i zarzucono mi zbrodnie stawiające mnie obok Hitlera i Stalina. Byłem zbrodniarzem.

Było ciężko, ale jak mówiłem wcześniej ta sprawa poruszyła moje działanie. Nie spałem prawie przez dwa lata tylko pracowałem na rzecz zmian. O tym mogę opowiedzieć niebawem, natomiast nie wiem czy za długo nie gadam i czy nie znudzą się tym ziom.

– Najwyżej podzielimy to na części.

– Może rzeczywiście to podzielmy.

– Mi się bardzo dobrze słucha, ale wiem, że nie ma co mierzyć ludzi swoją miarą. Między innymi za Twoją radą. Najwyżej to podzielimy.

– Sprawa się zaczęła. Wrócę na chwilę do tego jak do tej sprawy w ogóle doszło. To kolejny scenariusz. Mógłbyś złożyć z tego super opowieść opartą na faktach. Te rzeczy rzeczywiście się wydarzyły. Pomagając ludziom musiałem ten olej kupować. Oczywiście było tak, że produkowałem ten olej bo jestem plantatorem i zawsze mam swoje zioło. U dilera nie byłem 18 lat. W każdym razie nie pamiętam. Jak miałem zbiory to potrafiłem zrobić trochę tego oleju i dać pacjentom. Ale to były bardzo małe ilości w porównaniu do potrzeby. 

Korzyści ze stosowania oleju THC

– W pewnym momencie miałem 100 czy więcej pacjentów, którym pomagałem na różne dolegliwości. Dzięki olejowi ludzie ze stwardnieniem rozsianym pierwszy raz mogli przespać całą noc. Spastyczność nie wyrzucała ich z łóżka. Ludzie z nowotworami mogli pierwszy raz przespać całą noc, bo ich nie bolało. Mogli zacząć jeść, co odrazu wzmacnia organizm i powoduje lepsze samopoczucie. Ludzie z chorobą Leśniewskiego-Crohna w końcu mogli spędzić czas poza toaletą. Jest naprawdę sporo grup chorób i pacjentów, którym dostarczałem te olejki i uzyskiwali ze stosowania ich korzyści. 

Z racji tego, że potrzebowałem dużo oleju, bo niektórzy jedli nawet po 1 gramie olejku dziennie. A pacjentów było 100-150. Musiałem skądś pozyskać lek. Nie mogłem ściągać olejku z niewiadomego źródła, ponieważ byłem z Wolnych Konopi i zawsze chciałem odkłamać marihuanę w oczach społeczeństwa. Zauważyłem, że dzięki temu olejowi dotrę do ludzi starczych, do ludzi chorych i takich, którzy nie interesowali się nigdy tematem konopi. Zacząłem patrzeć pod takim kątem. Ludzie mówili w prost, że nie wiedzą jak mogli tak psioczyć na marihuanę. Zmieniali w ogóle postrzeganie, bo marihuana przyniosła im korzyści. 

Dzięki tym opiniom zauważyłem, że w taki sposób dotrzemy do społeczeństwa i w ostateczności zmieni się postrzeganie takich osób jak ja, czyli używających w dużej mierze rekreacyjnie marihuany. W tamtym okresie nawet nie wiedziałem, że używam jej też w celach medycznych. Myślałem, że używam jej w celach rekreacyjnych. Ale to już rozmowa na inny podcast. 

Pomoc aktywistów z USA

– Jak spostrzegłem się, że dzięki medycznej marihuanie dotrzemy do społeczeństwa odrazu napisałem do organizacji w Stanach Zjednoczonych, która zajmuje się pacjentami i medyczną marihuaną. Spotkałem się z nimi przy okazji jakiejś konferencji o medycznej marihuanie, bo zaczęliśmy na nie jeździć. Zacząłem się tym interesować i zgłębiać ten temat. Nie tylko wiedza, że olej działa i są tam kannabinoidy. Zacząłem rozbierać to na części pierwsze. Zaczęliśmy organizować takie konferencje w Polsce. Otrzymaliśmy radę od amerykańskich aktywistów, którzy byli 20 lat w przód przed nami. 

Powiedzieli co mam zrobić, żeby u nas też się zmieniło. Powiedzieli, żebyśmy pokazali społeczeństwu dziecko z padaczką. Macie lek na epilepsję lekooporną. I faktycznie tak było. Miałem jedno dziecko z padaczką jako pacjenta, jego mama wiedziała, że olej może pomóc i rzeczywiście padaczka zanikała. Tylko powiedz w tamtym okresie głośno, że podajesz THC dziecku choremu na padaczkę. Stajesz się najgorszy w opinii urzędników. Dawanie dzieciom THC do tej pory jest kontrowersyjne. Jeżeli nie podajesz go w szpitalu, to możesz trafić do więzienia. 

Uznaliśmy, że musimy kogoś takiego znaleźć i iść tą drogą. Powiedzieli nam też, żebyśmy narazie zapomnieli o rekreacyjnej marihuanie, bo to nie jest ten moment i nie trafi do naszego społeczeństwa. Mentalnie nie jest jeszcze gotowe, żeby zaakceptować te sprawę. Zaproponowali, żebyśmy skupili się na medycznej marihuanie. I zrobiliśmy to. Zacząłem się do tego przygotowywać, żeby wiedzieć coś na temat tej medycznej marihuany. Nie chciałem tworzyć przekazu jak inni moi rówieśnicy, że to lek na wszystko i należy spożywać go jak najwięcej. I najlepiej jeszcze polać się tym olejem, wykąpać się w nim żeby być zdrowym. Chciałem to robić merytorycznie tak jak do tej pory. 

Poznanie Doroty Gudaniec

– Zacząłem poznawać aktywistów i lekarzy, którzy zajmują się medyczną marihuaną. Zaczęliśmy jeździć po konferencjach, szpitalach gdzie prowadzono badania. Oczywiście to wszystko nie w Polsce tylko za granicą. W Polsce nic takiego się nie odbywało.

Zaczęliśmy uzbrajać się w wiedzę. W tym czasie mieliśmy telefon, bo na naszej stronie był podany numer Andrzeja, więc zadzwonił do mnie. I mówi, że dzwoniła do niego jakaś matka, która ma dziecko chore na padaczkę. Chciałaby spróbować marihuany. Wprawdzie to było 4 dni temu, jednak zapomniał o tym więc teraz przekazuje. Godzinę później dzwoni do mnie jakaś kobieta i przedstawia się – Dorota Gudaniec. Zapytała czy rozmawia z Jakubem Gajewskim, powiedziała, że ma dziecko chore na padaczkę i zaproponowała spotkanie. Oczywiście się zgodziłem. Czułem już przez telefon, że to konkretna babeczka. 

Umówiłem się z nią pod Wrocławiem u mojego kolegi w domu. Pracowaliśmy wtedy nad kampanią „Konopie leczą”. Otworzyliśmy nawet stronę pod tą kampanię. Zamieszczaliśmy tam informacje dotyczące medycznej marihuany. Nie chcieliśmy łączyć tego z Wolnymi Konopiami bo nikt nie chciał nas słuchać. To było kojarzone z bandą ziomków walczących o legalizację. Dlatego stworzyliśmy Konopie Leczą i skupiliśmy się na edukowaniu ludzi. 

Siedzieliśmy sobie z kolegą, który jest programistą-grafikiem i tworzy strony internetowe i przygotowaliśmy stronę, treści i kampanię video „Konopie leczą”. Zadzwonił dzwonek do drzwi, gdy otworzyliśmy ujrzeliśmy Dorotę z Markiem – jej mężem. I zwisającym, jak laleczka szmaciana z rąk Maksem. Bardzo byli przestraszeni, myśleli, że przyszli do jakiegoś dilera czy meliny. Usiedli na kanapie wycofani w chęci kontaktu. Widać jednak, że przyszli bo muszą pomóc dziecku. Zobaczyli mojego kolegę Rafała, który ma przyjazną twarz. Zobaczyli mnie, a też nie jestem z twarzy groźny itd. 

Zadzwonił dzwonek do drzwi, gdy otworzyliśmy ujrzeliśmy Dorotę z Markiem – jej mężem. I zwisającym, jak laleczka szmaciana z rąk Maksem.

Podanie olejku Maksiowi choremu na padaczkę

– Odrazu im powiedziałem, żeby się nie martwili, że jesteśmy z Wolnych Konopi i nie działamy po to, żeby uzależniać ludzi. Chcemy pokazać konopie w dobrym świetle więc nie możemy oszukiwać czy robić złych rzeczy. Przeszliśmy od tematu do tematu. Zaczęliśmy rozmawiać o medycznej marihuanie, o problemach jakie toczą Polskę i o Maksie i jak mu ten lek może pomóc. Umówiliśmy się, że dostarczę im olejek dla Maksia. Po dwóch dniach od dostarczenia go Dorota zadzwoniła mówiąc, że to jest rewelacja. Od kiedy Maksiu zażył olej nie miał napadów w dzień. Dostała takiego kopa przez to, że zachciała włączyć się w zmianę. Zacząłem ją wprowadzać w świat medycznej marihuany, w świat aktywistów i tłumaczyć jej jak to wygląda. Jej przebojowość, upór, zaangażowanie i to z czym się zmagała – czyli z synem, którego medycyna konwencjonalna prawie zabiła. 

Dziecko chore, rodzic zaangażowany który chce pomóc dziecku i zmienić prawo oraz ja, czyli aktywista, który tłumaczy jej o co w tym wszystkim chodzi. Zaczęliśmy spędzać wspólnie czas, organizować konferencje, spotkania. Założyliśmy koalicję medycznej marihuany. Zaczęliśmy jeździć do Warszawy lobbować w sejmie, w mediach. Jak poszła na pierwszy wywiad to okazało się, że mówi takie rzeczy merytoryczne i konkretne, że każdy dziennikarz chciał z nią później rozmawiać. W końcu się to rozwiązało. Dorota zaistniała, zobaczyła jak to wszystko wygląda. Wypłynęła na własne wody i zaczęła się sama poruszać w tym świecie. Bardzo szybko zaczęła wszystko chwytać. 

Dwuletnia batalia o zmianę prawa

– Tak rozpoczęła się nasza dwuletnia batalia o to, żeby zmienić prawo. I mój wyścig z czasem, żeby nie trafić do więzienia. Bardzo ważnym czynnikiem byłoby odbycie się mojej sprawy i zapadnięcie wyroku w momencie, gdy medyczna marihuana byłaby już zalegalizowana. Wyjdzie na moje. Nawet jeżeli popełniłem przestępstwo i prawo nie działa wstecz, to sędzia będzie miał argument, żeby nie wsadzać mnie na długie lata do więzienia. Skoro medycyna którą stosowałem została oficjalnie już dopuszczona. 

Zaczęliśmy spędzać ze sobą dużo czasu, jeździć do Warszawy, edukować się. Organizowaliśmy konferencje, sympozja, założyliśmy koalicję medycznej marihuany na którą trafili lekarze, rodzice i pacjenci. W tym czasie zaczęła się akcja z doktorem Bachańskim. W Centrum Zdrowia Dzieci gnębią pacjentów, nie chcą podawać im medycznej marihuany. Dzieci tam wręcz umierały. Zaczęło się robić o tym głośno. Politycy i policja nie mogła postępować z dziećmi i rodzicami tak jak z nami. W ten sposób zeszły się drogi Wolnych Konopi i Doroty Gudaniec. Tak również zaczęła się afera dotycząca uregulowania kwestii związanych z medyczną marihuaną. 

W tym czasie Palikot odszedł z sejmu i zostawił wolne miejsce Andrzejowi, który wskakuje na jego miejsce. Zrobił to w ramach happeningu. Był miesiąc do końca kadencji, Andrzej był zaraz po nim jeśli chodzi o ilość głosów w obrębie warszawskim. Jeżeli Palikot miałby zrezygnować z funkcji poselskiej to wchodzi następna osoba czyli Andrzej Dołecki. Wskoczył więc na miesiąc bycia posłem. I zrobił przez ten czas tyle, co niektórzy przez lata kadencji. Zrobił szereg interwencji poselskich w Centrum Zdrowia Dziecka i innych instytucjach, w szpitalach. Jędrek napisał mu szereg interpelacji poruszających tematy nielegalności medycznej marihuany. 

Polska ustawa o medycznej marihuanie

– W tym czasie zwolniono doktora Bachańskiego z Centrum Zdrowia Dziecka i postawiono mu zarzuty. Andrzej przekazał też wtedy pałeczkę Liroyowi. Andrzej odszedł, a Liroy działał już z nami w Wolnych Konopiach od jakiegoś czasu. Interesował się, paliliśmy ziółko i debatowaliśmy na różne tematy. Postanowiliśmy z Jędrkiem w Warszawie na ulicy Ząbkowskiej, w mieszkaniu, które udostępniali nam nasi przyjaciele. Jako Wolne Konopie mieliśmy tam zawsze dach nad głową i możliwości spotkania się i knucia co możemy dalej robić. Pomyśleliśmy z Jędrkiem o tym, że trzeba by zainicjować powstanie ustawy o medycznej marihuanie. 

Wiadomo, ja jestem za mały, żeby to napisać, nie jestem w tym biegły. Ale Jędrek jak najbardziej. Jest prawnikiem, ma rodzinę prawników, jest legislatorem bo w tym kierunku zaczął kierować swoje zainteresowania wcześniej już. Jędrek usiadł nad tą ustawą i rzeczywiście tworzyliśmy ją bardzo długo. Była naprawdę bardzo bogata w różne zapisy dotyczące tego jak kontrolować medyczną marihuanę i uregulować. Zapobiegliśmy w tej ustawie bardzo wielu patologiom, które teraz się odbywają. 

Niestety ta ustawa ostatecznie nie została przyjęta przez PiS, ponieważ żadna ustawa stworzona przez opozycję czy ludzi nie przechodzi, to musi być ustawa partyjna. PiS napisał swoją ustawę, ale w taki sposób, że w skrócie wymazał całą naszą ustawę i zostawił tylko pierwszą stronę naszej propozycji. Stworzyli ustawę, która w rzeczywistości nie reguluje dostępu do medycznej marihuany, nie chroni pacjentów, interesu państwa czy obywateli, nie powoduje stworzenia statystyki i wyciągania wniosków. 

Ustawa była na zasadzie takiej, że Ministerstwo kupi zioło, firma je dostarczy, a Ministerstwo przez apteki je sprzeda. I hulaj dusza co się będzie dalej działo. Ustawa stricte biznesowa, nastawiona na zarobek, nie na leczenie, nie na opiekę nad pacjentami. Pacjent ma wydać pieniądze, rząd zarobi, firma najlepiej zagraniczna to dostarczy, bo nie można było mieć polskiej ganji.

Zalety odrzucenia ustawy Wolnych Konopi

– Resztę historii aktywizmu wszyscy tak naprawdę znają – Ty znasz i my znamy. Dalej pociągnął to Piotrek Liroy z nami i Dorotą Gudaniec. W 2017 roku kadłubek naszej ustawy wszedł. Co ciekawe my się bardzo cieszymy, że weszła właśnie taka ustawa a nie nasza. Z jednej strony oczywiście, z drugiej się smucimy. Cieszymy się dlatego, że ustawa która weszła i która obowiązuje nie ma tak naprawdę żadnych ograniczeń. Każdy może wystawić receptę, każdy może kupić w aptece, ale też każdy dalej może trafić do więzienia. 

W naszej ustawie, z racji, że wiedzieliśmy że my to piszemy i PiS też, a byliśmy tak naprawdę przeciwnikami. Wiedzieliśmy, że ta ustawa będzie mocno monitorowana. Nałożyliśmy w tej ustawie bardzo dużo ograniczeń, żeby ta medyczna marihuana nie weszła na czarny rynek. Chcieliśmy sami siebie ograniczyć, żeby PiS nie myślał, że chcemy wprowadzić marihuanę do obrotu czarnego czy rekreacyjnego. Zrobiliśmy ją stricte medyczną. Natomiast ta ustawa była za trudna dla Polski. Zawierała wewnętrzny system monitoringu. Policja i prokurator mógł wejść do tego systemu sprawdzić, czy jesteś pacjentem, na co się leczysz i jakie masz wyniki leczenia. 

System Monitoringu dla pacjentów i policji

– System monitoringu trzeba by wdrożyć, wykonać, zaprzęgnąć do tego ludzi. Ministerstwo Zdrowia było w tym czasie przeciwne, ale z racji tego, że społeczeństwo chciało tej medycznej marihuany bo wykonaliśmy taką a nie inną robotę i przekonaliśmy społeczeństwo do tego, coś musieli zrobić. Zrobili sobie sondaże wewnętrzne i zobaczyli, że 80% ludzi jest za wprowadzeniem medycznej marihuany. Zrobiliśmy sondaże oficjalne, gdzie wyszło 60-70%. To też przełożyło się na wynik PiSu. PiS zobaczył, że społeczeństwo chce, ich wyborcy chcą to wprowadzić. Więc muszą to zrobić, mimo iż są przeciwni temu. 

W zasadzie do tej pory są przeciwni medycznej marihuanie. Wiadomo, że wszyscy kierują się głównie interesem partii. Wymazali wszystko, wprowadzili ten kadłub, który nomen-omen wprowadza medyczną marihuanę na czarny rynek. Tak to wygląda. Dla nas to super ustawa. Pod kątem tego, że funkcjonuje i każdy pacjent bez ograniczeń może używać tego jest super sprawą. Przykładowo w Czechach jest ograniczenie – medyczną marihuanę można stosować na 5 chorób i jest ograniczenie do 19 lekarzy. Wśród nich 17 nie jest zainteresowane wypisywaniem takiej recepty. Jest to zbyt kontrowersyjne i ludzie boją się utraty zawodu. 5 chorób tylko się kwalifikuje, a ktoś kto choruje na 6 chorobę jest dyskryminowany i nie może tego używać. 

Mieliśmy już duże doświadczenie, z pewnością większe niż Czesi przed unormowaniem tej medycznej marihuany. Wiedzieliśmy, że chodzi tutaj też o układ enokannabinoidowy. Jeżeli spożywamy kannabinoidy to one działają tak naprawdę na wszystkie choroby. Jest tak, ponieważ układ endokannabinoidowy reguluje układ odpornościowy, który odpowiada za walkę z chorobami. Podnosiliśmy to, dlatego nie wprowadzono żadnych ograniczeń co do specjalizacji lekarzy czy listy chorób. Dlatego została wprowadzona taka a nie inna ustawa. 

Problemy pacjentów medycznej marihuany

– Czy medyczna marihuana wycieka na czarny rynek? Pewnie tak. Czy coś złego z tego powodu się dzieje? Nie, państwo polskie nie cierpi, pacjenci mają w miarę łatwy dostęp do marychy. Źle powiedziałem, w zasadzie nie mają łatwego dostępu bo medyczna marihuana wciąż jest dostępna zaledwie w 1% aptek. Czasami ludzie muszą kupić u dilera, bo mają 100 km do najbliższej apteki. Dostęp nie jest więc łatwy i są przerwy w dostawach. Natomiast na papierze jest łatwa do dostania. Oto w tym chodzi, żeby dążyć w rzeczywistości do tego, co jest na papierze.

Napewno w realnym świecie osób używających marihuany kryjących się pod receptą jest kilku. Ale te osoby nie szkodzą. Nie jest to patologia z którą należy walczyć. Ewentualnie należy doprecyzować tą ustawę, żeby ten susz nie znajdował się na czarnym rynku. Jakbym był ministrem zdrowia i miał taką wiedzę i świadomość jak obecnie mają ministrowie, to na ich miejscu ograniczyłbym ten proceder, ale nie poprzez ograniczenie listą chorób czy lekarzy. Gdybym był jednak ministrem zdrowia z tą wiedzą i doświadczeniem, które mam dziś, dołączyłbym zapiski chroniące pacjentów przed pójściem do więzienia. 

Jest wiele przypadków takich jak Pan Dariusz, Pan Robert i inni. Dalej się męczymy, sam jesteś tego przykładem. Musimy walczyć o to, żeby prawdziwy – nie udawany – pacjent nie trafił do więzienia za leczenie się. Nasza ustawa zapewniała bezpieczeństwo takim pacjentom. Obecna niestety nie zapewnia. Dalej dzieją się tragedie i nic się nie zmieniło, wciąż ludzie trafiają do aresztów i więzień. Żal w tym pacjentów, którzy po prostu zamiast leczyć się, muszą zmagać się w państwem polskim. Tak to wygląda. 

Zakończenie sprawy Kuby – ciąg dalszy nastąpi…

– Medyczna marihuana została uregulowana. Tak naprawdę ta ustawa jest najłagodniejsza w całej Europie. Mamy poprawkę z 85 roku, mamy ustawę o medycznej marihuanie regulującą dostęp do kannabinoidów w nurtach medycyny konwencjonalnej. Tak naprawdę mamy bardzo dużą dowolność. Gdyby świadomość lekarzy i polityków była dużo większa, to byłaby to ustawa wykorzystywana w szerszym zakresie i w jeszcze lepszy sposób. W przyszłości, jak będzie już normalny rząd i normalne pokolenie ludzi którzy wiedzą o co w tym wszystkim chodzi pewnie ta ustawa zostanie poprawiona i bardziej doprecyzowana. Tak wyglądała historia medycznej marihuany. O szczegółach dotyczących tej całej walki to już na inny podcast. Powinienem jeszcze jednak wrócić do tej mojej sprawy. 

– Właśnie chciałem zapytać jak skończyła się Twoja sprawa. Nie mieszkasz teraz w Polsce, ale oczywiście jeżeli nie chcesz o tym mówić – to nie mów.

– Tak, chciałbym w Twoim podcaście powiedzieć o tym jak się moja sprawa skończyła. Jestem to winny ludziom, którzy mnie wspierali. Mija już 6 rok od rozpoczęcia tej sprawy. 

Zakończenie odcinka i konkurs!

– Poczekacie jeszcze chwilę. To była druga część historii aktywizmu polskiego konopnego. Zapewne jest to naparstek tych historii. Będę zapraszał więcej aktywistów i postaramy się na Otwieramy Oczy zrobić od A-Z historię polskiego aktywizmu. Jest taki pomysł, który zarzucił Jakub Gajewski, czyli dzisiejszy gość podcastu. Będziemy też działać w tym kierunku. Historie są niesamowite. Napewno będę zapraszał podobne postacie i rozmawiał na te tematy, wyciągał z nich anegdoty. Z Kuby niewiele trzeba było wyciągać, przez cały podcast zadałem może z 5 pytań. Wspaniały rozmówca. Następna część podcastu wkrótce. 

Zapraszam Cię do wzięcia udziału w nowym konkursie. Wyniki poprzedniego konkursu przyjdą na maila. Jeśli nie dostałeś/łaś, to oznacza, że niestety. Ale może teraz wygrasz! Jeżeli dostałeś/łaś maila z informacją o wygranej to odezwij się – wyślemy nagrodę. Zapraszam również na nowy konkurs. Do wygrania jest książka od Stonerchefów. Wiktor bardzo fajnie ją zrecenzował tutaj. Książka nosi tytuł „Konopne gotowanie” nie tylko dla wielbicieli marihuany. Osobiście uważam, że książka jest po prostu bardzo dobra. Bardzo dużo wiedzy o konopiach i świetne przepisy. Zapraszam do recenzji, a jak nie masz ochoty czytać to po prostu weź udział w konkursie, wygraj i sam/sama się przekonaj! 

Jeśli podoba Ci się ten odcinek, udostępnij go proszę dalej. Wesprzyj mnie w serwisie Patronite, jeżeli uważasz za wartościowe to co robię. Zapraszam też na sprawę Pana Ryszarda do Krosna na godzinę 9.00. Chcemy zapełnić salę, więc każde wsparcie będzie ogromnie ważne. Dziękuję moim Patronom, każdemu po kolei. Jestem Wam wszystkim bardzo wdzięczny. Szczególnie hojni są: Clinicanna – Śląskie Centrum Medycyny Konopnej i Gruz. Dziękuję Wam bardzo. To było na tyle. Nazywam się Mateusz Zbojna, a Ty słuchałeś/łaś podcastu Otwieramy Oczy. Cześć!

Chciałbym również podziękować mojemu partnerowi, firmie CannaShop, czyli świetnym shotom konopnym. Jeśli nie lubisz smaku olejku CBD albo jest on po prostu dla Ciebie za drogi, to polecam zdecydowanie hemp shoty. Bardzo smaczne, świetne działania prozdrowotne, szczególnie dobre na sen czy rozluźnienie, a ze zniżką na kod otwieramyoczy cena może spaść nawet do kilkunastu złotych. Naprawdę polecam!

Dziękuję również moim Patronom, jesteście najlepsi. Szczególne dzięki dla Clincanna, czyli Śląskiego Centrum Medycyny Konopnej.

Odcinki o podobnej tematyce: