28 maja 2022. Jest parę minut po godzinie 11, kiedy powoli zbliżamy się do Kolumny Zygmunta w Warszawie. Za ok 5 godzin z tego miejsca ruszy oczekiwany przez wielu aktywistów Marsz Wyzwolenia Konopi. Dwuletnia przerwa sprawiła, że tak naprawdę nikt z nas nie wie, czego się spodziewać. I choć przez kilka najbliższych godzin będziemy pod kątem frekwencji ustępować służbom mundurowym, to wraz z upływem czasu Plac Zamkowy zapełni się zwolennikami legalizacji. W ostatecznym rozrachunku zieloni wygrają z niebieskimi, a w drugim, równoległym spotkaniu, aktywizm weźmie górę nad pogodą.

Wiem, że słowo „aktywizm” może ostatnio startować do nagrody na najpopularniejsze słowo roku na Otwieramy Oczy. Odmieniamy je przez wszelkie możliwe przypadki, nie możnemy jednak go omijać. Marsz to właśnie nasze coroczne święto. Święto wszystkich tych, którzy walczą o liberalizację prawa dotyczącego konopi. 20.04 świętuje cały świat, wszyscy użytkownicy tej rośliny, a my od siebie dokładamy dodatkowy, bonusowy dzień. Marsz Wyzwolenia Konopi to jedyna okazja w roku, w czasie której możesz przejść przez centrum Warszawy z gibonem w ręku. To kilka godzin normalności w roku, w którym na co dzień łapie się pacjentów i zabiera im lekarstwo.

Czy warto gloryfikować te kilka godzin normalności? Czy mają one jakiekolwiek znaczenia na tle całego roku represji? Rozumiem krytyków Marszu. Bo tak jak i ich, mnie też męczy obecny stan prawny. Tak jak każdego znanego mi aktywisty. Ale mimo zmęczenia widzimy wyraźnie zmiany i to nas motywuje do dalszej pracy. Warto zacząć od tego, że sukcesem i wyraźnym znakiem zmian jest to, że Marsz nie wygląda tak jak jeszcze kilka lat temu, kiedy wszyscy jego uczestnicy lądowali pod ścianą, ich kieszenie trzepano, a stołeczne dołki zapełniały się pod korek aktywistami. Dziś policja nas eskortuje, pomaga, ma o nas dobre zdanie, a niektóre incydenty z ich udziałem to tylko napinanie mięśni i pokazówka na polecenie przełożonych. Można nawet popuścić wodze fantazji i potraktować policję jak członków naszego Marszu. Bo oni w sprawie obecnych przepisów mają takie samo zdanie jak my. Kto by pomyślał 10 lat temu, że za 10 lat wjedzie medyczniak…

Marsz Wyzwolenia Konopi to jedyna okazja w roku, w czasie której możesz przejść przez centrum Warszawy z gibonem w ręku. To kilka godzin normalności w roku, w którym na co dzień łapie się pacjentów i zabiera im lekarstwo.

Marsz Wyzwolenia Konopi to już nie jest manifestacja, w której społeczność konopna walczy o pokazanie się społeczeństwu. Jest to papierek lakmusowy tego, jak jesteśmy odbierani. Ludzie, których spotykamy na trasie, nie traktują nas jak przestępców. Uśmiechają się do nas, cieszą się z naszej obecności, interesują się nami. Wielu z nich mogło nawet nigdy nie palić, mogą nie wiedzieć nic o tej roślinie, ale widzą nas i wiedzą, że w Marszu idą tacy sami ludzie jak oni. Jeśli wg badań ponad 60% Polaków jest za depenalizacją posiadania na własny użytek, to jaki ten odsetek może być w Warszawie, jednym z najbardziej liberalnych miast Polski? 70? 80%?        

Dla mnie Marsz to swego rodzaju podsumowanie. Gdy tylko rozeszliśmy się do domów, to po kilku dniach odpoczynku zaczęliśmy snuć pierwsze plany na kolejny, jubileuszowy już Marsz. Trochę, jakby rok życia aktywisty trwał nie od 1 stycznia do 31 grudnia, a od Marszu do Marszu. Po drodze tworzymy różne projekty, działamy na różnych płaszczyznach. Niektórzy z nas na aktywizm przeznaczyliby dodatkowe 12 godzin dziennie, gdyby tylko mogli wydłużyć swoją dobę. Inni zaś swoją aktywność ograniczają do przeglądania grup czy mediów konopnych. Są wśród nas komicy, muzycy, artyści, prawnicy. Ich codzienne zajęcie daje im możliwość nagłaśniania problemów użytkowników konopi. Warto pamiętać, że  każdy z nas może na co dzień dołożyć swoje do tej walki, a wcale nie wymaga od nas dużego zaangażowania.

Dla przykładu, większość z Was zna Mopsa. Człowiek orkiestra, zagra koncert, zrobi relację, a do tego co jakiś czas wymyśli jakiś konopny projekt. Jednym z nich jest 420 Calendar, czyli wyjątkowy kalendarz, który zaczyna się i kończy datą 20 kwietnia. Mój egzemplarz nie wisi w domu. Bo po co? Co prawda fajnie rzucić okiem na świetne zdjęcia, ale czy u mnie w domu wzbudzi jakieś zainteresowanie? Raczej każdy kto mnie zna i odwiedza wie, kim jestem, czym się zajmuje i jakie są moje poglądy w danym temacie. Ale powieszenie takiego kalendarza w miejscu pracy już wzbudza pewien pozytywny ferment. Generuje pytania, budzi zainteresowanie.

Andrzej Dołecki, prezes Wolnych Konopi, powtarza jak mantrę, że jeśli chcesz legalizacji konopi, to musisz do tego przekonać najbliższych; swoją matkę czy rodzeństwo. To przed nimi możemy być dobrą wizytówką konopi. Osoby, które nas znają, które mają o nas dobre zdanie czy pozytywne uczucia, będą inaczej patrzyły na konopie, jeśli będziesz je chwalił. To prosty mechanizm psychologiczny. No, chyba, że jesteś czarną owcą w rodzinie… Do takich osób świetnie trafiają np. herbaty z CBD / CBG albo kosmetyki. To nie są produkty drogie, a świetnie przybliżają to roślinę i pokazują, jaki holistycznie wpływa ona na człowieka.

Edukacja. To jest podstawa aktywizmu. I można prowadzić ją na wielu frontach w bardzo różnoraki sposób. Przygotuj sobie np kilka ciekawostkę o konopiach, którymi możesz zawsze zaskoczyć. O zastosowaniu przemysłowym, o historii, o tym, że Konstytucja 3-go maja została spisana na papierze konopnym…To wspaniała roślina i jeśli tylko interesujesz się nią, to bez problemu znajdziesz coś, czym możesz zainteresować osoby postronne.

Na tym dokładnie polega aktywizm. To codzienna praca nad świadomością ludzi wokół nas. To dziesiątki, setki małych akcji, które mają za zadanie drążyć tą przysłowiową skałę. Nie trzeba latać przez tydzień po nocy plakatować miasto. Wystarczy przyjść na Marsz. Nie masz czasu jeździć na rozprawy pacjentów? Pokaż przyjacielowi korzyści płynące z CBD.

Takie pomysły można mnożyć, a ogranicza nas tylko własna wyobraźnia. Jeśli chcesz działać to działaj. Jeśli nie masz jednak jak, to napisz do nas. My mamy w głowie bardzo wiele projektów i nawet jeśli Twoją pasją jest śpiew gardłowy – to też coś dla Ciebie znajdziemy 🙂

Geek, miłośnik muzyki, pająków i konopi. Cierpiący na wieczny brak czasu i miejsca na nowe książki

Wiktor Brzeziński