Na wstępie chciałbym uspokoić wszystkich niesympatyków Otwieramy Oczy. Nie martwcie sie, nie rozpychamy się (aż tak) łokciami w branży konopnej. Nie musicie skreślać jakiejkolwiek swojej ulubionej marki tylko dlatego, że postanowiła dać mi zatrudnienie. Tytuł tego felietonu to kolejny, typowy dla mnie, clickbait. Z drugiej strony stosowanie tego typu trików może świadczyć o mnie nie najlepiej…w sumie trudno.

Oczywiście angażujemy się w różne projekty komercyjne, czy to jako Fundacja czy indywidualnie. Pozwala nam to chociażby na finansowanie działalności OO, jednak w moim wypadku są to zajęcia dodatkowe, a nie full-time job. Dlatego w tytule jest trochę prawdy, ale chodzi o nieco inny kontekst.

Ostatnio, po wielu latach, postanowiłem zmienić pracę. Byłem w dosyć komfortowej sytuacji, bo poszukiwałem nowych wyzwań, nie wynikało to z żadnego przymusu. Dzięki temu mogłem działać z dużym spokojem, jeśli chodzi o wybór potencjalnych pracodawców czy moje zachowania na rozmowach kwalifikacyjnych. Zaznaczam to, bo zdaję sobie sprawę, że osoba, która otrzymała wypowiedzenie i szuka pilnie pracy, albo od jakiegoś czasu jest bezrobotna, może po prostu nie mieć tego samego komfortu psychicznego co ja.

W trakcie jednej z pierwszych rozmów kwalifikacyjnych dyskusja zeszła na temat eventów organizowanych przez pracodawcę. Porozmawialiśmy więc moich doświadczeniach w tym temacie. Rozmowa toczyła się w dobrej atmosferze więc uznałem, że dodam nieco pikanterii. Skoro bez ryzyka nie ma zabawy to opowiedziałem o tym, że jestem aktywistą konopnym, o Fundacji Otwieramy Oczy, o Kanaba Fest, o Marszu Wyzwolenia Konopi…Lekkim szokiem było dla mnie to, że rozmówca nie wydał mi się wtedy zszokowany ani zmieszany. Co więcej, wręcz odwrotnie – był szczerze zainteresowany. Skoro ten temat wywołał taką pozytywną reakcję to na kolejnych rozmowach tym chętniej nawiązywałem do tego tematu i obserwowałem reakcje rekruterów. Za każdym razem byłem pozytywnie zaskoczony ich otwartością. Na jednej z takich rozmów kilka dobrych minut dyskutowaliśmy o odbiorze konopi w społeczeństwie i jaki potencjał drzemie w tej roślinie. Coś co jeszcze kilka lat temu mogłoby mnie skutecznie skreślić w oczach potencjalnego pracodawcy, dziś nie budzi już takich obiekcji. Co najciekawsze – jedna z tych osób potem w rozmowie zdradziła mi, że dało mi to kilka dodatkowych punktów.

W szeroko pojętej branży kreatywnej lub artystycznej korzystanie z konopi jest czymś standardowym. Jednak nawet tam nie zwykło się o tym rozmawiać na rozmowach kwalifikacyjnych. A ja startowałem na zupełnie inne stanowisko.  Skąd więc tak pozytywne reakcje?  Po pierwsze: ludzi bardziej od korzystania z marihuany dziwi zacofanie polskiego prawa w tym temacie. Większość osób ma mniejsze lub większe doświadczenia z konopiami. Prawie nikogo więc już nie dziwi, że są osoby preferujące właśnie marihuanę, a większości to też już nie zraża. Po drugie: w społeczeństwie wciąż zmienia się na lepsze postrzeganie osób korzystających z konopi. Oczywiście można trafić na osobę, która ma neutralny stosunek do konopi. I wtedy sobą oraz swoją pasją możesz pokazać tę roślinę taką, jaka jest naprawdę.

Jest to coś, o czym często zapominamy. My – użytkownicy konopi, aktywiści, jesteśmy najlepszą reklamą cannabis. Chociaż też możemy być najgorszą. Żadna marketingowa akcja nie zmieni stosunku do konopi u kogoś, kto zachowanie palacza zna tylko z głupawych polskich komedii. 1000 banerów na mieście nie sprawi, że z ludzkich umysłów zniknie widok stereotypowego zjarańca objadającego się chipsami na kanapie. Żaden artykuł na Otwieramy Oczy nie zmieni więcej niż rozmowy z ludźmi spoza konopnej bańki. I gdy taki rozmówca zobaczy osobę ambitną, ogarniętą, umiejącą się wysłowić, kompetentą, to wtedy połączy kropki, że konopie w niczym nie przeszkadzają. 

A czemu tak właściwie aktywizm dodał mi tych kilka punktów? Pracodawcy lubią poszukiwać osób aktywnych, które mają jakieś pasje. Jeśli na co dzień wychodzisz poza minimum to czy w pracy będziesz swoje obowiązki wykonywał po łebkach? Skoro w życiu prywatnym stawiasz sobie wyzwania i się rozwijasz, to czy w zawodowym będziesz inny? Co więcej, jeśli tą pasją są konopie i otwarcie przyznajesz się do korzystania z cannabis, to świadczy to o Twojej odwadze. Skoro nie boisz się przed swoim potencjalnym pracodawcą do tego przyznać, to będziesz bał się pokazywać problemy w firmie? Często miłośnicy konopi boją się stygmatyzacji, a jednocześnie najbardziej szkodzą sobie samym ukrywaniem tego faktu. Bo przecież każdy z nas wie, że nie robimy nic złego. Ba, wiele osób myśli dokładnie tak samo. A jednocześnie często boimy się otwarcie do tego przyznać.
Oczywiście wiem, że nie można generalizować. Zdaję sobie sprawę, że mamy w Polsce wciąż dużo typowych januszexów, gdzie szef woli wypłacać część pieniędzy w kopercie pod stołem, na wigilii pracowniczej lać wódeczkę pod śledzika, a gdy wyciągniesz jointa to jesteś ćpun i degenerat. Domyślam się, że gdybym aplikował na kierowcę autobusu to deklaracja o korzystaniu z konopi mogłaby nie zostać najlepiej przyjęta. Ja też miałem po prostu trochę szczęścia, że trafiłem na otwarte osoby.  U mnie się udało. I teraz przynajmniej nie muszę się już ukrywać z jointem na firmowej imprezie. 

Geek, miłośnik muzyki, pająków i konopi. Cierpiący na wieczny brak czasu i miejsca na nowe książki

Wiktor Brzeziński

*Artykuł sponsorowany*

KomuToPotrzebne